Solista z grubym portfelem

Solista z grubym portfelem

To kiedyś musiało się zdarzyć. Poseł PO przeszedł do Ruchu Palikota. Czy transfer Łukasza Gibały okaże się politycznym kapiszonem, czy bombą z opóźnionym zapłonem? Wszystko zależy od notowań rządu i sytuacji w PO, wiele od rozwoju wydarzeń na lewicy.
Łukaszowi Gibale udało się na jeden dzień zaistnieć. Wreszcie mówiły o  nim media i najważniejsi politycy Platformy. Swoje przejście do Ruchu Palikota planował od wielu tygodni. Bo Gibała to polityk sprawny, dobrze zorganizowany, decyzje podejmuje bez emocji, na podstawie analiz i  precyzyjnych kalkulacji. Tak było i tym razem. Jeszcze tydzień temu Rafał Grupiński, szef klubu PO, zapytał go wprost o pogłoski o przejściu do Palikota. Gibała zaprzeczył. Kilkadziesiąt minut przed konferencją, na której wystąpił z Januszem Palikotem, wysłał Grupińskiemu SMS. „Podjąłem decyzję. Uznałem, że w PO nie ma już dla mnie miejsca. Dziękuję za współpracę" – napisał były szef krakowskiej Platformy. Taką samą wiadomość wysłał do Grzegorza Schetyny, na którego się wielokrotnie powoływał. Schetyna Gibale nie odpisał.

Kiedy Gibała spotkał w sejmowym korytarzu posła PO z Krakowa Jerzego Fedorowicza, podał mu rękę i nieco speszony usiłował tłumaczyć swoją decyzję. – Powiedział, że sytuacja zaszła za daleko i nie miał wyjścia – opowiada Fedorowicz.

Od tego momentu starał się unikać kolegów z Platformy. Kiedy zjawił się w  gabinecie Grupińskiego z oficjalnym pismem z rezygnacją, nie zajrzał do  przewodniczącego. Dzień później trzymał się już z dala nawet od gmachu Sejmu, a na spotkania umawiał się w jednej z pobliskich restauracji.

A kto to jest Gibała

Polityk bez wyrazu, wręcz kostyczny, mało znany, choć bardzo ambitny –  mówią o nim w Platformie. Zaczynał jako asystent Jana Rokity. Siostrzeniec ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina, ale na drugim biegunie politycznych poglądów. – Gowin od dawna miał z nim problem, bo  w każdej sprawie światopoglądowej Gibała miał o 180 stopni inne zdanie niż on – opowiada polityk znający ich relacje. Już na początku poprzedniej kadencji Sejmu podczas poselskiego ślubowania nie dodał formułki: „Tak mi dopomóż Bóg", choć zrobiła to większość posłów Platformy, w tym nawet Janusz Palikot. To było symboliczne odcięcie się od nurtu konserwatywnego. – Pewnego dnia przyszedł do mnie i oznajmił, że chce być wyrazistym liberałem – opowiada osoba z władz partii. Od  tego momentu Gibała stał się otwartym zwolennikiem eutanazji, związków partnerskich i in vitro.

Ma żal do Gowina, który jego odejście uznał za  tchórzostwo. – Powinien uszanować moją decyzję – uważa Gibała. Przed Wielkanocą nie zamierza się odzywać do wuja.

W Sejmie od  początku tej kadencji poseł Gibała głośno mówił o konieczności powrotu PO do liberalnych korzeni. W czasie, kiedy niektórzy posłowie Platformy bali się nawet wspominać o innych projektach niż rządowe, on z młodymi utworzył parlamentarny zespół ds. wolnego rynku. W planach – debaty z  ekonomistami i współpraca z organizacjami pracodawców. Ta działalność wcale jednak nie przysparzała mu w PO popularności.

Ucieczka spod gilotyny

Dni Gibały na stanowisku szefa krakowskiej PO były już policzone. Kilka tygodni temu Fedorowicz radził mu, żeby sam ustąpił. – Nie ma mowy –  oświadczył mu jednak Gibała. Na jego odejście liczył także szef małopolskich struktur Ireneusz Raś. – Dochodziły do mnie sygnały o  zamiarach Gibały. W ostatnich miesiącach prosiłem liderów krakowskich struktur, żeby nie podejmowali żadnych kroków, aby nasze środowisko nie  było dla niego pretekstem – mówi Raś.

Konflikt Gibały z Rasiem trwał od  wielu lat. Zaostrzył się, kiedy młody poseł jeszcze przed oficjalnym startem kampanii wyborczej oblepił cały Kraków swoimi plakatami. Kampania wzbudziła wątpliwości Państwowej Komisji Wyborczej i Gibała musiał je usunąć. Kiedy przyszło do konstruowania list wyborczych, dla  szefa krakowskiej PO zabrakło miejsca. – Zaczął chodzić dosłownie po  wszystkich i prosić o przywrócenie na listę. Obiecywał, że kampanię zrobi lege artis i nie będzie przysparzał partii kłopotów. W końcu zarząd krajowy się zlitował i Gibała dostał 19. miejsce – opowiada jeden z polityków PO.

Wystarczyło mu, żeby dostać się do Sejmu. Sam poseł policzył, że miał na to 2 proc. szans. – Analizowałem wszystkie okręgi i  z 19. miejsca nikt inny się nie dostał – opowiada.

