Sponsor płaci, sponsor smakuje

Sponsor płaci, sponsor smakuje

Kilka miesięcy temu daliby się pokroić za najwyższą jakość delikatesowych specjałów. O produktach z dyskontów nie chcieli nawet mówić. Dziś najwyraźniej uważają, że szynka, w której jest 80 proc. mięsa, czy dżem, którego 100 g powstaje z zaledwie 35 g owoców, to żywność godna polecenia. Kucharze celebryci poszli na służbę dyskontów.
No i masz. Ser manchego skończył się w pierwszym dniu promocji. Czym go zastąpić? Mozarellą? Z Niemiec? – Ewa, dyrektorka agencji PR, wpadła do Lidla, bo chciała przygotować dla znajomych pieczonego kurczaka z chorizo i serem manchego. Przepis poleca znany kucharz Karol Okrasa, który od dwóch tygodni pojawia się w reklamach Lidla. Ma być smacznie i tanio. Koszt składników dania dla czterech osób wynosi około 20 zł, a delikatesowe specjały z Hiszpanii – typu owczy ser manchego czy kiełbaska chorizo – mają przyciągnąć do sklepów wyedukowanych kulinarnie i zasobnych w gotówkę klientów.

Menedżerowie sieci dyskontowej zacierają ręce. Internetowy serwis z przepisami odwiedziły tysiące gości. Na Facebooku Lidla polubiło już prawie 200 tys. osób. A to dopiero początek.

Przez żołądek do portfela

Kampania ma trwać rok. A kwota ponad 120 mln zł (szacunki Kantar Media) przeznaczona na reklamę, m.in. w telewizji, radiu i portalach internetowych, gwarantuje, że Brodnicki z Okrasą wedrą się kuchni Kowalskich i Nowaków. Po co? Bo po epoce „lider szajs”, jak handlowcy nazywają czasy dyskontowej taniochy (od nazwy nieistniejącej już sieci tanich sklepów Leader Price), tanie sklepy chcą wypięknieć. Przynajmniej na tyle, aby bez wstydu mogli robić w nich zakupy średnio i dobrze zarabiający Polacy.

Niemal 70 proc. z nas deklaruje, że chciałoby się odżywiać zdrowo, a zdecydowana większość nie wierzy, że w restauracjach i barach jedzenie jest zdrowe – wynika z badań Instytutu Homo Homini. Dlatego aż siedmiu na dziesięciu badanych przygotowuje codziennie lub prawie codziennie posiłki w domu. Polacy chętnie gotują dla rodziny oraz dla przyjemności i relaksu (odpowiednio 37,5 proc. i 29,3 proc. wskazań respondentów). Menedżerowie Lidla kalkulują więc słusznie. Wykorzystanie tego zapału do gotowania może się zmienić w żyłę złota.

– Podoba mi się przesłanie, że z prostych, dobrych jakościowo składników da się przygotować wartościowy posiłek dla całej rodziny i aby zjeść smacznie, nie trzeba wielogodzinnego poświęcenia ani dużych nakładów finansowych. Szczerze się pod tym podpisuję! – tak skomentował swój udział w kampanii sam Karol Okrasa.

Ambasadorzy taniej kiełbasy

Jeszcze sześć miesięcy temu Karol Okrasa – bądź co bądź szef ekskluzywnej restauracji Platter w warszawskim hotelu InterContinental – był innego zdania. Gdy „Wprost” poprosił go o przeprowadzenie testu tanich marek własnych z polskich sieci handlowych, Okrasa skrytykował salami jako niejadalne i krzywił się, kosztując ser brie i jogurt naturalny. Pochwalił wprawdzie sok pomidorowy i pierogi, ale na koniec w ogóle odmówił autoryzacji tekstu. – Szefowi autorskiej restauracji nie wypada pokazywać się w kontekście produktów niskiej jakości – tłumaczyła nam menedżerka Okrasy.

W restauracji Okrasy można zjeść filet z soli Dover smażony na wiejskim maśle za 185 zł. Comber z jagnięciny, którzy mistrz osobiście opieka nad rusztem – 105 zł. Ciekawe, czy teraz do swojego menu doda ulubione pozycje dyskontów: łososia z atlantyckiej hodowli faszerowanego rybną mączką i lekami, pangę wyhodowaną w rzece Mekong – odbierającej ścieki połowy Wietnamu?

Lidl słynie z tego, że sprzedaje to, co najtaniej udało się kupić w całej Europie. Czyli wyprodukowaną w Czechach Szynkę Babuni z zaledwie 80-proc. zawartością mięsa, chorwacki dżem jeżynowy Symphatica, w którym 100 g wyrobu powstaje z 35 g owoców, czy wędzony filet z indyka, w którym zawartość indyka sięga 80 proc., a reszta to tzw. nastrzyk. Lidl nawet pomidory sprowadza z Hiszpanii – chociaż w Polsce właśnie mamy szczyt sezonu.

