Brązowe kajakarki, "pedantka i bałaganiara", będą świętować w sobotę

Brązowe kajakarki, "pedantka i bałaganiara", będą świętować w sobotę

Beata Mikołajczyk i Karolina Naja (fot. PAP/Bartłomiej Zborowski)
Kajakarki Beata Mikołajczyk i Karolina Naja w wyśmienitych nastrojach opuszczały tor regatowy w podlondyńskim Eton, na którym wywalczyły brązowy medal olimpijski w konkurencji K2 na 500 m. Jak zapowiedziały, świętowanie odkładają do soboty.

- Świętowania dzisiaj nie będzie. Odkładamy je do soboty, bo czekamy na Martę Walczykiewicz, by mogła wspólnie z nami się cieszyć także ze swojego medalu. Jesteśmy teamem - przyjechałyśmy tutaj razem, razem zdobyłyśmy czwarte miejsce, razem dzisiaj w czwórkę wywalczyłyśmy brązowy medal. A przecież są jeszcze dziewczyny, które przez trzy lata trenowały razem z nami - tłumaczyła szczęśliwa Naja.

Ale jeszcze dzień wcześniej kajakarki były w zupełnie odmiennych nastrojach. Po czwartym miejscu osady K4 na 500 były łzy, smutek i wzajemne pocieszanie się. Zawodniczki przyznały, że nie potrzebowały zbyt wiele czasu by zapomnieć o straconym medalu. - Czwarte miejsce to był naprawdę niezły wynik, zważywszy na to, ile miałyśmy czasu na przygotowania do tego startu. Nic lepszego nie byłyśmy w stanie osiągnąć. Owszem były łzy, smutek, ale powiedziałyśmy sobie, że igrzyska dla nas się jeszcze nie skończyły. Przed nami i przed Martą były jeszcze kolejne starty - podkreśliła Naja reprezentująca AZS AWF Gorzów Wlkp.

Wolna ręka w kwestii praktyki

- Wielu sportowców chciałoby reprezentować kraj na igrzyskach, ale nie będzie im to dane. Wielu tych, którzy wystąpili, czwarte miejsce też wzięliby w ciemno - dodała Mikołajczyk, która przed czterema laty na igrzyskach w Pekinie w również zajęła w K4 czwartą lokatę. Obie pełne wiary w swoje możliwości przystąpiły do finałowego wyścigu na 500 m. Trener kadry kajakarek Tomasz Kryk w kwestii taktyki dał im wolną rękę.

- Trener powiedział, że mamy płynąć swoje, że mamy robić to co na treningach. Mamy się niczego nie bać, bo jesteśmy przygotowane na to, żeby zdobyć medal. Wierzymy i ufamy w to, co każe nam robić. A też niczego się nie obawiałyśmy, w końcu kajakarstwo trenuję już 16 lat, a Karolina trochę krócej - opowiadała Mikołajczyk.

Finisz był niezwykle emocjonujący. Na ostatnich metrach płynące na trzecim miejscu Polki traciły przewagę nad Chinkami. Obie osady wpadły niemal równocześnie na metę, a przez kilkanaście sekund Mikołajczyk i Naja z niepokojem spoglądały na tablicę wyników. - Ja zaraz po finiszu otwarcie powiedziałam Karolinie "chyba czwarte" - zdradziła Mikołajczyk. Więcej optymizmu wykazała Naja: "A ja odparłam, że raczej trzecie, ale stwierdziłam: poczekajmy". Po chwili mogły unieść ręce w geście triumfu. Brązowy medal stał się faktem, a Chinki pokonały o 136 tysięczne sekundy.

Jak gwiazda z nieba

Dla Nai medal na londyńskich igrzyskach to jak gwiazdka z nieba. W maju na poznańskiej Malcie startowała w regatach kwalifikacyjnych, ale w jedynce na 500 m zajęła dopiero trzecią lokatę. Przepustki do Londynu w tej konkurencji otrzymały dwie najlepsze zawodniczki. Nie kryła wówczas rozczarowania. - Myślałam, że ta furtka na igrzyska się definitywnie zamknęła. Warunki trochę mi wtedy przeszkodziły, ale zawsze w ten sposób można się tłumaczyć z porażki. Stwierdziłam, że nic się w moim życiu nie zmienia, trenują dalej, będę walczyć o Rio - wspominała.

Międzynarodowa Federacja Kajakowa przyznała Polsce "dziką kartę" w postaci dodatkowego miejsca na igrzyskach w Londynie i trener kadry Tomasz Kryk mógł do Londynu zabrać cztery kajakarki. - Często powtarzam, że nadzieja i wiara umiera ostatnia - podkreśliła Naja. Mikołajczyk po raz drugi stanęła na podium na igrzyskach. Cztery lata temu w Pekinie razem z Anetą Konieczną zdobyła srebrny medal w tej samej konkurencji. - Kolor teraz inny, ale emocje jakie tam towarzyszyły i tutaj były podobne. Nie ma co porównywać, zawsze to są piękne chwile - powiedziała.

Ogromny potencjał

Wspólnie pływają dopiero od kilku miesięcy, ale półtora miesiąca temu okazała się, że ta osada ma ogromny potencjał. Na mistrzostwach Europy w Zagrzebiu zdobyły brązowy medal. Mimo krótkiego stażu bez problemów dogadują się zarówno na wodzie, jak i na lądzie. - Na wodzie miałyśmy może jedno małe spięcie, podczas zgrupowania w Płowdiw. Ale to nie było nic wielkiego, takie tam warknięcie. W kajaku jest jak w starym dobrym małżeństwie. Jeżeli dwie osoby się rozumieją i wiedzą o co grają i dokąd zmierzają, są w stanie wszystko sobie wytłumaczyć. Mamy też gorsze dni, mamy swoje wady. Ale uzupełniamy się - podkreśliła Mikołajczyk.

- W wolnych chwilach cały czas ze sobą gadamy. Beata zwykle bardzo dużo czyta, ale teraz nie ma czasu. Przez dwa miesiące nie zdążyła przeczytać jednej książki - śmiała się Naja. O sobie mówią krótko: "bałaganiara i pedantka". - No czasami Karolinie zdarza się coś zostawić, no to wyrzucę po niej to do kosza - wyjaśnia "pedantka" z teamu - Mikołajczyk.

Taka sobie juniorka

Naja nie ukrywa swojej niechęci do treningu siłowego. Dwukrotnie była wyrzucana przez trenera kadry ze zgrupowania. - Byłam sobie taką juniorką, która świetnie pływała na wodzie, ale miała duże braki na lądzie. Ciężko było mnie przekonać do zimowych treningów - biegania, siłowni. Ciężko mi było samą siebie do tego przekonać. W pewnym momencie jesteśmy same dla siebie wrogami. Ale nadal jestem najsłabsza na siłowni - wyznała.

Obie kajakarki na zbyt długi odpoczynek nie mogą liczyć. W następny weekend czekają je mistrzostwa Polski, za dwa tygodnie - akademickie mistrzostwa świata. W Londynie zostaną do zakończenia igrzysk, chcą wziąć udział w ceremonii zamknięcia.

jl, PAP

 0

Czytaj także