Pomogły przede wszystkim pieniądze, na których brak nie narzeka. Pochodzi z zamożnej rodziny, jego ojciec to krakowski biznesmen, funkcjonujący podobnie jak kiedyś Palikot w branży alkoholowej. Leszek Gibała zna się zresztą z  Palikotem, choć politycy Ruchu zaprzeczają, jakoby transfer miał z tą znajomością jakikolwiek związek. Zanim Łukasz Gibała został posłem, sam prowadził też biznesy w branży turystycznej. Jego byli wspólnicy zgodnie odmówili jednak rozmowy na ten temat.

Młody polityk dzięki pieniądzom robił kampanię wyborczą, nie zważając szczególnie na partyjny limit wydatków w wysokości 1,5 tys. zł. Pozyskiwał limity od innych mniej zamożnych kandydatów. Zdaniem polityków z małopolskiej PO mógł wydać kilkaset tysięcy złotych, nawet milion. Zdawał sobie jednak sprawę, że w przyszłości partia go z tego rozliczy. Dlatego już wtedy szukał sobie miejsca na scenie politycznej po wyborach. W kampanii spotkał się z Grzegorzem Napieralskim, ówczesnym liderem SLD. – Na  początku była chemia, rozmawiali o przejściu. Ale zabrakło woli obu stron i to spaliło na panewce – mówi jeden z polityków lewicy. Kiedy Napieralski dowiedział się, że Gibała idzie do Palikota, podsumował: –  Trzeba było się z nim dogadać.

Pytany o rozmowy z SLD Gibała najpierw milknie, by po chwili przyznać: – Gdy nie miałem miejsca na liście, padały różne propozycje.

Nowa gwiazda Palikota

Łukasz Gibała to dla Palikota cenny nabytek. Poseł z Lublina sam nazwał przejście Gibały politycznym transferem roku. Z jednej strony pozwala Palikotowi uszczypnąć Tuska, z drugiej – Ruch zasila doświadczony i  ambitny poseł. – Gibała będzie tworzył ustawy związane z sektorem przedsiębiorstw i zajmował się wszystkimi sprawami związanymi z  przedsiębiorczością w Polsce – wylicza Andrzej Rozenek z RP. Zajmie się też budowaniem małopolskich struktur Ruchu. Sam przyznaje, że może za  nim pójść przynajmniej kilkudziesięciu lokalnych działaczy, którzy już się do niego zgłosili. – To będzie duża i sprawna struktura, być może największa w Ruchu Palikota – zapowiada Gibała. Nie wyklucza, że w  przyszłości powalczy o prezydenturę Krakowa.

Z Palikotem wiele go łączy – obaj są politycznymi singlami, z wykształcenia filozofami, próbowali swoich sił w biznesie. Obaj stawiają w polityce na precyzyjne sondaże, badania, kalkulacje. Gibała w czasie rocznych studiów doktoranckich w  USA uczył się nie tylko logiki. Bacznie śledził amerykańską politykę, rozmach kampanii wyborczych i nowoczesne narzędzia pozyskiwania wyborców. – Ktoś, kto nie podchodzi do polityki profesjonalnie, nie korzysta z narzędzi PR, nie ma w niej szans – uważa.

To, za co był krytykowany w PO, może być teraz jego siłą w Ruchu Palikota. Sami politycy Platformy przyznają zresztą nieoficjalnie, że rozumieją jego motywy. – Ma doktorat, pieniądze, tutaj czuł się niedowartościowany, nie  miał wsparcia w Warszawie, a tam może być gwiazdą – podsumowuje jeden z  nich. Z ostatnich ław w klubie PO przesiada się w pierwsze rzędy RP.

Waga jednego głosu

Pytanie, jakie od tego momentu zadają sobie politycy z PO, brzmi: czy takich sfrustrowanych jest w klubie więcej? Ich oczy zwracają się zwłaszcza na parlamentarny zespół ds. wolnego rynku. Posłowie, którzy do  niego należą, zapewniają, że nigdzie się nie wybierają, a decyzja Gibały to jego indywidualny wybór. Ale w sejmowych korytarzach zatrzymują ich starsi koledzy z klubu i grożą palcem: – Żebyś nawet o tym nie myślał!

Bo odejście Gibały oznacza dla koalicji z wątłą większością jeszcze jeden głos mniej. Posłowie PO bagatelizują problem. Argumentują, że  Gibała już często głosował wbrew partyjnej dyscyplinie, choćby przy regionalnych poprawkach do ustawy budżetowej. Ale przyznają, że  większość wisi na coraz cieńszym włosku. Wystarczyłoby, żeby za nim poszło jeszcze dwóch, trzech posłów, i Palikot będzie trzymał w szachu rząd i samego Tuska. Politycy Ruchu od kilku tygodni wysyłają sygnały, że prowadzą negocjacje z 5, 6 posłami. Palikot, występując z Gibałą, przedstawił go jako „pierwszego" posła PO, który zasila jego szeregi. Nawet jeśli to tylko przechwałki, Tuskowi może cierpnąć skóra na  plecach. Tym bardziej że notowania rządu spadają, a w Platformie jest wielu polityków skonfliktowanych z władzami w swoich regionach czy z  dalekich miejsc na listach, dla których transfer może się okazać atrakcyjnym sposobem na zaistnienie. Zwłaszcza gdyby pojawiła się realna alternatywa w postaci na razie ledwie tlącego się projektu Drzewa Oliwnego na lewicy.

Autorka jest dziennikarką "Dziennika Gazety Prawnej"

Okładka tygodnika WPROST: 11/2012
Więcej możesz przeczytać w 11/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 2
  • Zbych IP
    Gibać się znaczy chwiać się lub kołysać. Ciekawe w którą stronę i kiedy pan Gibała się znowu gibnie
    • melodia IP
      Dobry Ruch Gibały ;)

      Czytaj także