W raporcie o jakości produktów oferowanych jako marki własne przez sieci handlowe UOKiK zakwestionował jakość 8,6 proc. produktów Lidla, a to i tak dobry wynik na tle konkurentów. W Kauflandzie co piąty produkt budził jakościowe zastrzeżenia. Autorzy raportu do standardowych trików zaliczają dodawanie do wędlin skrawków mięsa mechanicznie oddzielonego od kości (tzw. MOM) jako pełnowartościowego dodatku czy potanianie sera żółtego przez dodawanie tanich tłuszczów roślinnych. Dlatego wiele kulinarnych autorytetów nie sięgnęłoby nawet po najbardziej lukratywny kontrakt z dyskontami.

– Pan żartuje? Nigdy nie zareklamowałbym Biedronki czy Lidla. Podstawą dobrej kuchni są dobre, świeże, lokalne produkty, a nikt mnie nie przekona, że takie znajdę dyskontach – mówi Wojciech Modest Amaro, szef Atelier Amaro, warszawskiej restauracji wyróżnionej w tym roku przez prestiżowy przewodnik kulinarny Michelin.

Mistrz patelni do wynajęcia

Znani kucharze stali się celebrytami. Dlatego są zatrudniani w charakterze ambasadorów frytek czy twarzy reklamowych sieci handlowych. Nieżyjący już kucharz Maciej Kuroń przez wiele lat związany był z Biedronką. Podobno nie miał o niej dobrego zdania, aż kupił wakacyjny dom niedaleko Olsztyna. Najbliższy w miarę dobrze zaopatrzony sklep to była Biedronka. Skazany na zakupy Kuroń dość szybko z przeciwnika zmienił się w orędownika dyskontu. Książka mistrza „Smaczne dania z Biedronką” stała się kulinarnym hitem i właśnie dystrybuowane jest jej drugie wydanie. W marcu w podobnej akcji – promując dania z produktów Tesco – wystąpił Robert Makłowicz, krytyk kulinarny.

W przeciwieństwie do naszych kulinarnych autorytetów brytyjska gwiazda kuchni Jamie Oliver, będąc przez 11 lat twarzą brytyjskiej sieci handlowej Sainsbury’s, miał odwagę otwarcie krytykować chlebodawcę – mimo że inkasował wynagrodzenie rzędu 1,2 mln funtów rocznie. Narzekał, że wiele jej produktów to junk food – niezdrowa, śmieciowa żywność. Przygotowując program telewizyjny, nie ściemniał, że idzie do marketu, tylko szedł na Borough Market, najstarszy w Wielkiej Brytanii targ spożywczy. Oliver rozpoczął też krucjatę przeciwko śmieciowemu jedzeniu w zestawach lunchowych dla dzieci. Justin King, prezes sieci supermarketów, znosił te uszczypliwości, bo Oliver miał ważną zaletę – wystarczyło, by wspomniał, że do sosu bolognese dodaje gałki muszkatołowej, by sprzedaż przyprawy wzrosła kilkukrotnie.

Wydaje się jednak, że konsumenci potrafią odróżnić marketingową ściemę. Widownia TVN entuzjastycznie zareagowała na nowy program kulinarny Pascala Brodnickiego pt. „Smakuj świat z Pascalem”, w którym kucharz zwiedzał Azję, szukając alternatywy dla schabowego. Prowadzący zobligowany był jednak do kilku życzliwych zdań o sponsorze – sieci Lidl. „Obejrzałam odcinek o Wietnamie. Na koniec Pascal wszedł do sklepu i pokazał, że zamiast robić sajgonki z naturalnych składników w domu, możecie kupić gotowe w Lidlu. Poczułam, że sam nie wierzy w to, co mówi, i robi to tylko dla pieniędzy” – to skrót cytatu z internetowej recenzji. Wychodzi jakby trochę niesmacznie.
Okładka tygodnika WPROST: 33/2012
Więcej możesz przeczytać w 33/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 1
  • rozbawiony dziennikarstwem IP
    a jednak też znajdziesz w lidlu sporo produktów dobrej jakości. syf kupisz wszędzie, trzeba szukać, czytać itp. 80% mięsa w szynce to dziś niezły wynik, a najlepsze dostępne w delikatesach mają po 89%!
    dżem za 3PLN - co oczekujesz, kawalków jabłek z gałązką?
    sklep dla biedoty też to nie jest, jest tańszy niż piotr i pawel ale bez przesady, zobacz jakie stoją przed lidlem fury. nie masz o czym pisać i chyba ktoś nastąpił tobie na odcisk żeby az tak się spinać na pascala i karola :) widocznie masz jak większość pismaków jakiś kompleks. ciekawe gdzie sam robisz zakupy, ciekawe czy zawsze kupujesz dobre konfitury po 12 pln za słoiczek? szynke po 59PLN za kg? chyba zarazbiasz 20k pln na miesiac, mocny atak na sklepy, które ratują wiekszosc z nas miesieczny budzet. a ze sa po to by zarabiac? a ty po co pracujesz? wyłącznie dla idei?

    Czytaj także