Trybun ludu

Trybun ludu

O co gra Andrzej Lepper?
W ubiegłym tygodniu niemiecki "Die Zeit" nazwał Leppera drugim Wałęsą. Prawie codziennie w zagrodzie szefa Samoobrony pojawiają się teraz dziennikarze, pytając Irenę Lepper, czy czuje się wiejską Danutą Wałęsową. W poprzednią sobotę namawiała męża - kiedy ten wpadł do domu na dwie godziny - żeby przyjął Ministerstwo Rolnictwa, gdy mu je zaproponują. - Ale Andrzej woli budować związek. Mówi, że ludzi nie zostawi - żałuje Irena Lepper.

Kariera polityczna Andrzeja Leppera rozpoczęła się na rynku w Darłowie na początku lat 90. Kiedy na tym samym rynku wystąpił dwa lata temu, nie przyszedł prawie nikt. Początki Samoobrony wiążą się z powodzią w 1991 r.: wylała rzeka płynąca za zagrodą Lepperów i okazało się, że rolnicy nie są ubezpieczeni. Andrzej Lepper doszedł do wniosku, że odszkodowanie i tak się mieszkańcom należy. W dodatku zalegał ze spłatą kredytu w Pomorskim Banku Kredytowym, więc w obu tych sprawach pojechał manifestować przed Sejmem. Pierwsze wyjazdy Samoobrony do Warszawy z tzw. miejscowymi działaczami wyglądały tak, że kilku pijanych mieszkańców Zielnowa wrzucano do samochodu - budzili się w Warszawie koło Sejmu. W pierwszych wyborach działaczy Samoobrony oskarżono o sfałszowanie podpisów na listach poparcia dla Leppera.
- Wiadomo, że Lepper był w przeszłości finansowany przez prorosyjski Instytut Schillera - przypomina Andrzej Potocki, rzecznik Unii Wolności. - Schiller-Institut to kryptonim faszystowskiej organizacji amerykańsko-niemieckiej, stawiającej sobie za cel zbudowanie narodowosocjalistycznej, totalitarnej Europy, niechętnej Unii Europejskiej. Lepper kilka lat temu przeszedł specjalny kurs w miejscowości Laatzen koło Hanoweru. Siedziba organizacji jest pilnie strzeżona i niedostępna - wspomina jeden z niedoszłych gości instytutu.
- W latach 80. z Lepperem nie było kłopotów. Jako przewodniczący rady narodowej poręczyłem za niego, gdy po pijanemu pobił sąsiada. Ale kredyty, które brał na okrągło, spłacał terminowo - opowiada Ryszard Mroziński, dyrektor Banku Spółdzielczego w Darłowie. Swoje gospodarstwo Lepperowie kupili od milicjanta. - Mąż wychował się w sąsiedztwie PGR. Całe życie marzył, żeby mieć coś swojego. Kiedy mnie tu przywiózł, płakałam z rozpaczy. Taka bieda - wspomina Irena Lepper. Dzisiaj dom Leppera wyróżnia się we wsi. W obejściu jest czysto, dostatnio. W chlewie - 160 świń, na wybiegu pięć koni - pasja młodego Tomka Leppera. - Nauczył ludzi we wsi gospodarki - ocenia Zbigniew Mazurek, jeden z dwóch pracowników najemnych Lepperów.
- Jakie mąż ma sympatie polityczne? Nie lubi Wałęsy, Krzaklewskiego i Balcerowicza. Mówi na ich temat ostre rzeczy, kiedy się zdenerwuje. Ale w telewizji, bo w domu nigdy nie podnosi głosu i nie używa brzydkich wyrazów - wyjaśnia Irena Lepper. - Szef szanuje Kwaśniewskiego - mówi Zbigniew Mazurek. - Już na początku lat 90., kiedy jeździliśmy do Warszawy, Andrzej twierdził, że w Europie powinna rządzić socjaldemokracja - opowiada z kolei Muszyński. Politycy u Leppera nie bywają. Czasem dzwonią. Ostatnio często rozmawiał przez telefon z ministrem Janiszewskim. - Myśmy kiedyś w "Solidarność" uwierzyli, w Wałęsę i Mazowieckiego. Ale się srodze na tej wierze zawiedliśmy. Dzisiaj wierzymy w Boga i w rolników: mąż stale nosi w kieszeni różaniec otrzymany od swojej matki, często się modli - mówi żona lidera Samoobrony.
