Będzie normalniej? Jest szansa, ale...

Będzie normalniej? Jest szansa, ale...

Jest szansa, że w Polsce będzie odrobinę wolności więcej. Ale nie wpadajmy w euforię, nie takie już obietnice słyszeliśmy z ust rządzących...

Ile to już ekip obiecywało, że uwolni przedsiębiorczość Polaków, że przetnie więzy biurokracji krępujące polską gospodarkę? Co z tych obietnic zostało? Podatek Belki, akcyzy, podatek dochodowy, CIT, wyższy VAT, paręset nowych państwowych agencji zajmujących się przerzucaniem papieru oraz kilkaset tysięcy urzędników, którzy ten papier przerzucają. Dlatego dziś łatwiej robić biznes w Trynidadzie i Tobago niż w III RP. Dlatego ponad milion Polaków machnęło na swój kraj ręką i wyjechało szukać chleba za granicą.

Podchodzimy więc ostrożnie do najnowszej obietnicy Donalda Tuska. Wraz z ministrem sprawiedliwości Jarosławem Gowinem zapowiedzieli oni chęć "uwolnienia" niektórych zawodów. W praktyce chodzi o to, by łatwiej można było zostać np. taksówkarzem, detektywem, notariuszem, ślusarzem, pilotem wycieczki itp. Na pierwszy ogień ma pójść 49 zawodów. Projekt ma trafić do Sejmu w kwietniu.

PO zagłosuje "za" - bo zawsze głosuje jak każe Donald Tusk. Ze słów Jarosława Kaczyńskiego wynika, że PiS raczej też poprze zmiany. Poparcie dla projektu w parlamencie więc się znajdzie. To dlaczego popierający "uwolnienie" nie mogą się jeszcze cieszyć?

Ponieważ już zaczęły protestować korporacje. Przedstawiciele wielu branż ostrzegają, że po liberalizacji przepisów natychmiast spadnie jakość usług. Bo przecież nic tak nie podnosi jakości jak państwowy stempel i składka płacona komu trzeba. Najgroźniejsi będą taksówkarze, którzy już zapowiedzieli, że zablokują Warszawę na Euro. Protesty - a będzie ich coraz więcej - mogą spowodować, że projekt z w miarę ambitnego zamieni się w niezmieniającą niczego istotnego wydmuszkę.

Na koniec wątpliwości. Po pierwsze, Donald Tusk rządzi piąty rok. Panie premierze, co stało na przeszkodzie, żeby deregulację przeprowadzić wcześniej? PiS przeszkadzał? Lech Kaczyński groził wetem? Nie chciało się nikomu zajmować takimi drobiazgami jak gospodarka?

Wątpliwość druga: dlaczego projekt jest tak łagodny? Dlaczego o ilości taksówkarzy nadal mają decydować urzędnicy, a nie naprawdę wolny rynek?

Wątpliwość trzecia: czy ktokolwiek w Polsce wie, kto podejmował decyzje o kolejnych absurdalnych przepisach krępujących przedsiębiorczość nad Wisłą? Kto przedkładał interesy korporacji nad interesy ogółu obywateli?

Ci, którzy te przepisy wprowadzali, sami się do Sejmu i rządu nie wybrali...

Obietnica deregulacji - szczegóły na Wprost.pl

Tusk i Gowin obiecują: uwolnimy połowę zawodów

Tusk: daj Boże, najwięcej ludzi z pozytywną szajbą

Adwokat, komornik, taksówkarz, detektyw, trener. Te zawody mają być uwolnione

Adwokat: projekt deregulacji to ściema polityczna

PiS nie będzie blokował deregulacji "w imię partyjnych gier"

Taksówkarze nie chcą konkurencji, grożą blokadą Warszawy

Czytaj także

 0