Wstali zza biurek, wyłączyli komputery, spakowali plecaki

Wstali zza biurek, wyłączyli komputery, spakowali plecaki

Marta Owczarek i Bartek Skowroński, "Byle dalej”
Autorzy książki „Byle dalej” to zwykli ludzie. Pewnego dnia wstali zza biurek, wyłączyli komputery, spakowali plecaki, zamknęli za sobą drzwi, porzucili wygodne, spokojne, przewidywalne życie i wyruszyli w podróż dookoła świata. Byle dalej - od nudy, rutyny, codzienności. W serii "Biblioteka Wprost" przedstawiamy fragment książki „Byle dalej” Marty Owczarek i Bartka Skowrońskiego, która ukazała się nakładem Świata Książki.
Marta Owczarek i Bartek Skowroński przejechali Azję, wyspy Pacyfiku, Australię, Nową Zelandię i Amerykę Południową. Przemieszczali się pieszo, rowerami, skuterami, a nawet samochodem, aż wreszcie doszli do wniosku, że najlepiej okrążać świat na motocyklach - i tak już zostało do końca podróży.

W serii "Biblioteka Wprost" przedstawiamy fragment książki „Byle dalej” Marty Owczarek i Bartka Skowrońskiego, która ukazała się nakładem Świata Książki:

Wiele osób twierdzi, że zachodnie wybrzeże Wyspy Południowej jest najpiękniejszą częścią Nowej Zelandii. Odwiedzamy wszystkie słynne punkty: lodowce Fox i Joseph, potem Pancake Rocks, czyli skały, z których wiatr, deszcz i morze zrobiły formacje przypominające położone jeden na drugim naleśniki. Trzeba przyznać, że na zachodzie dużo lepiej zachowały się lasy, a krajobraz nie został tak zniszczony przez rolnictwo jak na wschodzie. Choć mieszka tu mniej ludzi, wcale nie mamy wrażenia, że jest bardziej ustronnie niż na wschodnim wybrzeżu. Wręcz przeciwnie: renoma zachodniego wybrzeża przyciąga coraz większą rzeszę turystów, teraz zaś, w sezonie wakacyjnym, jest to szczególnie widoczne. Rejon ten ma jeszcze jeden mankament: koszmarne, boleśnie gryzące muchy. Takie nasze muszki-meszki, są ich miliardy i włażą wszędzie. Próbujemy rozmaitych metod walki, łącznie z olejkiem cytrynowym rozcieńczonym oliwką, miksturą według przepisu pani z wioskowego sklepiku. Ale nawet ta lokalna receptura działa zaledwie przez kwadrans. Owady atakują zwłaszcza pod wieczór. Jest ich więcej niż stonki na polskich polach w stanie wojennym.

Docieramy na północ wyspy. Jedziemy piękną drogą przez Malborough Sounds, czyli fiordy, wzdłuż stromych, porośniętych lasem brzegów. W dole niezliczone morskie zatoki o najprzeróżniejszych kształtach. Przepływające po niebie chmury raz po raz to odsłaniają, to zasłaniają słońce, przez co krajobraz i jego kolory zmieniają się jak w kalejdoskopie.

Malborough słynie nie tylko z fiordów i zielonych małży, ale przede wszystkim jest chlubą nowozelandzkiego winiarstwa. Pyszne Pinot gris, Sauvignon Blanc, Chardonnay. Zdecydowanie królują wina białe. Reklamy zachęcają do objazdu winnic na rowerze, więc jeździmy leniwie od winnicy do winnicy i próbujemy. Tu nikogo nie spisują za jazdę po kielichu. Wręcz przeciwnie, kierowców samochodów ostrzega się, żeby zachowali szczególną czujność i uważali na rowerzystów.

To ostatnie chwile spędzone z Pingwinem, więc chcemy efektownie zakończyć nasze spotkanie. Postanawiamy zrobić wypad na ryby w Malborough Sounds. Mimo że stonefishing to metoda równie skuteczna, jak spektakularna, postanawiamy tym razem wybrać się na połów klasyczny. Wypływamy łódką na środek fiordów, zakładamy kalmara na haczyki, spuszczamy przynętę na samo dno i czekamy. Nic. Zmieniamy miejsce. I wtedy się zaczyna. Wyciągamy jednego czerwonego morskiego okonia za drugim. W pewnym momencie Pingwin zaczyna walczyć z wędką. Ciągnie, kręci kołowrotkiem, wreszcie wydobywa wielgachnego potwora.

     – Barakuda – ocenia właściciel łódki, a następnie ku naszej rozpaczy zdejmuje rybę z haka i wrzuca z powrotem do wody. Barakudę za burtę, zwariował?
     – Niedobra, pełna ości i pasożytów – wyjaśnia.
Szkoda. Potem wyciągamy jeszcze kilka rekinów, jednak też je uwalniamy. Cóż, barakudę i rekiny można przeboleć, ale gdy musimy wypuścić do wody przepysznego niebieskiego dorsza, aż chce nam się płakać.
     – A z dorszem co jest nie tak?
Okazuje się, że w tym roku w Malborough Sounds wprowadzono zakaz połowu dorsza. Za jego złamanie grozi konfiskata łodzi i dotkliwe kary.

Po całym dniu wysiadamy na brzeg z pełną torbą filetów. Wieczorem robimy pożegnalną ucztę na cześć Pingwina, który jutro musi wracać do Polski. Najpierw sushi. Potem ryba smażona w mące. I ryba sauté. I ryba zapiekana z mlekiem i tartą bułką. Potem już tylko zupa rybna i ryba z grilla w dwóch smakach: czosnek plus cytryna i ser pleśniowy plus awokado. Ostatniej wariacji nie daliśmy już rady pochłonąć, dokończyliśmy na śniadanie. Zrobiliśmy jeszcze kanapki na drogę. Na jakiś czas mamy dosyć ryby.

Fragmenty interesujących nowości na rynku wydawniczym są cyklicznie publikowane w serwisie Wprost.pl w ramach cyklu "Biblioteka Wprost". Ostatnio publikowaliśmy fragment opowiadania „Silna gorączka” ze zbioru opowiadań Marka Nowakowskiego. Kolejne teksty już niebawem na Wprost.pl!


Czytaj także

 1
  • Kartograf IP
    Epoka odkryc jest juz przeszloscia, dawna przeszloscia!
    Dzisiaj bieżące sady nie są i nie mogą być wykorzystywane w celu budowania hipotez i wyciągania fundamentalnych wniosków. Kreowanie podobnych sugestii nie świadczą dobrze o intencjach Autorów. Jednakże tytuł \"Byle dalej\" ich usprawiedliwia. Kaidy z Nich to szczególny przypadek \"Rimbaud\", każdego z Nich \"Statek szalony\" ostatecznie wpłynie do przystani \"small business\", a później \"nogami do przodu\"..., i tyle po Nich!