Czwarte miejsce polskich kajakarek. "Konieczna płakała"

Czwarte miejsce polskich kajakarek. "Konieczna płakała"

Zawodniczka poznańskiej Warty w osadzie K4 na 500 m zajęła czwarte miejsce (fot. PAP/Adam Ciereszko)
Nie tak wyobrażała sobie start w piątych igrzyskach olimpijskich najbardziej utytułowana polska kajakarka Aneta Konieczna. Zawodniczka poznańskiej Warty w osadzie K4 na 500 m zajęła czwarte miejsce, a dzień wcześniej nie awansowało do finału jedynek.

Polskie kajakarki: Konieczna, Marta Walczykiewicz (KTW Kalisz), Karolina Naja (AZS AWF Gorzów Wlkp.) i Beata Mikołajczyk (UKS Kopernik Bydgoszcz) były wymieniane jako jedne z kandydatek do podium w konkurencji K4 na 500 m. Tymczasem do brązowego medalu zabrakło nieco ponad 0,2 s.

"Apetyty były duże"

Po wyścigu Polki wyglądały na załamane, łez nie kryła Konieczna. Dla niej igrzyska praktycznie się skończyły, bowiem start w finale B nie będzie miał większego znaczenia. - Musimy pamiętać, że ta czwórka była dodatkową konkurencją, którą dał nam los w postaci tzw. dzikiej karty. Odbyliśmy w pełnym składzie 12 treningów i w tak krótkim okresie wyciągnęliśmy czwarte miejsce w igrzyskach. Przypomnę, że w ubiegłorocznych mistrzostwach świata czwórka, choć w innym składzie, nie zakwalifikowała się do finału A. Wiem jednak, że apetyty były duże - powiedział po wyścigu trener kadry kajakarek Tomasz Kryk.

Szkoleniowiec przyznał, że być może popełnił błąd, pozwalając Koniecznej na indywidualny tok przygotowań. Jak przyznał, w ostatnich czterech latach utytułowana zawodniczka trenowała z resztą kadry raptem cztery miesiące. - Taka była wola zawodniczki, a ja na to wyraziłem zgodę. I teraz poniosłem tego konsekwencje, bo może czwórka byłaby trzecia, druga, ale też mogła być piąta. Aneta jest po chorobie nowotworowej, po igrzyskach czekają ją następne badania. Nie wszyscy wiedzą, ale Aneta na początku lipca dostała zdolność do uprawiania sportu do końca sierpnia, czyli praktycznie na czas igrzysk olimpijskich - wyjaśnił Kryk.

"Aneta niepotrzebnie mówiła o chorobie"

Jego zdaniem sprawa choroby kajakarki i nagłośnienie tego przez samą zawodniczkę nie sprzyjały atmosferze wokół kadry. - Tego typu choroby to bardzo delikatna i osobista sprawa. Może niepotrzebnie Aneta publicznie powiedziała o tym w telewizji, podczas, gdy dziewczyny "paliły głupa" i milczały. Wywołało to niepotrzebne zamieszanie medialne - przyznał Kryk.

Największym dylematem szkoleniowca było ustalenie składu dwójki. Postanowił rozdzielić wicemistrzynie olimpijskie z Pekinu - Mikołajczyk zamiast z Konieczną w Londynie pływa razem z debiutantką Nają. Ta osada zajęła trzecie miejsce w ostatnich mistrzostwach Europy w Zagrzebiu. Z kolei Konieczna wystartowała na jedynce.

"Dziewczyny szybko się zresetują"

- Tak naprawdę żyliśmy trochę w zawieszeniu. Ja miałem wątpliwości, miały je też dziewczyny. Do końca nie było wiadomo, czy Aneta pojedzie na igrzyska, dlatego postawiłem na dwójkę Mikołajczyk-Naja. Ja podjąłem decyzję i wystawiłem najsilniejsze osady, na jakie stać polskie kajakarstwo. Aneta z kolei ma wciąż duży potencjał i to ona też powinna sobie odpowiedzieć, jaką drogą chce kroczyć po igrzyskach - podkreślił szkoleniowiec.

Przed kajakarkami kolejne starty. Mikołajczyk z Nają popłyną w finale K2 500 m, a Walczykiewicz w piątek rozpocznie rywalizacje na dystansie 200 m. - Myślę, że dziewczyny szybko się zresetują. Już kilkadziesiąt minut po starcie miały rozpływanie i tryskały energią - podsumował Kryk.

ja, PAP

Czytaj także

 0

Czytaj także