Bank Światowy u progu rewolucji

Bank Światowy u progu rewolucji

Podczas spekulacji na temat amerykańskiej nominacji, o Jim Yong Kimie, Amerykaninie koreańskiego pochodzenia, profesorze medycyny, nikt nawet się nie zająknął WHO
Za nieco ponad trzy miesiące w fotelu prezesa Banku Światowego zasiądzie następca Roberta Zoellicka. Tym razem nie jest oczywiste, czy będzie nim kandydat prezydenta Stanów Zjednoczonych. Kraje rozwijające się i kilka afrykańskich państw próbują złamać amerykański monopol i... męską dominację. To może być rewolucja.
Prezydent Barack Obama zaskoczył świat informacją o tym, kto będzie jego kandydatem na prezesa Banku Światowego. O nominację usilnie zabiegał słynny doradca ekonomiczny (m.in. Polski w okresie transformacji ustrojowej) Jeffrey Sachs, a także byli ministrowie skarbu USA Robert Rubin i Lawrence Summers. 'Washington Post' spekulował na temat kandydatur Hillary Clinton, Timothy’ego Geithnera, a nawet Billa Gatesa. Jednak o Jim Yong Kimie, Amerykaninie koreańskiego pochodzenia, profesorze medycyny, nikt nawet się nie zająknął.

Jego nominacja to niejedyna niespodzianka. Walka o fotel szefa Banku Światowego na najbliższe pięć lat nigdy nie była tak ostra. Utarło się, że Bankiem Światowym zarządza Amerykanin, a jego siostrzaną instytucją  Międzynarodowym Funduszem Walutowym ? Europejczyk i najczęściej Francuz. Tak było od 1944 r., czyli od momentu powstania BŚ i MFW.

Ale nic nie trwa wiecznie. W MFW już nastąpiła zmiana. Jego dyrektorem jest Europejka Christine Lagarde. Zmiany w Banku Światowym mogłyby mieć jeszcze bardziej radykalny charakter. Liderzy Republiki Południowej Afryki, Angoli i Nigerii nominowali na stanowisko prezesa nigeryjską minister finansów Ngozi Okonjo-Iweala, byłą dyrektor banku ds. rozwoju. To pierwsza kobieta i pierwsza Afrykanka, która znalazła się tak wysoko w kadrze zarządzająccej Banku Światowego.

Jest jednak jeszcze co najmniej jeden mocny rywal. To José Antonio Ocampo, były minister finansów Kolumbii, wcześniej podsekretarz ds. gospodarczych i społecznych w ONZ. Nie jest to królik z kapelusza. Jego nominacja to 'spisek' ministrów finansów krajów BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i Afryka Południowa) zawiązany podczas szczytu G20 w stolicy Meksyku w lutym tego roku. ? Kandydaci powinni być wybierani ze względu na kompetencje, a nie narodowość ? powiedział dziennikarzom minister finansów Brazylii Guido Mantega podczas szczytu, na którym szczególnie krytykowano UE i inne kraje wysoko rozwinięte za nieudolność w przeciwdziałaniu kryzysowi.

Czy będziemy świadkami rewolucyjnej zmiany? Może jeszcze nie tym razem. ? Procedura wyboru prezesa Banku Światowego przypomina wybór papieża. Trudno wyrokować, jeśli się nie jest jednym z członków konklawe ? komentuje Catherine Boyle w serwisie CNBC.

Wyboru dokonuje 25 przedstawicieli krajów członkowskich Banku Światowego. Jeśli nie ma konsensusu, wystarczy mniejsza większość głosów. Liczba głosów zależy od wkładów kraju w finansowanie banku. Stany Zjednoczone dysponują 16,4 proc. głosów, a Unia Europejska 29 proc. Razem zapewne będą się bronić przed wyłomem w utrwalonym niepisanym zwyczaju wybierania Amerykanina na prezesa BŚ i przedstawiciela Starego Kontynentu na dyrektora MFW. Jeśli Japonia ze swoimi 9 proc. przyłączy się do UE i USA, amerykański kandydat jest nie do pobicia. Jednak rękawica została rzucona. Rezultaty głosowania poznamy za niespełna miesiąc, 20 kwietnia.

Czytaj także

 0

Czytaj także