Talibowie "pożegnali" Obamę eksplozją

Talibowie "pożegnali" Obamę eksplozją

Do zamachu przeprowadzonego w Kabulu przyznali się talibowie (fot. EPA/JALIL REZAYEE/PAP)
Silny wybuch, który okazał się atakiem bombowym, wstrząsnął centrum Kabulu, krótko po tym jak prezydent USA Barack Obama zakończył niespodziewaną wizytę w Afganistanie. Do ataku przyznali się talibowie, którzy oświadczyli, że była to reakcja na wizytę prezydenta USA Baracka Obamy w Afganistanie. Według policji w zamachu bombowym zginęło sześć osób - strażnik i pięciu cywilów.

W pobliżu prywatnego kompleksu mieszkalnego dla obywateli państw zachodnich we wschodniej części miasta, zwanego Green Village, rano doszło do serii wybuchów. Następnie słychać było stamtąd odgłosy strzelaniny. Rzecznik afgańskiego ministerstwa spraw wewnętrznych oświadczył, że  obok Green Village zamachowiec samobójca zdetonował ładunki wybuchowe, którymi wypełniony był jego samochód. W wyniku eksplozji zginęły cztery osoby, które znajdowały się wewnątrz przejeżdżającego obok pojazdu, przechodzień oraz  ochroniarz z pobliskiego budynku. Po dwóch godzinach w Green Village doszło do silnej eksplozji. Nad budynkiem unoszą się kłęby dymu. Przedstawiciel afgańskiej policji poinformował, że dwaj zamachowcy-samobójcy nadal są wewnątrz kompleksu i "stawiają opór". Kilkadziesiąt minut później Mohammad Ajub Salangi z kabulskiej policji poinformował, że funkcjonariusze kontrolują już sytuację. "Afgańskie siły bezpieczeństwa szybko zareagowały i powstrzymały atak, zabijając wszystkich napastników" - poinformował w komunikacie niemiecki generał Carsten Jacobson, będący rzecznikiem ISAF. Według ISAF w zamachu zginęli tylko Afgańczycy.

- Jeden z naszych mudżahedinów zdetonował samochód przed bazą wojskową. Inny mudżahedini są wewnątrz bazy i walczą. Nieprzyjaciel doznał bardzo ciężkich strat - poinformował wcześniej telefonicznie agencję Reutersa rzecznik talibów. Dodał, że atak był odpowiedzią na podpisanie przez Obamę i  prezydenta Afganistanu Hamida Karzaja umowy o partnerstwie strategicznym. Z kolei rzecznik NATO kpt. Justin Brockhoff powiedział, że nie ma doniesień o  tym, aby zaatakowana została baza NATO. Ambasada USA uruchomiła jednak swoje syreny ostrzegawcze i zaapelowała do  swoich pracowników aby nie wychodzili na zewnątrz i nie zbliżali się do  okien.

Obama przebywał w Afganistanie w nocy z 1 na 2 maja przez ok. 6 godzin. W tym czasie podpisał wraz z prezydentem Afganistanu Hamidem Karzajem umowę o  partnerstwie strategicznym i wygłosił z bazy Bagram pod Kabulem przemówienie do narodu amerykańskiego.

Ostatni atak talibów na Kabul nastąpił 15 kwietnia, kiedy dokonali oni sześciu skoordynowanych akcji w kilku rejonach kraju. Celami ataków były siły ISAF, ambasady państw zachodnich a także gmach parlamentu i  siedziba wicepremiera. W zamachach zginęło wówczas 47 osób, w tym 36 talibów. 

Czytaj więcej na Wprost.pl:

Obama: terroryści ze mną przegrywają, zniszczenie Al-Kaidy jest bliskie

PAP, arb

Czytaj także

 0