Andrzej Łapicki - arystokrata teatru i czarodziej aktorstwa

Andrzej Łapicki - arystokrata teatru i czarodziej aktorstwa

Andrzej Łapicki (fot. PAP/Radek Pietruszka)
Arystokrata polskiego teatru, wielki amant kina, czarodziej aktorstwa, ulubieniec kobiet – tak widzowie zapamiętają zmarłego 21 lipca Andrzeja Łapickiego. Tańczył z Vivien Leigh, zbierał komplementy od Liv Ullmann. Miał wdzięk, klasę i urok osobisty – podkreślają krytycy.

"Jeden z recenzentów napisał o mnie: >Wyszedł na scenę i już nic nie musi<. To widocznie wystarczyło do pozytywnej oceny” – wspominał sam Łapicki (wypowiedź na łamach „Teatru”, 12/08). - Natychmiast przykuwał uwagę. Wystarczyło, że się pojawił – wspomina krytyk teatralny, redaktor naczelny miesięcznika "Teatr" Jacek Kopciński. - Wspaniały aktor o szalenie charakterystycznym emploi, bardzo rzadko dziś spotykanym – to z kolei słowa naczelnego magazynu „Film” Jacka Rakowieckiego.

Wizyta Liv Ulmann

Łapickiego podziwiają nie tylko rodacy. Niedawno, w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” opublikowanym na początku lipca, artysta opowiedział taką historię: „Gram w teatrze. W przerwie wchodzi do mnie do garderoby taka pani, która pewnie była w UB i konwojowała wszystkich gości zagranicznych. Mówi >Słuchaj, mam tu młodą studentkę z Oslo. Jest tobą zachwycona, chciałaby cię poznać<. >Daj mi święty spokój z Oslo, nie mam czasu. Przeproś i powiedz, że jestem zajęty< - odpowiedziałem, bo byłem już umówiony. Na drugi dzień to samo. Wchodzi ta sama pani: >Ona znowu dzisiaj przyszła, bo ona musi cię poznać<. No dobra. Przyszła do garderoby. Ładna blondynka, nosek zadarty, bardzo miło, oświadcza mi się różnymi komplementami. I poszła. No i po kilku latach zobaczyłem ją znowu. W kinie. To była Liv Ullmann”.

„Mija kolejnych piętnaście lat – opowiadał dalej Łapicki w rozmowie z Magdaleną Żakowską. - Moja córka jest w Paryżu na jakimś przyjęciu u Rubinsteinów. Jest tam też Ullmann. Kiedy dowiedziała się, że to moja córka, napisała do mnie list. Bardzo piękny. Romantyczny. Nie do wiary. A widzieliśmy się w życiu ledwie kilka minut!”.

Wieczór w Krokodylu z Vivien Leigh

Inną znaną zagraniczną gwiazdą, która pojawiła się w biografii Łapickiego była Vivien Leigh. Aktorka, wspólnie z Laurence'em Olivierem, gościła w 1957 r. w Warszawie. Artyści prezentowali „Tytusa Andronikusa” Szekspira, w inscenizacji Petera Brooka. Leigh i Łapicki spędzili razem wieczór w Krokodylu. I, jak głosi plotka, Łapicki ugryzł ikonę kina w palec u nogi. Wspominał ten wieczór w rozmowie z Żakowską. „Zaproponowałem: pójdźmy w Polskę. Ona mówi: z przyjemnością. I poszliśmy. Tańczyliśmy. To była gwiazda >Przeminęło z wiatrem<. Strasznie mi to imponowało”.

Przez lata Łapickiego zaliczano do grona najprzystojniejszych polskich aktorów. Cieszył się wielkim powodzeniem u kobiet. Pytany o przepis na sukces w kontaktach z płcią piękną, odpowiadał: trzeba lubić kobiety, one to wyczuwają. - Był rodzajem przeuroczego uwodziciela – mówi o nim Joanna Szczepkowska. Przypomniała też słynny stolik u Bliklego, przy którym spotykali się Holoubek, Konwicki, Łapicki. - Dziś został przy tym stoliku już tylko Konwicki. To chyba dobrze pokazuje, co naprawdę się stało - zauważyła.

