Zdzierstwo drogowe

Zdzierstwo drogowe

Henry Ford przewraca się w grobie – samochód nie służy już do jazdy, tylko do zbierania podatków. W tym roku polscy kierowcy nękani podatkami i mandatami wpłacą do budżetu aż 60 mld zł.
Ja Szczupak, ja Szczupak. Do wszystkich. Zaciągamy sieć. Można zaczynać! – pamiętacie scenę zmasowanej kontroli drogowej z początku komedii „Miś”? Czas sobie przypomnieć, bo Szczupak znowu rozkazał zaciągnąć sieć. Tym razem w tej roli minister finansów Jacek Rostowski.

Minister bowiem założył (i wpisał do budżetu), że nowa sieć fotoradarów, instalowana właśnie na polskich drogach przez Generalną Inspekcję Transportu Drogowego, przyniesie do końca roku 1,2 mld zł dochodów. To tylko z radarów stacjonarnych, bo mnóstwo pieniędzy mają też przynieść państwu mandaty z mobilnych radarów obsługiwanych przez policję.

Piraci nie przejadą – chwalą się urzędnicy GITD, pokazując zdjęcia pierwszych kilku nowych urządzeń instalowanych m.in. w Knurowcu i Trzciance pod Wyszkowem, przy ul. Pułkowej i al. Stanów Zjednoczonych w Warszawie. To dopiero początek. Budowa sieci nowoczesnych fotoradarów ruszyła właśnie w całej Polsce. Do końca roku w najbardziej niebezpiecznych miejscach ma stanąć 300 nowych urządzeń. Połączenie ich siecią informatyczną gwarantuje, że ustalenie danych pirata drogowego i wystawienie mandatu będzie szybkie i skuteczne. Teoretycznie chodzi o poprawę bezpieczeństwa, bo co roku na naszych drogach ginie ponad 4 tys. osób. Daje to najwyższy wskaźnik wypadków ze skutkiem śmiertelnym w Unii Europejskiej – 109 osób na 1 mln mieszkańców. Zwolennicy fotoradarów przekonują, że we Francji, gdzie automatyczny system kontroli ruchu zainstalowano w 2001 r., w ciągu kolejnych ośmiu lat liczba zabitych na drogach spadła o połowę z 8 tys. Teraz wskaźnik zabitych na drogach wynosi 65 ofiar na 1 mln mieszkańców.

Skala zaplanowanych dochodów z mandatów każe się zastanowić, czy przypadkiem nie chodzi o włożenie łapy do kieszeni kierowców. Według wyliczeń „Wprost” w tym roku kierowcy wpłacą do budżetu państwa 60 mld zł w postaci podatków zawartych w paliwie, samochodach czy wreszcie mandatach. To jedna piąta z 293 mld zł zaplanowanych przychodów budżetu.

Radary na maszt!

Zyski z mandatów to w Polsce biznes marzenie. Autostrad i dróg ekspresowych mamy łącznie 2046 km, na pozostałych jechać zgodnie z przepisami się nie da. Przykład pierwszy z brzegu. Narzędzie do wytyczania trasy Google Map podpowiada, że przejazd 343-kilometrową trasą z Wrocławia do Warszawy zajmie 5,5 godz. W praktyce zajmuje 7 godzin ze względu na zainstalowane tam liczne tzw. elementy uspokojenia ruchu – światła, przejścia dla pieszych, ograniczenia prędkości, fotoradary itd. Jazda zgodna z przepisami jest niemożliwa, co udowodniła dwójka dziennikarzy z Wrocławia. „Kilka razy byliśmy większym zagrożeniem dla ruchu niż kierowcy przekraczający prędkość. Próbowali nas wymijać na linii ciągłej, między słupkami oddzielającymi pasy jezdni, a także korzystając z pasów do lewoskrętu. Za Bełchatowem z 90 km/h nagle trzeba zwolnić do 40 km/h. Nie było to możliwe w bezpiecznych warunkach, bo kierowcy za nami jechali tak szybko, że gdybyśmy gwałtownie zwolnili, mogłoby dojść do wypadku” – cytat z relacji kierowców.

Takich łownych punktów są tysiące, więc złapać kierowcę to nie sztuka. Dlatego płacimy coraz częściej. W 2006 r. wartość mandatów za wykroczenia w ruchu drogowym wyniosła 524 mln zł, w 2009 r. – 746 mln zł, z kolei w tym roku drogówka wystawiła już prawie milion mandatów.

