Czesi nie chcą reform. "To największy protest od 1989 roku"

Czesi nie chcą reform. "To największy protest od 1989 roku"

Co najmniej kilkadziesiąt tysięcy ludzi protestuje w centrum Pragi (fot. PAP/EPA/MATEJ DIVIZNA)
Około 100 tysięcy ludzi demonstrowało w centrum Pragi przeciw centroprawicowemu rządowi Petra Neczasa i jego reformom budżetowym. Protest zorganizowały czeskie związki zawodowe, uczestniczyła w nim też lewicowa opozycja.

Demonstranci na kilka godzin zapełnili górną część położonego w sercu miasta Placu Wacława. Przybyli z całego kraju - do stolicy od rana zwoziły ich specjalne pociągi i autobusy. Czeska policja szacuje, że w centrum zebrało się 80-90 tysięcy osób.

Największy protest od 1989 roku

Szef Czesko-Morawskiej Konfederacji Związków Zawodowych (CzMKOS) Jaroslav Zavadil twierdzi, że w proteście uczestniczy nawet 120 tysięcy osób. - Nie oczekiwałem takiej frekwencji. To największy protest po 1989  roku - oświadczył. Jednym z głównych celów protestujących jest wezwanie do dymisji centroprawicowego gabinetu i przedterminowych wyborów parlamentarnych. Zdaniem demonstrantów rząd Neczasa w ciągu dwóch lat sprawowania władzy całkowicie się skompromitował, a jego reformy są krzywdzące przede wszystkim dla ludzi o niskich i średnich dochodach.

Przypominają, że centroprawica pozbawiła Czechów różnorodnych zasiłków, a także - wbrew swym zapewnieniom - podwyższyła podatki bezpośrednie i pośrednie. Protest oprócz różnych czeskich central związkowych wsparły organizacje emerytów, niepełnosprawnych, pacjentów, pracowników najemnych i studentów. Są także związkowcy z innych krajów: Słowacji, Polski, Niemiec i Austrii. Wystąpienia liderów związków tłumaczone są na  język migowy.

"To wolni ludzie, niech protestują"

Wśród demonstrujących pojawił się też szef opozycyjnej Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej (CzSSD) Bohuslav Sobotka. Zdaniem Sobotki rząd Neczasa w obliczu ciągłych kryzysów wewnętrznych całkowicie stracił wiarygodność, a reformy centroprawicy jedynie pogłębiają podziały w  społeczeństwie. Jak podkreślił, także jego partia chce nowych wyborów. Później część demonstrantów planuje przenieść się pod siedzibę rządu.

Premier Neczas oświadczył, że nie ma nic przeciwko protestom. - Jesteśmy wolnymi ludźmi w wolnym kraju i mamy prawo swobodnie wyrażać swoje zdanie, w tym niechęć wobec tego, co robi rząd. To element demokracji - powiedział.

Czesi stawiają na socjalistów

W kwietniu czeski rząd w ramach dalszych kroków obniżających deficyt budżetowy do 3 proc. PKB zapowiedział kolejne podwyżki podatku VAT, wstrzymanie rewaloryzacji emerytur w latach 2013-2014 i likwidację różnych zasiłków. Związki zawodowe wyliczyły, że przeciętny pracownik w  Czechach rocznie straci na tym ponad 11 tys. koron (ok. 1850 zł).

Rząd Petra Neczasa w związku z rozłamem w najmniejszej partii centroprawicowej koalicji - Sprawach Publicznych (VV) - przechodzi najcięższy polityczny kryzys od chwili swego powołania w czerwcu 2010  roku. Ponieważ nie jest jasne, czy centroprawica zbierze bezpieczną większość w parlamencie, nie wyklucza się przedterminowych wyborów.

W tej chwili wybory byłyby dla centroprawicy rozwiązaniem bardzo niekorzystnym. Według wyników sondażu ośrodka CVVM, największym poparciem cieszy się obecnie opozycyjna Czeska Partia Socjaldemokratyczna (CzSSD), na którą głosowałoby 37 proc. respondentów. Za nią plasują się komuniści, którzy mogą liczyć na 20 proc. głosów.

ja, PAP

 0

Czytaj także