W teatrze i w kinie

Łapicki urodził się 11 listopada 1924 r. w Rydze. Jego ojcem był polski prawnik, profesor prawa rzymskiego na Uniwersytecie Warszawskim i Uniwersytecie Łódzkim Borys Łapicki, a pradziadkiem Hektor Łapicki, działacz podczas powstania styczniowego, naczelnik cywilny województwa mińskiego w 1863 r.

Przyszły aktor ukończył znane gimnazjum im. Batorego w Warszawie. Egzamin maturalny złożył na tajnych kompletach w 1942 r. Podczas okupacji rozpoczął też studia w tajnym Polskim Instytucie Sztuki Teatralnej. Na scenie debiutował w 1945 r. w krakowskim teatrze im. Słowackiego, rolą Kosyniera w wystawionym przez Teatr Wojska Polskiego "Weselu" Stanisława Wyspiańskiego. Trzy lata później związał się z warszawskim zespołem Erwina Axera. Swoje słynne teatralne role kreował później także m.in. na scenach stołecznych teatrów: Dramatycznego, Współczesnego, Narodowego i Polskiego.

W filmach Łapicki grał od drugiej połowy lat czterdziestych. Do jego najbardziej znanych kreacji należą te u Tadeusza Konwickiego – pijak Pietuch w „Salcie” (1965) i Andrzej, czterdziestolatek odbywający symboliczną podróż w przeszłość w „Jak daleko stąd, jak blisko” (1972). W tym drugim Łapicki wystąpił razem z aktorkami: Mają Komorowską, Anną Dymną i Alicją Jachiewicz. „Bez przerwy kładłem się tam z jakąś dziewczyną do łóżka” – wspominał później.

Pamiętne są też jego role w filmach Andrzeja Wajdy, m.in. reżyser Andrzej we „Wszystko na sprzedaż” (1968), Poeta w „Weselu” (1972), Trawiński w „Ziemi obiecanej” (1974), oraz rola oskarżyciela w „Epilogu norymberskim” Jerzego Antczaka (1970). Widzowie mogli go również oglądać np. w komedii kryminalnej Jana Batorego „Lekarstwo na miłość” (1965), gdzie wystąpił jako czarujący kapitan MO, tytułowe lekarstwo na miłość dla granej przez Kalinę Jędrusik głównej bohaterki, i w serialu „Przygody pana Michała” (1969), w roli romantycznego Ketlinga.

Wieczny amant

- Nigdy nie zatracił gracji amanta - ani na scenie, ani w filmie. Mało kto potrafił jak on operować słowem, gestem – podkreślił Kopciński. Polska publiczność pamięta Łapickiego także jako lektora Polskiej Kroniki Filmowej. Został nim w 1947 r., zajmował się czytaniem tekstów do propagandowych kronik. „Bycie lektorem peerelowskiej Kroniki Filmowej wypominano mi wiele razy. Mimo iż powtarzałem wielokrotnie, że mi wstyd i że żałuję” – powiedział wiele lat później („Rzeczpospolita”, listopad 2004).

Swoje 85. urodziny, w 2009 r., Andrzej Łapicki świętował na scenie – w Teatrze Narodowym grał w „Iwanowie” w reżyserii Jana Englerta. Był to powrót Łapickiego do aktorstwa po 12 latach, w połowie lat 90. artysta postanowił bowiem zrezygnować z grania. Osobny rozdział w życiu Łapickiego stanowiła działalność polityczna. Od 1989 do 1991 r. był posłem na Sejm z ramienia Solidarności. Po latach przyznał jednak: „Nigdy nie czułem się politykiem. Dlatego z Sejmu wróciłem na scenę” (w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, kwiecień 2008).

