Biznes na bubblach z Tajwanu

Biznes na bubblach z Tajwanu

Polskę podbija bubble tea. Po sajgonkach i sushi to kolejny wytwór azjatyckiej gastronomii, który polubili Polacy.
Beata Krowicka Warszawa, ul. Chmielna, jedna trzech najdroższych ulic w Polsce. Tu jeszcze niedawno największym lansem było paradowanie z kawą ze Starbucksa. Tego lata trendy warszawiacy dzierżą w dłoniach kubki z pastelowymi napojami i przez gigantyczne słomki wysysają z nich czarne kulki. Mrożona herbata ze smakowym syropem, a często także z dodatkiem mleka, uzupełniona porcją kulek z tapioki to coś, czego sami byśmy nie wymyślili. Ta szalona kompozycja powstała na Tajwanie w latach 80. Od niedawna podbija Europę. Za kolebkę tego niezwykłego napoju uważa się tajwańską herbaciarnię należąca do Chun Shui Tanga. Legenda głosi, że bubble tea wymyśliła jej pracownica Lin Hsiu Hui. Na jedno z zebrań przyniosła tradycyjny deser przygotowywany z kulek tapioki. Zebranie najwyraźniej nie było ciekawe, bo w ramach rozrywki zaczęła wrzucać je do swojej herbaty. Wkrótce bubble tea weszła do menu herbaciarni, a inne lokale zaczęły ten napój kopiować. Gdyby Chun Shui Tang opatentował pomysł, byłby milionerem. Herbatę z tapioką można kupić na Tajwanie w 50 tys. miejsc. Rocznie sprzedaje się tam 180 mln kubków tego napoju.

Bubble tea podbiła kubki smakowe Japończyków, Chińczyków i Koreańczyków. Za sprawą emigrantów z Azji szaleństwo rozlało się po USA i Europie. W Niemczech stała się tak popularna, że do oferty wprowadził ją McDonald’s.

Polska właśnie dołączyła do tego szaleństwa. Przy ul. Chmielnej w Warszawie na odcinku 400 m bubble tea sprzedawana jest w pięciu lokalach. Inne otwierają się na nadmorskich deptakach i w centrach handlowych większych miast w Polsce. Pierwsza taka herbaciarnia powstała już rok temu w Świnoujściu.

– Jakieś dwa lata temu szaleństwo bubble tea zaczęło opanowywać Berlin. Przyglądaliśmy się temu konceptowi, przez rok zbieraliśmy informacje i analizowaliśmy rynek. W końcu w zeszłe wakacje zdecydowaliśmy się na testowe otwarcie lokalu na trzy miesiące. Chcieliśmy sprawdzić, czy pomysł przyjmie się wśród turystów. Chwyciło – mówi Peter Siemann, wiceprezes spółki YanTea – Mix of Cocktails. Ten sezonowy lokal był dla firmy papierkiem lakmusowym rynku. YanTea działa tylko w Szczecinie. W tym roku planuje jednak otwarcie trzech lokali w największych miastach Polski, w tym w Warszawie. Choć w stolicy działa już siedem firm serwujących bubble tea, konkurent z Pomorza Zachodniego ma przewagę: koktajl kosztuje u niego 7 zł za pół litra. W stołecznych lokalach cena sięga 15 zł. Mimo to klientów nie brakuje. Największa kolejka ustawia się w Bubbleology, którego wnętrza przypominają laboratorium. Taki wystrój, podobnie jak cały koncept marketingowy, przywędrował na Chmielną z Londynu. Bubbleology to marka stworzona przez Assada Khana, byłego menedżera z nowojorskiego biura banku inwestycyjnego J.P. Morgan. To w amerykańskiej metropolii po raz pierwszy natknął się on na nietypową herbatę. Po powrocie do Londynu nie mógł niczego podobnego znaleźć. Rzucił więc karierę finansisty i zabrał się do gastronomii. Obecnie w Londynie działają trzy lokale Bubbleology. Gdy otwarto pierwszy z nich, ustawiły się kolejki. Przez dziesięć dni sprzedano 8 tys. kubków. Lokal w Warszawie otwarto 19 kwietnia jako pierwszy oddział zagraniczny. – Bubble tea poznaliśmy podczas podróży do Azji, ale dopiero wizyta w londyńskim Bubbleology sprawiła, że pomyśleliśmy o przeniesieniu tego pomysłu do Polski – wspomina Paweł Nastański, jeden z trzech właścicieli. W tym roku wraz ze wspólnikami otworzą jeszcze jeden lokal w Warszawie. Za rok chcieliby mieć 6-7 kolejnych w dużych miastach oraz kilka punktów licencyjnych.

