Auto na uwięzi

Auto na uwięzi

Kres kradzieży samochodów w Polsce?
Pierwszym sukcesem policji było zmobilizowanie Amerykanów z Motoroli i LoJacka do uruchomienia w Polsce systemu monitorowania skradzionych pojazdów. Drugim - udane akcje zatrzymania, często na gorącym uczynku - złodziei aut. Trzecim - obserwacja samochodów wyposażonych w LoJacka, zmierzających do "dziupli", gdzie się je przetrzymuje, oczekując na kupców. Pojawienie się LoJacka na polskim rynku uderza zarówno w złodziei samochodów, jak i podziemie gospodarcze. - Zaczynamy grać na nosie światu przestępczemu - cieszą się policjanci.

Dotychczas nie było systemu, który mógłby namierzyć skradzione auto z niemal stuprocentową skutecznością. Najlepszym dowodem na jego efektywność są umowy podpisane ostatnio z towarzystwami ubezpieczeniowymi: właściciele aut zyskali stuprocentową gwarancję odzyskania skradzionego auta lub uzyskania jego równowartości. W dodatku za niewielkie pieniądze, firma zawarła bowiem umowę z towarzystwem ubezpieczniowym Cigna STU, na mocy której każdy, kto w samochodzie zamontuje moduł, otrzymuje za darmo polisę ubezpieczenia od kradzieży auta. Gdyby jego pojazdu nie udało się jednak odzyskać, co jest mało prawdopodobne, dostanie równowartość samochodu w gotówce. - Praktyka pokazuje, że dzięki temu systemowi udaje się odzyskać prawie wszystkie skradzione pojazdy wyposażone w moduł. Dlaczegóż więc nie moglibyśmy się zdecydować na taki krok? - pyta Leonard Kaczanowski, szef działu sprzedaży LoJacka. Firma prowadzi rozmowy z kolejnymi towarzystwami. - Niedługo każdy ubezpieczyciel będzie w swojej polisie uwzględniał LoJacka jako element obniżający składkę ubezpieczeniową - dodaje Kaczanowski. Negocjacje z PZU są najbardziej zaawansowane.
Po polskich drogach jeździ już około tysiąca aut z LoJackiem. Z zewnątrz nie widać, które jest w niego wyposażone. Nie wiedzą o tym ani mafia samochodowa, ani policja. Nawet właściciel pojazdu nie wie, gdzie umieszczono moduł, nie może go też wyłączyć. Służbowego opla vectrę, wartego ok. 130 tys. zł, należącego do szefa dużej firmy farmaceutycznej, bandyci zrabowali 8 października 1999 r. przy al. Wilanowskiej w Warszawie na tzw. stłuczkę. Właściciel samochodu miał szczęście: LoJacka założył poprzedniego dnia. - Wyjeżdżałem właśnie ze stacji, gdy w moje auto lekko uderzył stary nissan - wspomina. - Gdy wyszedłem, by ocenić straty, za kierownicę opla wskoczył jeden z bandytów i po prostu odjechał. Wszystko to wydarzyło się w ciągu kilku sekund - mówi. Właściciel opla zawiadomił policję i centralę operacyjną LoJack. Po siedmiu godzinach samochód wrócił do niego, a sprawców napadu, 25-letniego Artura S. i 20-letniego Jakuba G., aresztowano. - Schwytano ich dzięki szybkiej akcji brygady antyterrorystycznej i systemowi LoJack - przyznaje przedsiębiorca.
LoJack opiera się na dwóch filarach: elektronice i współpracy z policją. Miniaturowy moduł firmy Motorola na co dzień jest "uśpiony". Jego działanie jest niezależne od akumulatora. System uaktywnia właściciel auta tylko wówczas, gdy pojazd zostanie skradziony. Moduł zaczyna wysyłać sygnały, które odbierane są w centrum operacyjnym (umożliwia to gęsta sieć odbiorników w całej Polsce) i w odbiornikach zamontowanych w radiowozach policji. Koszty wyposażania policyjnych samochodów pokrywa firma LoJack. Odzyskanie auta to wynik akcji policji (tylko ona bowiem jest upoważniona do prowadzenia pościgów): na ekranie w radiowozie funkcjonariusze odczytują sygnał, gdzie znajduje się pojazd, namierzają go i albo obserwują, albo zatrzymują sprawców kradzieży na gorącym uczynku. - Ten system pomaga nie tylko odzyskiwać auta i zatrzymywać bandytów, lecz także namierzać złodziejskie "dziuple", w których przechowywane są kradzione samochody - podkreśla podinspektor Tadeusz Kaczmarek, rzecznik mazowieckiej policji. Ze statystyk FBI wynika, że na każde dwa odzyskane przez policję auta z LoJackiem przypada jeden odebrany i nie posiadający modułu.
Tego systemu nie można obejść - mówią policjanci. Jego skuteczność wynika także z tego, że urządzenia się nie oszuka, chowając wyposażony w moduł samochód chociażby do garażu. - Moduły testowano w przeróżnych, czasami bardzo trudnych warunkach. Przedstawiciele firm ubezpieczeniowych lokowali nasze auta w podziemnych wielokondygnacyjnych garażach, policjanci próbowali ukryć je w opuszczonych garażach szeregowych na przedmieściach i stodołach na odludziu. Wszystko na nic. Wykorzystywane fale mają tak duże właściwości dyfrakcyjne, że wnikają kilka metrów pod ziemię i do wnętrz betonowych, szklanych i metalowych budowli - tłumaczy Henryk Dróżdż, dyrektor techniczny firmy. Samochody wyposażone w LoJacka można namierzyć nawet wówczas, gdy "podróżują" na złodziejskich lawetach pokryte folią aluminiową bądź są ukryte w lesie. Moduł montuje się za każdym razem w innym punkcie auta, niemożliwy jest więc jego błyskawiczny demontaż. System stawia też opór bardziej wyrafinowanym przestępcom. Kilka miesięcy temu w Moskwie złodzieje skradli radiowóz policyjny z odbiornikiem LoJack, by rozpracować system. Nie udało się to im.
- Ze zorganizowaną przestępczością trzeba dziś walczyć wszystkimi dostępnymi metodami. LoJack jest kolejnym instrumentem (po radiowozie, pistolecie, komputerze), który dano policji do zwalczania bandytyzmu. Jest systemem bardzo skutecznym. Dostaliśmy go za darmo, nie wydając nawet złotówki. Podobnie jak w innych krajach, sprawdzi się również w Polsce, pomagając nam w walce ze złodziejami - mówi podkomisarz Kaczmarek. To, że system przyczynia się do ograniczenia zjawiska kradzieży samochodów, potwierdzają badania przeprowadzone przez Iana Ayresa i Stevena D. Lewitta z uniwersytetów Yale i w Chicago, we współpracy z uznanymi amerykańskimi instytucjami: Narodowym Biurem Ubezpieczeń i Państwową Fundacją Naukową. Wynika z nich, że tam, gdzie stosuje się LoJacka, gwałtownie spada liczba kradzieży aut - na obszarach miejskich nawet o 40 proc. (o 13 proc. na pozostałych, gdzie do kradzieży dochodzi niezwykle rzadko). Jak to możliwe? Według amerykańskich profesorów, mechanizm jest prosty: złodzieje dużo wiedzą o systemie, zdają sobie sprawę ze sposobu jego funkcjonowania i dlatego boją się kraść auta w rejonach, w których on działa. Czy Polska mafia samochodowa przeniesie się po latach prosperity na Białoruś?

Okładka tygodnika WPROST: 5/2000
Więcej możesz przeczytać w 5/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0