Bogacka: nie dogadałam się z karabinem

Bogacka: nie dogadałam się z karabinem

EPA/Lindsey Parnaby
Sylwia Bogacka nie rozpacza po zajęciu czwartego miejsca w olimpijskim finale w strzeleckiej konkurencji karabinu trzy postawy na 50 m. Polka stwierdziła, że w sobotę w Londynie po prostu nie dogadała się z karabinem.

- Ciężko się strzelało, w tej konkurencji nie ma zabawy. W kość dały nam jeszcze warunki atmosferyczne. Podczas kwalifikacji padał deszcz. W finale jakoś się nie dogadywałam z karabinem. Te wyniki koło 9,5, czy 9,7 powinny były być dziesiątkami - podkreśliła.

Bogacka, która przed tygodniem wywalczyła srebrny medal w strzelaniu z karabinu pneumatycznego 10 m, do decydujących zmagań przystąpiła z ósmej pozycji, ale tylko z dwoma punktami straty do trzeciej zawodniczki. Ostatecznie brązowy medal przypadł Adeli Sykorovej. Czeszka uzyskała o 1,1 pkt więcej od Polki. - Niestety jest tylko dziesięć strzałów i w tylu trzeba się zmieścić. Skończyło się na miejscu tuż za podium, ale i tak się cieszę, nie zamierzam załamywać się, narzekać. Jestem czwarta na świecie, a w konkurencji karabinu pneumatycznego 10 m druga - przyznała.

Bezkonkurencyjna była w sobotę Amerykanka Jamie Lynn Gray. Najpierw wynikiem 592 pkt poprawiła rekord olimpijski należący od 1996 roku do Renaty Mauer-Różańskiej, a jej finałowy rezultat 691,9 to także najlepsze osiągnięcie w igrzyskach. Srebro zdobyła Serbka Ivana Maksimovic. Bogacka nie była jedyną Polką rywalizującą w finale. Z czwartym wynikiem awansowała do niego Agnieszka Nagay. Mimo obiecującego początku (10,2), ostatecznie zajęła ostatnie, ósme miejsce.

"Niestety często mi się zdarza, że w eliminacjach wypadam lepiej niż w finale. Chyba już kilka miesięcy temu popełniłam błąd w przygotowaniach. Wtedy zakodowałam sobie w głowie, że moim celem jest awans do finału i kiedy go zrealizowałam, jakoś wszystko ze mnie zeszło. W finale strzelało mi się nadspodziewanie swobodnie, ale niewystarczająco dokładnie" - powiedziała zawodniczka Orła Łódź.

Strzelczynie do kraju wrócą już w niedzielę. Nagay nie ukrywa, że za bliskimi bardzo się stęskniła. Do Londynu wraz z koleżankami dotarła już 22 lipca. - Trzeba się przyzwyczaić do atmosfery igrzysk, do strzelnicy. Ja najchętniej przyjechałabym dwa, trzy dni przed zawodami. Wyniki jednak pokazują, że trener miał rację, organizując to w ten sposób - podsumowała Nagay.

eb, pap

Czytaj także

 0

Czytaj także