Mandaty to żyła złota, co udowodniły władze gminy Biały Bór w województwie zachodniopomorskim. W ciągu roku do gminnej kasy wpłynęło z grzywien 7,5 mln zł – jedna czwarta budżetu gminy. Uchwalona w ubiegłym roku ustawa fotoradarowa sprawia, że patent z Białego Boru rozprzestrzenia się na całą Polskę.

Zgodnie z nowymi przepisami kontrolę, a także przychody ze wszystkich przydrożnych fotoradarów przejęła Generalna Inspekcja Transportu Drogowego (kontrolująca dotąd głównie auta ciężarowe). Od ubiegłego roku ma do dyspozycji 800 masztów i 75 fotoradarów. Po ponownej analizie zagrożeń na drogach część masztów zostanie rozebrana, a pozostałe wyposażone w nowe urządzenia rejestrujące. Nie będzie już atrap i masztów bez fotoradarów. Za to GITD zainwestuje ok. 50 mln zł, by zbudować sieć 300 przydrożnych fotoradarów, nadzorowaną przez automatyczny system nadzoru ruchu drogowego CANARD. System jest podpięty do bazy danych o kierowcach i pojazdach. W znacznej części automatycznie rozpoznaje numery rejestracyjne auta, odnajduje właściciela, przygotowuje pisma z liczbą punktów karnych i grzywną oraz drukuje sam mandat.

GITD to już trzecia służba po policji oraz oddziałach straży miejskich i gminnych, która czai się na kierowców. Policji pozostały teraz radary ręczne oraz 260 samochodów z wideorejestratorami. Trudno oszacować aktywność straży samorządowych, jest ich w Polsce aż 750 i w przeciwieństwie do oddziałów policji każda straż działa odrębnie. Przykładowo w Warszawie straż miejska dysponuje dwoma samochodami wyposażonymi w fotoradary, prowadzi kontrolę w sześciu miejscach i w tym roku zanotowała ponad 20 tys. wykroczeń. To nie wszystko. Wyjątkowo tylko w Warszawie ustawiono miejski system sprzężonych fotoradarów na ruchliwym skrzyżowaniu ulic Sikorskiego i Witosa. Wychwytuje on nie tylko tych, którzy przekraczają prędkość, lecz także auta wjeżdżające na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Efekt: 10 tys. zdjęć, a także znacząca poprawa zachowań kierowców. Według naszych szacunków wartość grzywien w Warszawie może wynieść nawet 4,5 mln zł.

Skala inwigilacji kierowców jest więc spora. Jeśli teraz GITD ma dodatkowo wypracować na kierowcach 1,2 mld zł wpływów do budżetu, to wartość drogowego haraczu będzie ogromna. Przy założeniu, że najczęściej kierowcy przekraczają prędkość o 20-40 km/h, a mandat wynosi wówczas 100-300 zł, to aby osiągnąć planowany przez ministra finansów dochód, mandat musiałaby zapłacić aż połowa z 17 mln polskich kierowców.

Radarom stanowcze nie 

– Na bezpieczeństwo jazdy zdecydowanie pozytywniej wpłynęłyby: polepszenie standardu dróg, rzetelniejsze szkolenie przyszłych kierowców oraz bardziej restrykcyjne przepisy w zakresie karania pijanych za kółkiem. Nowe „puszki” mają na celu raczej gromadzenie pieniędzy potrzebnych do łatania państwowego budżetu – mówi „Wprost” Magdalena Zglińska z serwisu Yanosik.pl, producenta aplikacji na telefon ostrzegającej przed fotoradarami.

Jak wynika z danych zebranych za pomocą serwisu Yanosik, kierowcy na ogół zwalniają przed fotoradarami, żeby ustrzec się mandatu, ale tuż po ich ominięciu równie gwałtownie przyspieszają. Powoduje to zakłócenia w płynności jazdy i grozi wypadkiem. Takim jak ten na drodze krajowej nr 1 niedaleko Siewierza w województwie śląskim. Cztery lata temu zginęła tam czteroosobowa rodzina. Kierowca stracił panowanie nad autem, gwałtownie hamując na widok skrzyżowania z zainstalowanym fotoradarem.

Wątpliwości ma także sama policja. Podinspektor Waldemar Zakrzewski, naczelnik Wydziału Prewencji i Ruchu Drogowego Policji w Nidzicy (warmińsko-mazurskie), od wielu lat jest świadkiem tragicznych wydarzeń na trasie nr 7. Tydzień temu w jednym tylko wypadku zostało rannych dziewięć osób, w tym czwórka dzieci. Niedaleko był radar.

