Niemiecka Lewica na skraju rozłamu. "W partii panuje wzajemna nienawiść"

Niemiecka Lewica na skraju rozłamu. "W partii panuje wzajemna nienawiść"

Zmagająca się z wewnętrznym kryzysem niemiecka partia Lewica wybrała na zjeździe w Getyndze nowe władze (fot. EPA/JULIAN STRATENSCHULTE/PAP)
Zmagająca się z wewnętrznym kryzysem niemiecka partia Lewica wybrała na zjeździe w Getyndze nowe władze. Mają one podjąć próbę zażegnania konfliktów, które grożą rozłamem ugrupowania na reformatorów i zwolenników radykalnie lewicowego kursu.

2 czerwca późnym wieczorem wybory na nowych szefów Lewicy wygrali 34-letnia Katja Kipping ze wschodnioniemieckiej Saksonii oraz  zachodnioniemiecki działacz partii Bernd Riexinger. Zgodnie ze statutem ugrupowania na jego czele stoi dwoje przewodniczących, w tym co najmniej jedna kobieta.

Riexinger, szef regionalnych struktur Lewicy w Badenii-Wirtembergii i  zwolennik radykalnego skrzydła partii niespodziewanie pokonał w  głosowaniu polityka z Rostocku Dietmara Bartscha, który opowiada się za  reformowaniem ugrupowania, odejściem od populizmu oraz większym otwarciem Lewicy na współpracę z pozostałymi głównymi partiami politycznymi w Niemczech. Zdaniem komentatorów sobotnie wybory władz Lewicy dobitnie uwidoczniły rywalizację między zwolennikami radykalnie lewicowego kursu, skupionymi wokół współzałożyciela partii Oskara Lafontaine'a oraz  skrzydłem reformatorów, tworzonym głównie przez postkomunistycznych polityków lewicy ze wschodnich krajów związkowych Niemiec.

Wzajemna nienawiść

Na wschodzie Lewica stanowi ważną siłę polityczną. Tworzy koalicję rządzącą z socjaldemokratami w Brandenburgii, a do jesieni zeszłego roku współrządziła Berlinem. Dlatego wschodnioniemieccy działacze chcą odejść od populistycznych haseł, utrudniających współpracę z  socjaldemokracją. Na zachodzie Niemiec, gdzie Lewica jest ugrupowaniem o  marginalnym znaczeniu i izolowanym przez pozostałe partie, dominują jednak tzw. fundamentaliści. Także na szczeblu federalnym, w Bundestagu, Lewica pozostaje w izolacji - choć stanowi trzecią najliczniejszą frakcję.

Zachodnich działaczy Lewicy ostro skrytykował szef frakcji parlamentarnej Gregor Gysi, oskarżając ich o arogancję wobec polityków z  regionów dawnej NRD. - To przypomina mi arogancję zachodnich landów wobec wschodu w okresie zjednoczenia Niemiec. Dlaczego nie chcecie zaakceptować tego, że na wschodzie jesteśmy dużą siłą polityczną, a na zachodzie jedynie marginalną partią? - pytał. Podkreślił, że w Lewicy panuje "wzajemna nienawiść". - Od lat stoję między dwoma lokomotywami, które pędzą wprost na siebie - ocenił. I  dodał, że jeśli nie uda się wybrać władz, które pogodzą oba skrzydła partii, to "lepszy będzie rozwód, niż kontynuacja nieudanego małżeństwa".

Die Linke

Lewica (niem. Die Linke) powstała w czerwcu 2007 r. w wyniku połączenia postkomunistycznej Partii Lewicy z buntownikami z SPD, tworzącymi wówczas ugrupowanie Alternatywa Wyborcza - Praca i  Sprawiedliwość (w skrócie WASG). W wyborach parlamentarnych w 2009 roku uzyskała 11,9 proc. poparcia i  weszła do Bundestagu jako trzecia siła polityczna. Do dziś notowania tej partii stopniały jednak do 5-7 proc. W ważnych wyborach w Nadrenii Północnej-Westfalii 13 maja zdobyła zaledwie 2,5 proc. i straciła mandaty w parlamencie najludniejszego kraju związkowego.

Lewica domaga się m.in. wysokich podatków dla najbogatszych, płacy minimalnej w wysokości 10 euro za godzinę, wyższych zasiłków dla  bezrobotnych, regulacji rynków finansowych oraz ograniczenia wpływów banków i wielkich koncernów. Sprzeciwia się też obecności niemieckich wojsk w Afganistanie i odrzuca politykę europejską rządu Angeli Merkel, w  tym unijny pakt fiskalny.

ja, PAP

Czytaj także

 0