"Dlaczego odchodzą tak wybitne jednostki jak Jerzy Kulej, czemu tak wcześnie?"

"Dlaczego odchodzą tak wybitne jednostki jak Jerzy Kulej, czemu tak wcześnie?"

Jerzy Kulej nie żyje (fot PAP/CAF-Zbigniew Matuszewski)
Znali się od 1964 roku, przyjaźnili na ringu i poza nim, wspierali w trudnych momentach. To dlatego Wiesław Rudkowski tak bardzo przeżywa śmierć najwybitniejszego boksera w historii tej dyscypliny w kraju Jerzego Kuleja.

- Bardzo przeżywam to, co się stało. Nie mogę wręcz uwierzyć. Pytam się dlaczego odchodzą tak wybitne jednostki, czemu tak wcześnie, przecież Jurek miał dopiero 71 lat - powiedział wicemistrz olimpijski z Monachium (1972).

Rudkowski poznał Kuleja w 1964 roku. Cztery lata później byli już razem w reprezentacji olimpijskiej w Meksyku. - Miałem wtedy 22 lata, byłem młody, mało doświadczony. Jurek wiele mi podpowiadał. W każdym momencie mnie wspierał, wzmacniał mnie psychicznie, jego wskazówki były bardzo trafne. Kochał boks i był oddany tej dyscyplinie w pełni - zaznaczył.

- Obchodziliśmy wszystkie święta razem, imieniny. Mieliśmy co wspominać - wspólne obozy, wyjazdy na zawody. Będzie mi tego strasznie brakować. Każdy z nas kiedyś odejdzie, ale to dzieje się wszystko zbyt wcześnie. Wydawałoby się, że jako sportowiec miał tak silny organizm i tu nagle go nie ma - podkreślił.

Rudkowski zapamięta Kuleja jako otwartego, serdecznego, lubiącego ludzi człowieka. - Mogę mówić o nim w samych superlatywach. Jako kolega był niezwykle oddany. Był wyśmienitym sportowcem, nieustępliwym, twardy, wyróżniał się znakomitą techniką. Będzie mi go bardzo brakowało - przyznał.

Po raz ostatni widział go przed dwoma tygodniami. Leżał wówczas w szpitalu przy Banacha w Warszawie. - Nie poznałem go. Niezmiernie się zmienił. Był wychudzony, zapadnięty. Nie ten Jurek, którego pamiętałem. Tak źle nie wyglądał nawet po zawale. Wyszedł ze szpitala na własną prośbę. Trochę się zdziwiłem, ale miałem iskierkę nadziei, że może to znak, iż lepiej się poczuł - dodał trzykrotny medalista mistrzostw Europy, w tym złoty z Katowic (1975).

zew, PAP

Czytaj także

 0