– Zamiast lasu fotoradarów wolałbym, aby przebudowano drogę najlepiej do standardu dwupasmowej ekspresówki z porządną nawierzchnią – kwituje policjant. Za cztery miesiące ma zostać oddany do użytku dwupasmowy fragment trasy S7 z Nidzicy do Olsztynka, co według szefa nidzickiej drogówki poprawi statystyki. Wtórują mu policjanci z Gorzowa Wielkopolskiego – odkąd w grudniu 2011 r. oddano 105-kilometrowy fragment autostrady A2 z Nowego Tomyśla do Świecka, na trasie, którą zabezpiecza tamtejsza drogówka, wydarzył się tylko jeden wypadek i jedna osoba została ranna. Wcześniej, gdy potok aut jechał jednopasmową drogą krajową nr 2 wyposażoną w kilka fotoradarów, na odcinku blisko 100 km asfalt spływał krwią: 10 zabitych, 25 rannych w ciągu pół roku.

Dokończenie inwestycji autostradowych A1, A2 i A4 ocaliłoby życie 200 osób rocznie – wynika z raportu „Którędy droga” przygotowanego przez ekspertów PricewaterhouseCoopers, Forum Obywatelskiego Rozwoju i kancelarię Wardyński i Wspólnicy.

VATaha paliwowa

Za 1,2 mld zł pochodzących z mandatów można by wybudować ok. 75 km drogi ekspresowej w szczerym polu albo 40 km wypasionej autostrady, takiej jak A2. Jak informuje Ministerstwo Finansów, grzywny z mandatów wpadają na rachunek ogólny budżetu. Kierowcy od lat przyczyniają się do łatania budżetowej dziury, a mandaty to zaledwie wierzchołek góry lodowej.

Ze względu na opodatkowanie paliw stacje benzynowe powinny zawiesić tabliczki „ekspozytura urzędu skarbowego”. Około połowy ceny benzyny to danina dla budżetu państwa. Przy cenie benzyny równej 5,67 zł 1,57 zł to akcyza, 1,06 zł to VAT, 10 gr to opłata paliwowa, a rzeczywista cena litra paliwa (ropa, zarobek rafinerii i stacji benzynowej) to 2,95 zł. Podobnie jest w przypadku oleju napędowego. Przy obecnych cenach paliw kierowcy zapłacą 22,6 mld zł VAT i 27 mld zł akcyzy.

Kolejne miliardy to prowizje od każdej transakcji – zakupu auta, jego rejestracji (opłaty urzędowe), napraw i przeglądów (podatek VAT), uzupełnienia w spryskiwaczach płynu zawierającego alkohol z akcyzą. Dochodzą słone opłaty za przejazd autostradami. Posiadacz nowej škody octavii w trakcie jej użytkowania (średnio 7 lat, 12 tys. km przejechanych rocznie) zapłaci fiskusowi ponad 30 tys. zł podatków i dorzuci kilka, kilkanaście mandatów w formie napiwku. Kuriozalne jest to, w jaki sposób państwo wydaje pieniądze zarobione na kierowcach. Pieniędzmi z opłaty paliwowej (wprowadzono ją, aby zebrać pieniądze na budowę dróg) za czasów rządów PiS dofinansowano przewozy pasażerskie. Z kolei rząd PO zapłacił nimi PKP, odkupując w imieniu skarbu państwa akcje spółki PKP Polskie Linie Kolejowe.

Opłata recyklingowa (500 zł od auta) miała pokryć koszty przyszłego złomowania w ekologiczny sposób używanych pojazdów z importu. Łapę na pieniądzach położył Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który wspomaga nimi inwestycje melioracyjne. Trzy lata temu podniesiono z 13,6 do 18,6 proc. stawkę akcyzy od aut z silnikami powyżej 2000 cm sześc. Wpływy z tej podwyżki miały zasilić powstający Fundusz Solidarności Społecznej. Fundusz nie powstał, ale podatek pozostał.

Na pocieszenie warto dodać, że w starciu z urzędnikami uzbrojony w antyradary, CB- -radio i antyradarowe aplikacje telefoniczne polski kierowca ucieka niczym Zorro przed ciamajdowatym sierżantem Garcią. Jak dotąd z ambitnego planu mandatowego inspektorzy transportu drogowego zrealizowali zaledwie 7,3 mln zł wpływów.
Okładka tygodnika WPROST: 34/2012
Więcej możesz przeczytać w 34/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0