"Dałem sobie prawo do myślenia o przyszłości"

W 2009 r. małżeństwo Łapickiego z młodszą o 60 lat Kamilą Mścichowską stało się jednym z ulubionych tematów kolorowej prasy. - W sędziwym wieku dałem sobie prawo do myślenia o przyszłości – komentował swoją decyzję Łapicki w wywiadzie dla "Polityki" (listopad 2009). - Ludzi przeraża w życiu to, że ono jest niepowtarzalne. Może i jest, ale ja pomyślałem: dobrze, a ja zrobię bombę i sobie je powtórzę – mówił.

- Dożył wspaniałego wieku. Myślę, że był w tym swoim długim życiu szczęśliwy – powiedziała o Łapickim aktorka Magdalena Zawadzka, która znała go od lat 60. - Przy wspaniałej technice aktorskiej był równocześnie człowiekiem - w najlepszym tego słowa znaczeniu - przedwojennym, z wdziękiem, klasą i urokiem osobistym – tak Łapickiego zapamięta Rakowiecki. Kopciński zwrócił zaś uwagę: „Miał duży dystans zarówno do granych przez siebie bohaterów, jak i do życia. Konserwatyzm w podejściu do sztuki łączył z ciepłym humorem. (…) Był młody duchem aż do końca”.

Andrzej Łapicki zmarł w 21 lipca w swoim domu w Warszawie. Miał 87 lat.

ja, PAP

Czytaj także

 9
  • ola IP
    Typowa endecka retoryka.
    • bez-nazwy IP
      Zaiste swietny aktor! Wpadal w ekstaze kiedy czytal kolejne balamutne raporty osiagniec PRL w Kronice Filmowej. Chyba ostatni (poza Wajda) co tworczo dowiodl, ze u niektorych wszystko jest na sprzedarz... A Dymsza za udzial zyciu teatralnym z czasie okupacji uznany byl za czarna owce... Gdzie te czasy?
      • Obserwator IP
        Dla mnie Lapicki byl przecietnym aktorem, jego aktorstwo bylo jakies takie wydumane, podobne do aktorstwa Holoubka.
        Ktora z ich rol zapadla jakos bardziej w pamieci, bo mnie zadna.
        Zostal wykreowany jak nie jeden aktor czy
        inna persona w minionej epoce - epoce, ktora juz na szczesie padla.
        Prawdziwym aktorem, to byl na przyklad LEON NIEMCZYK. Zagral w ponad dwustu rolach,
        a oprocz tego nie musial sie wyslugiwac komuchom, a nawet w mlodoci byl
        przez nich przesladowany.
        A niestety Lapicki w mlodosci byl pupilkiem komuny, czytajacym stalinowskie
        kroniki filmowe i komentarze w propagandowych filmach.
        Pamietam jak na poczatku lat dziewiecdziesiatych wypowiadal sie na temat aktorow, ktorzy
        wystepowali w reklamach telewizyjnych, okreslajac ich, ze sie \"prostytuluja wystepujac w tych reklamach\".
        Jezeli on, ktory cztal stalinowskie kroniki, mial takie porownanie o swoich kolegach aktorach,
        to sam moglby byc za swoje lektorstwo, burdelmama!
        Glos rzeczywiescie mial foniczny bez nalecialosci z poprawna dykcja.
        Co jest czarne niech bedzie czarne a co jest biale nich bedzie biale.
        • Elka IP
          Przyznam się,że nie bardzo Go lubiłam jako aktora,a i jako mężczyzna też nie był w moim typie. Może jestem zbyt młoda,bo ja w przeciwieństwie do Jego żony,nie gustuję w tatusiach i dziadziach,ale uważam,że aktorem był doskonałym. Drażniła mnie wyniosłość,jakaś maniera. Natomiast zupełnie nie rozumiem osób pokroju @Janusza? Kto dał Ci prawo obrażać człowieka?! Znałeś Go? Jesteś podłym człowiekiem.-
          Panie Andrzeju,dziękuję,zwłaszcza za \"Lekarstwo na miłość\"!
          • elekt. IP
            Janusz. Pewnie masz kompleksy w kontaktach z kobietami.

            Czytaj także