Prezydent chce, żeby do jego kraju weszło obce wojsko

Prezydent chce, żeby do jego kraju weszło obce wojsko

Prezydent Mali prosi sąsiadów o pomoc (fot. PAP/EPA/JAWED KARGAR)
Prezydent Mali Dioncounda Traore zwrócił się w tym tygodniu do przywódców Wspólnoty Zachodnioafrykańskiej (ECOWAS) z oficjalną prośbą o inwazję zbrojną, by odzyskać kontrolę nad północną częścią kraju, zajętą od wiosny przez Al-Kaidę.

Prezydent Wybrzeża Kości Słoniowej Alassane Ouattara, pełniący obowiązki przewodniczącego ECOWAS, a także ambasador Francji w Abidżanie potwierdzili, że prezydent Mali poprosił Wspólnotę o wojskową pomoc, by umocnić malijskie instytucje państwowe na kontrolowanym przez nie południu kraju, a także stłumić rebelię na północy. Francuskie radio RFI podało, że prezydent Mali poprosił o przysłanie policji, lotnictwa, a także pięciu batalionów piechoty.

Wzór afrykańskiej stabilności

Mali, uchodzące do niedawna za wzór stabilności i demokracji w Afryce, w styczniu błyskawicznie przekształciło się w przykład państwa upadłego. Upadek zaczął się od wybuchu zbrojnego powstania Tuaregów, którzy wróciwszy z wojny w Libii wraz z zagrabionymi arsenałami pułkownika Muammara Kadafiego, rozpętali rebelię na północy kraju, by oderwać ją od reszty Mali i ogłosić niepodległym państwem Azawadem.

Lepiej uzbrojeni i zaprawieni w walkach na pustyni tuarescy partyzanci, wspierani dodatkowo przez bojowników z filii Al-Kaidy z Maghrebu bez trudu gromili wojskowe garnizony na północy. Sfrustrowani klęskami i nieudolnością rządu malijscy wojskowi dokonali zamachu stanu i 22 marca obalili w Bamako prezydenta Amadou Toumaniego Toure.

Przewrót wzmógł chaos

Przewrót tylko wzmógł chaos i ułatwił walkę powstańcom, którzy na początku kwietnia zajęli całą północ kraju z miastami Gao, Kidal i Timbuktu i ogłosili niepodległość Azawadu. W maju i czerwcu między powstańcami wybuchła bratobójcza wojna i dżihadyści z Al-Kaidy rozgromili Tuaregów, tworząc na południe od Sahary własny kalifat, równy obszarem Francji i uzbrojony w najnowocześniejsze, libijskie arsenały.

Zaniepokojone niebezpiecznym sąsiedztwem państwa ECOWAS, a także Zachód już wiosną zaoferowały Mali, że dokonają zbrojnej inwazji, by stłumić rebelię Tuaregów i Al-Kaidy. Wcześniej jednak ECOWAC zmusił malijską juntę z kpt. Amadou Sanogo do ustąpienia i oddania rządów cywilom. Nowym przywódcą kraju został dotychczasowy przewodniczący parlamentu Dioncounda Traore. Wojskowi oddali stanowiska w rządzie, ale nie rzeczywistą władzę, której zagrażała wspólnota ECOWAS, ponawiająca propozycję wysłania do Mali 3,5-tysięcznego korpusu ekspedycyjnego, który stłumiłby nie tylko rebelię na północy, ale zapędził także malijskie wojsko do koszar.

Wojskowi przeciwni interwencji

Odwołując się do nacjonalizmu, wojskowi z Bamako odrzucali wszystkie sąsiedzkie oferty zbrojnej inwazji na Mali. Skrytykowali też skierowaną do ECOWAS oficjalną prośbę prezydenta Traore o zbrojną interwencję. - To nasza wojna i sami zrobimy porządek we własnym domu – oznajmił kpt. Sanogo. – Sąsiedzi mogą nam najwyżej pomóc, przysłać samoloty i śmigłowce, zbombardować rebeliantów. Ale absolutnie wykluczamy przysłanie do Mali jakichkolwiek obcych wojsk.

Zachód, zaniepokojony przedłużającym się istnieniem kalifatu Al-Kaidy na południowym skraju Sahary uważa, że tylko zbrojna interwencja sąsiadów pozwoli przywrócić w Mali porządek. Francja, dawna metropolia kolonialna, w imieniu Zachodu od dawna naciska na prezydenta Mali, by poprosił ECOWAS o zbrojną inwazję na swój kraj. Prośba taka ułatwiłaby ONZ udzielenie błogosławieństwa i wręczenie sztandaru ekspedycyjnemu korpusowi, którzy przy wsparciu logistycznym i lotniczym Zachodu zniszczyłby saharyjski kalifat Al-Kaidy. Tym pilniej, że dżihadyści nie tylko przygotowują się na pustyni do obrony przed inwazją, ale poszerzają granice swojego kalifatu i 1 września zdobyli miasto Douentza, podchodząc na zaledwie niespełna 200 km pod Mopti, jedno z najważniejszych miast malijskiego południa.

Chrześcijańscy misjonarze z południa Mali, prosząc o zachowanie anonimowości, przyznali w rozmowie z PAP, że sprzymierzeni z Al-Kaidą malijscy dżihadyści z ugrupowania Obrońcy Wiary, od wielu tygodni także na południu kraju agitują muzułmanów przeciwko Zachodowi i przekonują do wprowadzenia w Mali rządów szarijatu.

jl, PAP

Czytaj także

 0