Dzięki podróżom bubble tea poznała także Urszula Kowalska, prawniczka z Warszawy, która prowadzi lokal Boba Boba. – Dwa lata temu wybrałam się z moim chłopakiem, Chińczykiem, do jego ojczyzny. Widziałam tam mnóstwo lokali z dziwnym napojem, podchodziłam do tego z rezerwą. Ale gdy spróbowałam, miałam same pozytywne odczucia. Drugi raz tak wielkie nagromadzenie punktów serwujących bubble tea zobaczyłam w Berlinie – tłumaczy Kowalska. Wtedy para przekonała się, że to może być ciekawy pomysł do przeszczepienia na polski rynek. Biznes próbowali uruchomić przez półtora roku. Nie było to łatwe. – Największe problemy sprawia znalezienie lokalu. Zarządcy centrów handlowych w ogóle nie byli zainteresowani moim pomysłem, bo bubble tea nic im nie mówiła. A przy głównych ulicach wolnych powierzchni najzwyczajniej nie ma – zaznacza. W końcu udało się znaleźć wolne miejsce w podziemiach warszawskiego Dworca Centralnego. Kowalska była przekonana, że będzie ze swoim pomysłem pierwsza w stolicy. Ale... trafiła na okres największego wysypu tajwańskich herbaciarni. – Jakie było moje zdziwienie, gdy przy ul. Chmielnej mijałam jeden po drugim kolejne szyldy „bubble tea” – wspomina. Boba Boba w zeszłym miesiącu sprzedawała 60 herbat dziennie. Teraz ponad 80. Docelowo chce co dzień sprzedawać 120-150.

Piotr Dolewka jest współwłaścicielem lokalu Bubble Maniac w gdańskim centrum handlowym Alfa. W najbliższym roku właściciele chcą otworzyć kolejne punkty w trójmiejskich centrach handlowych, prowadzą też rozmowy w Łodzi. Inspiracją dla uruchomienia Bubble Maniac także były wyjazdy do Niemiec. Zdaniem Petera Siemanna z Yan- Tea to właśnie za sprawą naszych zachodnich sasiadów bubble tea zaczyna opanowywać nie tylko Polskę, lecz także inne zakątki Europy. – W Niemczech w rok powstało 15 tys. lokali. Tam też najłatwiej jest się zaopatrzyć w sprzęt potrzebny do przygotowywania bubble tea. Wraz z pierwszym zaopatrzeniem może on kosztować ok. 20 tys. euro, a to niewiele jak na start w Polsce – tłumaczy Siemann. Dużo droższe jest sprowadzanie go z Tajwanu.

Oczywiście wraz z pojawieniem się popytu na składniki potrzebne do przygotowania nowego koktajlu szybko znaleźli się też ich dostawcy. Jednym z nich jest tajwańska firma QQTea, producent owocowych kulek i syropów, która cztery miesiące temu otworzyła oddział w Polsce. – Odnotowujemy ogromne zainteresowanie klientów, a rynek bubble tea w naszym kraju dopiero raczkuje – mówi Paweł Duczmal z QQTea Polska. Firma uruchomiła w Polsce trzy herbaciarnie i do końca roku chce mieć 20 kolejnych.

Licencje na swoje lokale sprzedaje też u nas BoBoQ, czyli jedna z największych sieci w Niemczech, która ma tam już ponad 100 placówek. W Polsce na razie działają trzy, ale trwają intensywne przygotowania do otwarcia kolejnej – w Poznaniu. Jeden z lokali znajduje się w podwarszawskiej Wólce Kosowskiej, nazywanej polską stolicą Chin. Emigranci z tego kraju mają tu osiedle domków jednorodzinnych i ogromne centrum targowe. Trudno wyobrazić sobie lepszą lokalizację dla baru z bubble tea. Właściciele innych herbaciarni zgodnie przyznają, że wielu ich klientów stanowią właśnie Azjaci. – Można powiedzieć, że mamy błogosławieństwo od diaspory tajwańskiej. Staliśmy się dla Tajwańczyków jednym z miejsc spotkań. Nie rozumiemy, o czym rozmawiają, ale na pewno dobrze się u nas czują – mówi Paweł Nastański z Bubbleology.

Optymistycznie nastawiony do nowego segmentu w branży gastronomicznej jest Jarosław Frontczak, ekspert od handlu detalicznego w firmie analitycznej PMR. – Przykład Starbucksa pokazuje, że sprzedając nawet znany wszystkim produkt, można stworzyć dobrze prosperujący biznes o skali międzynarodowej. W związku z tym na pewno jest miejsce dla nowego napoju na krajowej mapie gastronomicznej – uważa.

Choć do bąbelkowej herbaty przekonują się szybko także Polacy, pozostaje pytanie, ile jest w tym boomie wakacyjnej mody i efektu nowości. Właściciele herbaciarni są przekonani, że ich biznes wpisze się na stałe w krajobraz polskich miast, tak jak zrobiły to sieci kawiarń.

Lokale z bubble tea czeka poważna próba. Wkrótce temperatura zacznie spadać. Tak, napój można podawać także na ciepło, tylko czy Polakom spodoba się taki wariant? Od tego, czy w zimowe wieczory wybiorą herbatę z tapioką, czy jednak duży kubek gorącej kawy, z pewnością zależeć będzie przyszłość większości nowo powstałych lokali.
Okładka tygodnika WPROST: 35/2012
Więcej możesz przeczytać w 35/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także