Ustalenia szczytu w Brukseli ? co wynika z nich dla Polski

Ustalenia szczytu w Brukseli ? co wynika z nich dla Polski

Na razie nie wiadomo, jaką dokładnie kwotę Polska miałaby przekazać Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu z przeznaczeniem na wsparcie dla zagrożonych państw strefy euro Thinkstock
Na zakończonym w piątek unijnym szczycie w Brukseli Polska zadeklarowała, że zaangażuje się finansowo w ratowanie strefy euro. Po raz pierwszy ma to polegać na wniesieniu wymiernego wkładu finansowego. Czy nasz kraj stać na takie zaangażowanie i czy to słuszna decyzja?

Na razie nie wiadomo, jaką dokładnie kwotę Polska miałaby przekazać Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu z przeznaczeniem na wsparcie dla zagrożonych państw strefy euro. To dopiero ma zostać wyliczone. Przywódcy europejscy, którzy obradowali w Brukseli, ustalili, że MFW zostanie dodatkowo zasilony kwotą 200 mld euro. Z tego 150 mld euro miałoby pochodzić od samych krajów Eurolandu, a 50 mld ? od państw spoza strefy euro, w tym właśnie od Polski.

To tylko pożyczka

? Oczywiście, że przyjęcie tego zobowiązania to słuszna decyzja ? przekonuje Ryszard Petru, szef Towarzystwa Ekonomistów Polskich. Zaznacza przy tym, że byłoby absurdalne, gdyby Polska go nie podjęła. ? To niejako zamiana jednej formy ubezpieczenia na inną. Bo mówimy przecież tylko o pożyczce, której Polska miałby udzielić MFW ze swoich rezerw. Inaczej mówiąc ? nie musimy nic odejmować sobie od ust ? tłumaczy.

Petru dodaje, że Polska jest, co prawda, biednym krajem, ale właśnie dlatego powinna się zaangażować w działanie na rzecz ratowania strefy euro. Jej ewentualny upadek byłby dla nas bowiem dużo bardziej kosztowny.

Na ustalenia z Brukseli natychmiast zareagował Narodowy Bank Polski. Już w piątek wydał specjalny komunikat. Według ustaleń z Brukseli to banki centralne miałyby bowiem udzielić pożyczki MFW.

'Narodowy Bank Polski popiera działania zmierzające do stabilizacji sytuacji gospodarczej w strefie euro' ? napisano w komunikacie. Bank centralny podkreślił swoją nadzieję, że propozycje wypracowane przez Radę Europejską spowodują poprawę sytuacji w strefie euro i napisał, że uznaje je za  istotne dla pomyślnego rozwoju sytuacji gospodarczej także w Polsce. 'Celem NBP jest działanie na rzecz stabilizowania krajowego systemu finansowego. NBP uważa, że gwałtowne zawirowania na europejskich rynkach wywierają negatywny wpływ na działalność systemu finansowego w Polsce' ? głosi dokument. NBP zaznacza, że gdy propozycje przyjmą kształt konkretnych rozwiązań, 'jest gotów je rozważyć i podjąć odpowiednie decyzje dotyczące skali i zaangażowania'. W komunikacie nie wskazano jednak żadnych szczegółów ani konkretnych kwot.

Jak ocenił Jan Krzysztof Bielecki, szef Rady Gospodarczej przy premierze, kwota, którą Polska miałaby przekazać do MFW, zmieściłaby się już w przyszłorocznym budżecie. ? Nie wiem do końca, jakiej treści jest to zobowiązanie, ale to nie są porażające kwoty ? mówił Bielecki w TVP Info. Według niego, część gotówkowa, która wypłacana jest w krótkim terminie, wyniosłaby kilkaset milionów złotych. ? Należy pamiętać, że od razu dostarcza się tylko małą cząstkę kapitału ? wyjaśniał. Pytany, czy dodatkowe obciążenie nie zmusi rządu do cięć budżetowych, Bielecki powiedział, że dokładne rachunki dopiero zostaną dokonane.

Zapowiedź polskiego wkładu negatywnie ocenia natomiast inny ekonomista, prof. Krzysztof Rybiński. W komentarzach medialnych podkreślał, że Polska jako ubogi kraj nie powinna pożyczać pieniędzy na ratowanie Włoch i że znalazłyby się lepsze sposoby inwestowania polskich aktywów przez NBP. ? A mówiłem publicznie, że lepiej nie siedzieć przy stole, kiedy w kółko puszczają kapelusz, żeby zrobić zrzutkę na leczenie dla nałogowego dłużnika ? napisał Rybiński na swoim blogu.

Kary (na razie) nie grożą

Co jeszcze ustalili europejscy przywódcy? Wszystkie państwa strefy euro miałyby wpisać do swoich konstytucji tzw. złotą zasadę utrzymywania zrównoważonych budżetów. Elementem dyscyplinującym miałoby być wprowadzenie zasady, że deficyt finansów publicznych w relacji do PKB w krajach euro nie mógłby przekraczać 3 proc. Za łamanie dyscypliny budżetowej miałyby zaś zostać wprowadzone automatyczne sankcje dla krajów przekraczających limity deficytu i długu publicznego.

Polska, dopóki nie wejdzie do strefy euro, nie byłaby zmuszona do zmiany konstytucji i wprowadzania do niej powyższych zasad. Tym bardziej że polskie prawo zakłada inną regułę, tzw. ostrożnościową, która mówi, że maksymalny poziom zadłużenia w relacji do PKB nie może przekraczać 60 proc., a już po przekroczeniu 55 proc. w budżecie państwa nie może już być deficytu. Na razie Polska nie byłaby więc także karana za przekraczanie dopuszczalnego deficytu, który w tym roku jest szacowany na ponad 5 proc. PKB. Plany rządu zakładają, że dopiero w przyszłym roku ma on spaść do 3 proc., co zresztą niektórzy ekonomiści uważają za mało wiarygodne.

Szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy poinformował, że nowy pakt fiskalny miałby zostać przedstawiony i podpisany na początku marca. Jego zdaniem, ratyfikacja umowy powinna zaś nastąpić do połowy przyszłego roku.

Czy przyjmując ustalenia szczytu i angażując się finansowo w ratowanie strefy euro Polska dobrze dba o swoje interesy? - rozmowę z prof. Jerzym Osiatyńskim, byłym ministrem finansów i doradcą ekonomicznym prezydenta Bronisława Komorowskiego, publikujemy w dziale "Gość Dnia" dzisiejszego newslettera.

Czytaj także

 0