Koniec okresu ochronnego

Koniec okresu ochronnego

Michał Kobosko, redaktor naczelny „Bloomberg Businessweek Polska” Archiwum redakcji
Po Warszawie krąży już lista nazwisk prezesów spółek Skarbu Państwa, który już powinni się pakować, i tych, którzy stoją w blokach startowych, by zająć te eksponowane i nieźle płatne posady pisze Michał Kobosko, redaktor naczelny „Bloomberg Businessweek Polska”.
Podobno Stanisław Dobrzański całkiem nieźle, jak na polityka, radził sobie jako prezes nieistniejących już Polskich Sieci Elektroenergetycznych. Ale miał pecha. Cokolwiek zrobił, do historii przeszedł tylko przez szczerość ministra Wiesława Kaczmarka, który nominację Dobrzańskiego uzasadnił 'chęcią sprawdzenia się Staszka w biznesie'. Śmiejemy się z tej anegdoty już równe dziesięć lat. Jest przywoływana chyba przy każdej dziwacznej roszadzie personalnej w tzw. firmach politycznych. To kategoria bardzo szeroka ? od największych firm Skarbu Państwa po najmniejsze spółeczki komunalne. Nieważne, jak duża firma ? proceder nagradzania stołkami za zasługi i 'wyjadania konfitur' ma się świetnie. Nieważne, czy przy władzy jest partia, która z dzielenia łupów w gospodarce czyni cel własnego funkcjonowania, czy taka, która zapowiada odpolitycznienie i profesjonalizację zarządzania spółkami. Efekt końcowy jest taki sam.

Nie inaczej jest teraz, w okresie powyborczym. Niby wszystko zostało po staremu, rządzą dalej ci sami. Ale przetasowania na szczytach polityki poszły daleko, zarówno te oficjalne (wymiana ministrów), jak i zakulisowe. Teraz ich echa docierają na coraz niższe piętra. Dotykają tych, którzy na co dzień z polityką nie mają wiele wspólnego, ale zawdzięczają jej czasem oszałamiające kariery. Po Warszawie krąży więc lista nazwisk prezesów spółek Skarbu Państwa, którzy już powinni się pakować, i tych, którzy stoją w blokach startowych, by zająć te eksponowane i nieźle płatne posady. Na razie tych zmian nie było wiele, ale sezon polowań ruszył. Energetyka, ropa, banki, gaz ? kolejne plotki i spekulacje pojawiają się już codziennie. Prezesi głusi nie są, pielgrzymują więc do ministrów, wkupują się w ich łaski, nasłuchują wszelkich pomruków niezadowolenia. Te czasochłonne zabiegi skutecznie odciągają ich uwagę od tego, co w biznesie powinno być najważniejsze.

Ostatnio znajomy prezes prywatnego banku powiedział mi rzecz dość znamienną: 'Już chyba nawet PiS był lepszy, oni nie znali się na gospodarce, więc w niej nie grzebali. Platforma ma kompetentnych ludzi, ale w gospodarce robi rzeczy zadziwiające'. Tak człowiek o sporym doświadczeniu, który wiele już widział przez te 20 lat, skomentował odwołanie prezesa Polskiej Grupy Energetycznej. Najważniejsza, nie bójmy się tego słowa, polska firma (w dodatku giełdowa) rzeczywiście zasługuje na coś więcej niż dwuzdaniowy suchy komunikat o odejściu prezesa i jego czasowym zastępcy. Oczekujemy, że PGE w profesjonalny sposób zbuduje bezpieczną i nowoczesną siłownię jądrową, powinniśmy więc także żądać, by firma była profesjonalnie zarządzana i nadzorowana. I by zmianie na stanowisku prezesa nie towarzyszyły spekulacje o charakterze czysto personalno-politycznym. Tymczasem, poza ogólnym hasłem, że teraz w PGE ma być lepiej (szybsza realizacja zapowiadanych inwestycji), wciąż nie wiemy, czym prezes naprawdę podpadł. I jakie szczególne kompetencje ma mieć jego następca ? wyłoniony w rzecz jasna niezwykle przejrzystym konkursie.

Podobno w nowej kadencji Sejmu wróci projekt ustawy powołującej Komitet Nominacyjny ? ciała, które miałoby ucywilizować proces doboru państwowych menedżerów. Założenia ustawy wzbudziły głównie złośliwe komentarze. I trudno się dziwić. Jeśli w poniedziałek zapowiada się jedno, a we wtorek robi coś dokładnie odwrotnego, zamiast wiarygodności osiąga się efekt śmieszności. Bardzo chcę wierzyć, że tym razem będzie inaczej.

Czytaj także

 0