Najwięksi autorzy, najważniejsze dzieła boomu latynoamerykańskiego

Najwięksi autorzy, najważniejsze dzieła boomu latynoamerykańskiego

Dodano: 
1949 

Jorge Luis Borges, „Alef"

Gdyby pokusić się o stworzenie listy najbardziej wpływowych pisarzy XX stulecia, Borges znalazłby się w pierwszej dziesiątce, a może nawet w  okolicach podium. A przecież był twórcą całkiem osobnym, ekstrawaganckim, wyprzedzającym epokę. Przez swoich zaangażowanych ideowo i politycznie współczesnych traktowany był jako szkodliwy estetyzujący dekadent. Jakby im na złość, ten Argentyńczyk, ślepnący mól książkowy, bojący się kobiet i luster maminsynek, okazał się geniuszem.

1955 

Juan Rulfo, „Pedro Páramo"

Meksykanin napisał tylko dwie książki – zbiór opowiadań „Równina w  płomieniach" i niedużą powieść „Pedro Páramo". To wystarczyło, by został uznany za jednego z prekursorów realizmu magicznego. „Pedro Páramo” –  oniryczną historię rozgrywającą się na zgliszczach meksykańskiej rewolucji, w świecie, w którym umarli istnieją na równych prawach z  żywymi, a czas wcale nie płynie w jednym kierunku – czytali z wypiekami na twarzach wszyscy przyszli gwiazdorzy południowoamerykańskiej literatury.

1962 

Carlos Fuentes, „Śmierć Artemia Cruz"

Wprawdzie autorzy związani z latynoamerykańskim literackim boomem lubili podkreślać swoją lokalność, rdzenność i odrębność od reszty świata, ale  nie ulega wątpliwości, że ogromny wpływ wywarł na nich dorobek modernizmu rodem z Europy i USA. Widać to choćby w znakomitej powieści Fuentesa „Śmierć Artemia Cruz", pierwszej, która przyniosła mu światową sławę. Snuta na łożu śmierci spowiedź weterana rewolucji to wielki, oszałamiający eksperyment narracyjny.

1967 

Gabriel García Márquez, „Sto lat samotności"

W celu nakreślenia pierwszych zdań powieści – wedle anegdoty opowiadanej przez autora – przerwał wakacje i wrócił do miasta Meksyk. Siedział przy maszynie 18 miesięcy. Był w tak złej kondycji finansowej („Napisałem 1300 stron, wypaliłem 30 tys. papierosów, zrobiłem 120 tys. pesos długów"), że nie starczyło mu pieniędzy na wysłanie całego maszynopisu do wydawcy – wysłał połowę. Wystarczyło, by rozpoznać dzieło stulecia.

1969 

Mario Vargas Llosa, „Rozmowa w Katedrze"

García Márquez pisał „Sto lat samotności", czując na plecach oddech przyjaciela i konkurenta Maria Vargasa Llosy. I dobrze zrobił, że się pospieszył, bo Vargas Llosa wydał swoją „Rozmowę w Katedrze" dopiero dwa lata później. Lądujemy oto w obskurnej knajpie, tytułowej Katedrze, i  przysłuchujemy się pewnej konwersacji, która jest jednak dla pisarza tylko pretekstem, by wrzucić nas w sam środek demonicznej peruwiańskiej rzeczywistości lat 50. Polityka, miłość, śmierć – zawsze blisko siebie.

1998 

Roberto Bola?o, „Dzicy detektywi"

Gdyby przyrównać literaturę latynoamerykańską lat 60. i 70. do  klasycznego rocka, Roberta Bola?o należałoby uznać za zbuntowanego punkowca, który dzieł starych mistrzów używa jako papieru toaletowego. Ale gdy siedzi na klozecie, to przy okazji je czyta – bo w każdym buncie jest coś z kontynuacji. „Dzicy detektywi" są arcydziełem bezczelnym, anarchistycznym i straceńczym, pokazującym, ile zostało z latynoskiej magii po tym, jak rozjechał ją walec postomodernizmu. Zostało sporo.

Okładka tygodnika WPROST: 21/2012
Więcej możesz przeczytać w 21/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także