Spowiedź Celińskiej w księgarniach

Spowiedź Celińskiej w księgarniach

Do księgarni trafi "spowiedź" Stanisławy Celińskiej
Decyzję, że zostanie aktorką Stanisława Celińska podjęła jako 12-latka, pod wpływem książki o Helenie Modrzejewskiej. O wyborze zawodu, swoich rolach, autorytetach, problemach i sukcesach aktorka opowiada w książce "Niejedno przeszłam" Karoliny Prewęckiej.

Stanisława Celińska to jedna z najbardziej charakterystycznych i lubianych polskich aktorek. W książkowym wywiadzie przeprowadzonym przez Prewęcką, aktorka opowiada m.in. o tym, dlaczego wybrała ten zawód.

- Czytałam wówczas, w wieku około dwunastu lat, książkę o Helenie Modrzejewskiej. Zafascynowała mnie. Myślę, że to pod jej wpływem podjęłam ostateczną decyzję. Mam śmieszny pamiętnik, muszę go gdzieś wygrzebać. Napisałam wtedy "Chcę być aktorką. Ale czy podołam?" - wspomina Celińska. W 1969 r. ukończyła studia na wydziale aktorskim warszawskiej PWST, gdzie kształciła się m.in. pod opieką Ryszardy Hanin. Jeszcze przed dyplomem zadebiutowała jako Aniela w sztuce Aleksandra Fredry "Wielki człowiek do małych interesów" w reżyserii Jerzego Kreczmara w warszawskim Teatrze Współczesnym (1968), do którego wkrótce potem została zaangażowana przez Erwina Axera. Niemal równocześnie zaczęła pracę jako aktorka filmowa.

Za jej debiut filmowy uznaje się rolę Niny w filmie Andrzeja Wajdy "Krajobraz po bitwie" w 1970 r. Grała tam w doborowym aktorskim towarzystwie - u boku Daniela Olbrychskiego, Tadeusza Janczara i Aleksandra Bardiniego. Akcja filmu toczy się w byłym obozie koncentracyjnym na terenie Niemiec. Celińska zagrała Żydówkę, pragnącą uciec z obozu razem z młodym poetą Tadeuszem. "Krajobraz po bitwie" zebrał znakomite recenzje międzynarodowej krytyki filmowej. Dostrzeżono i chwalono także Celińską, która wykreowała postać niejednoznaczną - agresywnej, ale w głębi duszy delikatnej dziewczyny, zamkniętej w sobie, a zarazem szczerej w kontaktach z ludźmi.

Rola Niny kosztowała Celińską wiele emocji. Jak wspomina, był grana przez nią "rozpaczą, determinacją, krwią, dzieciństwem". - Są takie role, które - jesteś przekonany - są twoje. Choć rzadko miałam takie poczucie. Są jak energia, która przygodzi z góry. Odnalazłam Ninę w sobie. Moje dzieciństwo to był czarno-biały film. Przeżywałam takie mroki jak ona. Urodziłam się w Warszawie po 1947 roku. Wojna przekreśliła plany wyjazdu Mamy do konserwatorium do Paryża. Ojciec nie mógł znaleźć pracy. Mama zarabiała więc grą na skrzypcach na ulicy. Byłam trochę takim niepotrzebnym dzieckiem, które pętało się wśród dorosłych. Kiedy miałam trzy lata najlepiej czułam się w towarzystwie kota z podwórka - opowiada Celińska w rozmowie z Andrzejem Wajdą, którą umieszczono w książce.

Równolegle z pracą w "Krajobrazie..." aktorka zdobywała szlify aktorskie w Teatrze Współczesnym. - Teatr Współczesny to moja baza, a Erwin Axer, można powiedzieć, to mój teatralny ojciec. Często zmieniałam teatry, ale tych pierwszych pięć lat we Współczesnym to bardzo ważny okres w moim życiu. Uczyłam się dogłębnego analitycznego sposobu myślenia. Musiałam dokładnie wszystko wiedzieć o swojej postaci, dlaczego wychodzę na scenę i dlaczego mówię akurat ten tekst. Axer tego wymagał, co mnie cieszyło, bo chciałam być perfekcyjna - przyznaje.

Aktualnie Celińska jest członkiem zespołu Nowego Teatru w Warszawie. Zagrała tam m.in. rolę Loli - kobiety pracującej w peep-show. W książce opowiada m.in. o znaczeniu nagości w teatrze Krzysztofa Warlikowskiego. - Uczyliśmy się z niej korzystać. Ile i kiedy trzeba odsłonić, żeby to miało siłę. Co powiedzieć, a ile zostawić wyobraźni widza. Dzięki wyobraźni zwykłe krzesło staje się tronem. W teatrze jest głównie to, co sobie wyobrazimy - tłumaczy Celińska.

Sam Warlikowski zauważa, że rola Staszki w zespole jego teatru wynika z pozycji Celińskiej - bardzo uznanej aktorki. - Żmudnie zabiegaliśmy o uznanie przez krytykę dla tego, co robię. Pisano, że hormony uderzyły mi do głowy. Staszka zaś była pierwszym wielkim nazwiskiem, które brało odpowiedzialność za moje przedstawienia. Gdy w "Oczyszczonych" zjawiała się na scenie, przez widownię przetaczał się szmer, rodzaj przewrotu. Jakbyśmy wtedy przeważali szalę na stronę zwycięstwa. Ona niosła tę postać i uwiarygodniała głębię tego przedsięwzięcia, bardzo wówczas kontrowersyjnego - opowiada Warlikowski.

PAP, arb

Czytaj także

Czytaj także