"Gazeta Wyborcza" ujawniła tajne informacje ABW. Śledztwo umorzono

"Gazeta Wyborcza" ujawniła tajne informacje ABW. Śledztwo umorzono

Skąd "Gazeta Wyborcza" miała informacje ABW? (fot. Michal Rozbicki/Newspix.pl) / Źródło: Newspix.pl
- Umorzono śledztwo w sprawie ujawnienia w artykułach "Gazety Wyborczej" niejawnych informacji wytworzonych przez ABW - poinformowała warszawska prokuratura okręgowa. Doniesienie w sprawie złożył w zeszłym roku były szef ABW Bogdan Święczkowski.
Śledztwo było pokłosiem opublikowanego 21 września zeszłego roku w  "GW" tekstu pt. "Jak PiS polował na Wałęsę", w którym m.in. ujawniono dokument ABW z informacjami o rzekomych powiązaniach Jarosława Wałęsy z  trójmiejskim gangsterem "Zacharem".

Sprawcy nie wykryto

Rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Monika Lewandowska powiedziała, że wątek ujawnienia informacji dziennikarzom umorzono z powodu niewykrycia sprawcy, zaś wątek dotyczący ujawnienia informacji dokonanego przez dziennikarzy umorzony został "z powodu znikomej szkodliwości czynu". Lewandowska wskazała, że prokurator uznał w swej decyzji, iż  "dziennikarze kierowali się chęcią pokazania kulisów prac ABW". Dodała, że uzasadnienie umorzenia jest częściowo niejawne, a decyzja zapadła w  pierwszej połowie marca. Kodeks karny stanowi, że kto ujawnia lub wbrew przepisom ustawy wykorzystuje informacje stanowiące tajemnicę państwową, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

W "GW" zrelacjonowano też m.in. przebieg spotkania w kancelarii premiera za czasów rządów PiS, wiosną 2007 r. Szef ABW Bogdan Święczkowski miał wtedy przekazać ówczesnemu premierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu informacje o rzekomych powiązaniach syna Lecha Wałęsy -  Jarosława ze światem przestępczym; Kaczyński miał powiedzieć: "Przez młodego wyjdziemy na starego". Taki opis spotkania miał przedstawić Janusz Kaczmarek w zeznaniach złożonych podczas śledztwa w sprawie inwigilacji dziennikarzy w czasach rządów PiS. Jarosław Kaczyński zaprzeczył, by miał tak powiedzieć.

Wałęsa: nie mam wątpliwości. Tak było

W końcu września Święczkowski zawiadomił prokuratora generalnego o  podejrzeniu "wykorzystywania służb specjalnych do dyskredytacji niektórych kandydatów w wyborach". Twierdził, że publikacje "GW" narażają go na poniżenie w opinii publicznej. Napisał w tej sprawie także do premiera. Mówiąc o publikacji "GW" Lech Wałęsa oświadczył wtedy: "Ja nie mam najmniejszych wątpliwości, że tak było". - Dla mnie to nie jest żadna sensacja, tylko to są stwierdzone fakty. Na ile są dowody, to czas pokaże. Niemniej dziś jest kampania wyborcza, idźmy do przodu, a jutro niech się inni zastanowią, co z tym zrobić - powiedział były prezydent.

"Artykuły miały mnie zdyskredytować"

Święczkowski mówił zaś, że z tekstu "GW" wynika, że ABW pod jego kierownictwem z inspiracji partii politycznej PiS podejmowało niezgodne z prawem działania operacyjne wobec Jarosława Wałęsy w celu "dojścia" do Lecha Wałęsy. Podkreślał, że nikt z ABW, gdy był jej szefem, nie podejmował działań inwigilujących w sposób bezprawny jakichkolwiek obywateli, tym bardziej polityków. Dodawał, że rewelacje te ukazały się w czasie kampanii wyborczej, w której kandydował z listy PiS. - Artykuł miał doprowadzić do próby dyskredytacji mojej osoby -  mówił.

ja, PAP

Czytaj także

 0