Polski wykrywacz min. Powtórka z historii

Polski wykrywacz min. Powtórka z historii

Dodano:   /  Zmieniono: 
Zbigniew Domaszewicz, redaktor „Bloomberg Businessweek Polska” Archiwum
Kilkanaście lat temu słynny amerykański magnat medialny Ted Turner, żartując publicznie z „polskiego wykrywacza min”, zamanifestował własną niewiedzę i ośmieszył głównie samego siebie. Teraz polscy inżynierowie dokładają kolejny spektakularny dowód na to, jak bardzo mylił się twórca CNN pisze Zbigniew Domaszewicz, redaktor „Bloomberg Businessweek Polska”.
To była swego czasu głośna historia. Turner na dużej konferencji w Waszyngtonie zatkał sobie uszy i zaczął macać przed sobą wyciągniętą stopą, pokazując, jak jego zdaniem działa 'polski wykrywacz min'.

Medialny przedsiębiorca kompletnie wówczas spudłował. Pierwszy wykrywacz min w historii to dzieło właśnie polskiej myśli inżynierskiej. Został skonstruowany podczas II wojny światowej przez polskiego wynalazcę, porucznika Józefa Kosackiego (wówczas w polskich siłach zbrojnych w Anglii). Detektory oparte na jego konstrukcji, po raz pierwszy zastosowane militarnie w 1942 r. w bitwie pod El-Alamejn w Afryce Północnej, pomagały żołnierzom na świecie unikać min i ratować życie aż do połowy lat 90.

Ci, którzy pamiętają blamaż Turnera, mogą dziś mieć kolejny powód do satysfakcji. Polską edycję konkursu ImagineCup 2012 ? zawodów odbywających się pod egidą Microsoftu i będących, jak twierdzą organizatorzy, największym konkursem technologicznym dla studentów na świecie ? wygrał kilkuosobowy zespół z warszawskiej Wojskowej Akademii Technicznej. Technologia programistów z WAT to spektakularny przykład tego, do jak niezwykłych celów może być obecnie wykorzystywany telefon komórkowy ? zwycięska aplikacja Saper zmienia smartfon z systemem Windows Phone w podręczny wykrywacz min i niewypałów.

W uproszczeniu działa to tak, że tzw. magnetometr w telefonie (są w niego wyposażone telefony z popularną już funkcją kompasu) wykrywa zmiany w polu magnetycznym wywoływane przez ładunki wybuchowe. Dodatkowo aplikacja czerpie online informacje potrzebne do analizy oraz lokalizuje niebezpieczny obiekt na mapie za pomocą GPS. Twórcy Sapera twierdzą, że swoją technologię testowali już m.in. na poligonie, w warunkach naturalnych.

Programiści z WAT pod kierunkiem Mariusza Chmielewskiego będą reprezentować Polskę na światowych finałach ImagineCup w lipcu w australijskim Sydney. Zespołowi z WAT warto życzyć sukcesu. Nie tylko dlatego, żeby mieć dodatkową satysfakcję, że polish jokes, jakkolwiek czasem faktycznie śmieszne, potrafią też niekiedy ośmieszyć samego autora dowcipu.

Sukces w Sydney zapewne pomógłby wydatnie w rozpropagowaniu wynalazku i sfinansowaniu dalszych prac nad jego rozwojem. Taka promocja może być ważna o tyle, że polskim technologiom przebijanie się na świecie nie przychodzi łatwo. Poza tym ? choć aplikacja może przydać się np. służbom ochrony do szybkiego sprawdzenia torby pozostawionej w miejscu publicznym ? potencjał Sapera nie ma prostego charakteru komercyjnego. W bogatych państwach zachodnich miny i niewybuchy nie są przecież problemem.

W rzeczywistości jednak potencjał ten jest ogromny. Jak podaje PCK, ok. 70 państw na świecie to terytoria skażone minami przeciwpiechotnymi stanowiącymi zwykle ponurą spuściznę po najróżniejszych międzynarodowych i wewnętrznych konfliktach. Ofiary takich ładunków ? pozostałe przy życiu, ale trwale okaleczone ? są liczone w już setkach tysięcy. Przy czym trzy czwarte z nich to cywile, a z tego jedna trzecia to dzieci.

Programiści z warszawskiej WAT nie przesadzają więc, mówiąc, że ich rozwiązanie, gdy już zostanie ostatecznie dopracowane, może dać ludziom do ręki narzędzie ratujące zdrowie i życie. I to pod postacią zwykłego telefonu.

Czytaj także

 0