Donald ?teraz mogę wszystko? Tusk

Donald ?teraz mogę wszystko? Tusk

Dodano:   /  Zmieniono: 
Michał Kobosko, redaktor naczelny „Bloomberg Businessweek Polska" Archiwum redakcji 
Stworzenie państwowego funduszu, który gromadziłby pakiety akcji spółek Skarbu Państwa i nimi zarządzał, dałoby jego szefowi a pośrednio premierowi władzę finansową, której nie miał żaden minister skarbu ani premier IIII RP. Ale zarazem dałoby szansę na kontynuację modernizacji kraju pisze Michał Kobosko, redaktor naczelny „Bloomberg Businessweek Polska”.

Nawet gdyby Donald Tusk zaproponował najgłupszy, najbardziej nieprzemyślany pomysł, klub parlamentarny entuzjastycznie go poprze ? mówi wpływowy poseł partii rządzącej. Premier ma dziś władzę niemal absolutną. Może więc, jak widać, bez mrugnięcia okiem powołać do rządu ministrów, którzy mają mgliste pojęcie o swoich resortach i będą się ich przez rok uczyć. Ale może też zrobić parę rzeczy bardziej konstruktywnych.

Nie trzeba głośnych afer, aresztowań gromowładnych postaci, by widzieć, że z zarządzaniem majątkiem Skarbu Państwa dobrze nie jest. Skoro, z wielu powodów, prywatyzacja na razie stanęła, trzeba pogłówkować, jak tym majątkiem lepiej zarządzać i jak go wykorzystać do poprawy stanu finansów i możliwości wydatkowych państwa. Pomysłów nie brakuje. Słyszymy o idei stworzenia funduszu nieruchomości, który przejąłby nadzór nad nietykalnymi do tej pory Lasami Państwowymi i marnującym się majątkiem ziemskim PKP. Ale najciekawszy jest projekt stworzenia państwowego 'wealth fundu' ? funduszu, który gromadziłby pakiety akcji spółek Skarbu Państwa i zarządzał nimi tak, by wycisnąć pieniądze na nowe projekty infrastrukturalne. Takiej instytucji, dającej gwarancje na projekty publiczno-prywatne, bardzo dziś brakuje.

Pomysł ani nowy, ani nasz. Wiele krajów lata temu wybrało taki model ? i mają dobre efekty. Ale u nas byłaby to rewolucja. Wyjęcie po 20 latach upolitycznionych na wskroś spółek SP spod kurateli poszczególnych resortów i umieszczenie ich w jednym wielkim worze, zaburzyłoby nie tylko podział łupów. Dałoby także szefowi takiego funduszu ? a pośrednio premierowi ? władzę finansową, której nie miał żaden minister skarbu ani premier IIII RP. Ale zarazem, i to trzeba traktować z właściwą powagą, dałoby szansę na kontynuację modernizacji kraju. Projektu, którego nie sfinansuje wędrujący z coraz bardziej dziurawym workiem Święty Mikołaj z Brukseli.

Krytycy podnoszą, że ten pomysł jest tworzony pod kogoś konkretnego, kto zyska ogromną osobistą władzę. Kto jest bliskim zaufanym premiera. Krytycy mają rację i... jej nie mają. Mają, bo każda nowo powstała instytucja państwowa jest taka jak jej twórcy. Cokolwiek by mówić o CBA, służba nie powstałaby wcale albo byłaby bez wyrazu, gdyby nie jakobin Mariusz Kamiński. Urząd Komunikacji Elektronicznej nie grałby tak widocznej roli na rynku, gdyby nie Anna Streżyńska, a Komisja Papierów Wartościowych (lepszy poprzednik KNF) nie budziłaby pewnego respektu giełdowych cwaniaków, gdyby nie śp. Lesław Paga i Jacek Socha. Mario Monti, dzisiejszy bohater włoskiej ulicy, jako komisarz unijny był postrachem dla karteli, a Eliot Spitzer w swoich najlepszych latach zapędził nowojorską prokuraturę do ścigania hochsztaplerów z Wall Street.

W przypadku polskiego funduszu gwarancyjnego personalia są na razie nieważne. Istotne, czy premier uzna projekt nie za finansowe science fiction, lecz za szansę na przejście do historii z czymś więcej niż tylko z cięciem wydatków socjalnych. A jeśli Tusk tego zechce, teoria stanie się praktyką. Chwilowo może wszystko.

o projekcie stworzenia Funduszu Majątku Narodowego i Funduszu Gwarancyjnego Rozwoju Infrastruktury piszemy w dziale News Dnia w dzisiejszym newsletterze Businesstoday.pl