Andrzej Lepper nigdy nie krył, że chciałby zostać prezydentem. W ostatnich wyborach poniósł jednak klęskę - zdobył 1,32 proc. głosów. Samoobronie nigdy nie udało się też dostać do Sejmu, choć na jej listach wyborczych znaleźli się m.in. Kazimierz Górski, Władysław Komar, Andrzej Supron czy Stanisław Skalski. Lepper nigdy nie przebierał w słowach w ocenie innych: Lecha Wałęsę nazwał kombinatorem, Jana Olszewskiego - degeneratem, Jacka Kuronia - głąbem, Janusza Lewandowskiego - gnojkiem i gówniarzem. Wojewoda pomorski Tomasz Sowiński, który kazał siłą usunąć blokadę drogi w Nowym Dworze, to - jego zdaniem - bandzior i gówniarz. W ostatnich dniach dostało się z kolei Jackowi Janiszewskiemu, a nawet prymasowi Józefowi Glempowi. - Zachowania Andrzeja Leppera są nieprzewidywalne, często zmienia zdanie, czasem w sposób irracjonalny. Ale nikt nim nie steruje, decyzje podejmuje sam. Czasem dyskutuje z bliskimi sobie ludźmi, ale ostatecznie działa według własnego uznania - mówi Roman Jagieliński, szef Partii Ludowo-Demokratycznej.
To Lepper wymyślił hasło: "Nie rzucim ziemi, skąd nasz dług". - Nasze długi? Mamy tylko w Pomorskim Banku Kredytowym. Spłaty rozłożone są do 2000 r.: po 10 tys. zł rocznie - wyjaśnia Irena Lepper. - W Banku Spółdzielczym Lepper ma dług jeszcze sprzed 1989 r. - to duża suma pieniędzy. W 1992 r. odmówił podpisania umowy restrukturyzacyjnej z bankiem, a chcieliśmy spłatę kredytu rozłożyć na siedem lat, z rocznym oprocentowaniem na 5 proc. Kilka lat później umorzyliśmy mu wszystkie karne odsetki oraz połowę odsetek ustawowych. Mimo to od dawna nie oddał ani złotówki - mówi dyrektor Mroziński. Dopiero niedawno uregulował zaległości wobec Centrali Nasiennej w Sławnie.
Gospodarstwo Lepperów przynosi ok. 15 tys. zł dochodu rocznie. W zeszłym roku wykonano niezbędne prace remontowe. W tym miesiącu Tomek dostał nowy garnitur na studniówkę. Małgosia Lepper chodzi do renomowanego liceum, więc to też kosztuje. Z gospodarstwa utrzymuje się rodzina i dwóch pracowników najemnych. - Andrzej nas nie finansuje i my nie finansujemy jego - określa układ z mężem Irena Lepper. Z czego utrzymuje biuro Samoobrony przy Marszałkowskiej w Warszawie, opłaca podróże po kraju i bieżącą działalność? - Ze składek - tłumaczy żona. - Jestem w Samoobronie od początku: żadnych składek nigdy nie płaciliśmy - replikuje Zbigniew Mazurek. - Może przyjdzie taki dzień, kiedy dowiem się, kto stoi za Samoobroną, kto za to wszystko płaci. Jak to się dzieje, że wszystkie gospodarstwa w okolicy ubożeją, a Leppera kwitnie? - zastanawia się Mroziński.
Wiele wskazuje na to, że ostatnie działania Leppera są początkiem jego kolejnej kampanii prezydenckiej. - Jego celem jest zwrócenie na siebie maksymalnej uwagi, doprowadzenie do sytuacji, w której nie będzie możliwe żadne rozwiązanie, a rządowi nie pozostanie nic innego jak użycie siły. Dlatego uważam, że nie należy prowadzić z nim żadnych rozmów, bo będzie to tylko zachęta do podobnych działań w przyszłości - mówi Paweł Piskorski, poseł Unii Wolności. - Trzeba się zastanowić, kim naprawdę jest Lepper i skąd ma pieniądze. W jaki sposób utrzymuje w Warszawie dobrze wyposażone biuro, skąd bierze ludzi? Na blokadach dochodziło do bulwersujących wypadków niszczenia pojazdów osób, które chciały je ominąć. Potem okazywało się, że w kilku miejscach takich wyczynów dopuszczały się te same osoby: "rolnicy z telefonami komórkowymi" - zauważa Piotr Żak, rzecznik prasowy Klubu Parlamentarnego AWS. Kilka tygodni temu Andrzej Lepper mówił z dumą, że łącznie ma 72 sprawy w sądach i kolegiach.

Zdjęcia: M. Forecki/Tamtam, A. Pawłowski
Okładka tygodnika WPROST: 7/1999
Więcej możesz przeczytać w 7/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0