Bezprawie prawne

Bezprawie prawne

Praktycznie codziennie dowiadujemy się o zmianie prawa lub przepisów. Dotyczy to najczęściej obywateli, ale także przedsiębiorców i firm usługowych. Recepty tylko dla ubezpieczonych, ale książeczkę ubezpieczeniową trzeba podbijać w pracy co miesiąc, a nie jak niedawno – co trzy. Ileż to podbić! Bez tego do szpitala cię nie wezmą. ZUS zmienia zasady też co miesiąc, a zmiany w prawie dotyczącym kierowców są trudne do ogarnięcia. Czy jak się zbliżam do 24 punktów, to mogę iść na kurs zmniejszający zagrożenie i kiedy? Jak mam udowodnić, że to znajomy jechał za szybko moim samochodem, a fotoradar go złapał. Ma się zgłosić w ciągu trzech tygodni, a jak sobie wyjechał za granicę? Ustawa o szkolnictwie wyższym wprowadza dobre rozwiązania, a równocześnie tak wiele i tak szczegółowych, że można oszaleć. Emeryci nie mogą się doczekać decyzji Trybunału Konstytucyjnego dotyczącej tego, czy wolno było pracować i brać emeryturę, czy jak państwo twierdzi, trzeba było się zwolnić na jeden dzień. Podobnie z emeryturami kwotowymi, z zasiłkami na dzieci, z płaceniem abonamentu za radio i telewizję, z podatkami od psów (rolnikowi wolno mieć trzy psy, a co ja zrobię, jak mi się przybłęda – czwarta – przyplątała?).

Tak mógłbym zapełnić wiele stron. Wiem, że część tych zmian, jak to, że przed trzecią umową na czas określony trzeba wziąć miesięczny urlop bezpłatny, to wynik prawa UE, ale mnie to nie obchodzi. A gdyby dodać przepisy dotyczące sposobu wydatkowania pieniędzy w instytucjach państwowych, to nie nepotyzm byłby problemem, lecz oszukiwanie wszystkich agend państwa, bo inaczej żyć by się nie dało.

Polska bije rekordy pod względem mnożenia prawa i regulacji. Zapewne władza sądzi, że w ten sposób ureguluje także ludzkie życie i że to wszystko jest wyłącznie dla dobra obywateli. Otóż – odpowiadam stanowczo – to jest na szkodę obywateli, ponieważ jednym z podstawowych zadań państwa jest zapewnienie im bezpieczeństwa, a w tym bardzo ważne jest bezpieczeństwo prawne.

Jak można czuć się bezpiecznie, skoro prawo się zmienia, a my nie możemy się tłumaczyć (według głupiej w tym przypadku zasady) jego nieznajomością, a także ogarnia coraz więcej dziedzin życia, a przede wszystkim nie gwarantuje nam bezpiecznej przyszłości, także pod względem finansowym. Twórcom, będę to powtarzał bez przerwy, w sposób nonsensowny zabiera się część pieniędzy, pracującym emerytom – emeryturę, a dzieciom zmienia się program szkolny co roku. Z bezrobotnymi raz tak, raz inaczej. Z podatkami co chwila zmiana. Jak tu planować cokolwiek?

Wiem, że z wielu względów nie wrócą już dawne czasy, kiedy to człowiek budował dom, gromadził majątek i zapewniał przyszłość dzieciom i wnukom. Wiem, że mobilność społeczna, a także nieumiarkowane wydawanie pieniędzy na konsumpcję, co rzekomo napędza produkcję i inne nasze zachowania, sprawiają, że żyjemy w niesłychanie niestabilnym świecie. To wcale nie jest ani dobre, ani – w gruncie rzeczy – przyjemne. Wolałbym wiedzieć, co będę robił w przyszłym roku, jak będzie z moimi pieniędzmi i ile haraczu ze mnie ściągną. Zapewne jest to nieosiągalne, ale państwo nie musi dokładać się do tego powszechnego bałaganu wynikającego ze wzmożonego tempa życia. Państwo powinno być silne i spokojne, a nie spokojne na pozór, a tak naprawdę zmierzające do nieustannych zmian.

Ja się tym nie zajmuję, ale słyszymy skargi na rozliczne ograniczenia wolności obywatelskich. Na czas trwania rozpraw sądowych i na pochopne decyzje prokuratury. To sprawy bardzo poważne i zapewne naganne. Ja jednak myślę o sprawach pozornie drobnych. To władza (obojętnie która) zgadza się na to, żeby upadł lokalny przewoźnik autobusowy. To władza nie zapewnia bezpiecznej ochrony mieszkańcom, którzy nie mogą dostać się do pracy, do lekarza, do urzędu.

Jeżeli już tak się dba o nasze życie i zdrowie, że się stawia setki fotoradarów, to może by zadbać i o to, by ludzie nie byli zmuszeni dojeżdżać rowerami do pracy po nocy, gdy tiry pędzą jak szalone. Kto słyszał, żeby do miasta oddalonego o 11 km trzeba było iść pieszo. Tym się nikt nie zajmie, ale nowym przepisem na temat pijanego rowerzysty lub takiego, co pędzi 46 km/h – naturalnie tak. Ostatnio ktoś mi zadał pytanie następujące: czy pijany może jechać na koniu? Odrzekłem, że może, o ile koń nie jest pijany, bo jeszcze nie ma przepisu w sprawie pijanych koni.

Prawo, które jest tak drobiazgowe i tak często zmieniane, staje się śmieszne. Ale jest to śmiech przez łzy, bo to jednak prawo. A raz, że powinniśmy być dumni, a nie wściekli, że mamy państwo prawa, a dwa – jak nam będą chcieli zrobić coś złego, to zawsze znajdą na nas prawo.
Okładka tygodnika WPROST: 32/2012
Więcej możesz przeczytać w 32/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 2
  • Gosia IP
    Ależ oni o tym doskonale wiedzą! Część przepisów jest by spowodować celowy chaos - w mętnej wodzie łowi się grube ryby, część dlatego,że \"nie wie lewica, co czyni prawica\", a część, bo mamy posłów-osłów, którzy głosuje sami nie wiedząc co głosują.
    • Rozsądny IP
      Słuszne te wszystkie uwagi i popieram . Tylko co nam z tego czy którykolwiek z rządzących to przeczyta i czy do niego dotrze ta oczywista prawda.

      Czytaj także