Poderżnął żonie gardło. Zapoczątkował rewolucję

Poderżnął żonie gardło. Zapoczątkował rewolucję

Dodano:   /  Zmieniono: 
 
Przewodniczący Rady Szariatu na Zachodnim Brzegu Jordanu Jusef Adais chodził po islamskich sądach i pytał palestyńskie kobiety, które tam spotkał, co chcą załatwić, na czym polega ich problem. Wiele z nich walczyło od lat o rozwód. Adais postanowił im pomóc.

Małżeństwa i rozwody w Autonomii Palestyńskiej, podobnie jak w Izraelu, podlegają religijnym sądom, nie ma bowiem świeckich ślubów. Zarówno w sądach rabinicznych, muzułmańskich, jak i chrześcijańskich rozwód nie jest prostą sprawą. 27-letnia Palestynka Nancy Zaboon, matka trójki dzieci, próbowała się rozwieść przez blisko 10 lat. Mąż bił ją regularnie, Zaboon trafiała do szpitala, a sąd oddalał prośbę o rozwód, bo mężczyzna za każdym razem obiecywał poprawę. W lipcu mąż, rzekomo broniąc honoru rodziny, poderżnął żonie gardło na oczach sklepikarzy i przechodniów na rynku w Betlejem.

Ochrona honoru i rodziny

Morderstwo Zaboon sprowokowało debatę o prawach kobiet. W zeszłym roku prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmud Abbas zmienił przepisy traktujące dotąd "ochronę honoru rodziny" jako okoliczność łagodzącą. Teraz morderstwa "honorowe" są karane tak samo jak wszystkie inne. Wchodzące właśnie w życie przepisy, zainicjowane przez szejka Adaisa, mają ułatwić rozwody palestyńskim muzułmankom z Zachodniego Brzegu. Choć według wielu działaczek broniących praw kobiet są krokiem w dobrym kierunku, nie znoszą całkowicie prawnej dyskryminacji.

Mężczyzna może rozwieść się w każdej chwili. Jeszcze do zeszłego tygodnia wystarczyło, że oświadczył, iż się rozwodzi. Teraz rozwód musi oficjalnie zarejestrować w sądzie, żeby był ważny. Kobiecie daje to szanse na ubieganie się o swego rodzaju alimenty - pieniądze obiecane jej w kontrakcie małżeńskim zawieranym przed ślubem.

Znęcanie się powodem do rozwodu

Najważniejsze zmiany wprowadzone przez szejka Adaisa dotyczą prawa kobiet do występowania o rozwód w islamskich sądach - żony nie muszą na wstępie niczego udowadniać, wystarczy, że zeznają, iż mąż się nad nimi znęca. - Szejk Adais zdjął z kobiet ciężar udowadniania przed sądem, że są źle traktowane przez mężów. To często bywało trudne. Bicie można udowodnić po obdukcji, ale jak wykazać psychiczne znęcanie się? Teraz, jeśli kobieta w sądzie twierdzi, że jest źle traktowana, powinna dostać rozwód - mówi Soraida Husajn, szefowa jednej z największych palestyńskich organizacji kobiecych WATC (Women's Affairs Technical Committee).

Dodaje, że ma to ogromny związek z sytuacją finansową kobiet, z których zaledwie 14 proc. jest formalnie zatrudnionych. Pozostałe albo pracują na czarno za niskie wynagrodzenie albo prowadzą dom. - Większości kobiet nie stać na to, żeby powiedzieć mężowi: idź do diabła, żeby zatrudnić prawnika, który pomoże przeprowadzić rozwód, czy żeby zrezygnować z kontraktowych alimentów - podkreśla szefowa WATC.

Małżeński koszmar

Kobiety często rezygnują z obiecanych w przedmałżeńskim kontrakcie pieniędzy, byle tyko dostać rozwód. 32-letnia Palestynka, która ukrywa się pod pseudonimem Ahlam, nigdy nie opowiedziała swojej rodzinie o tym, co przeszła podczas 12 lat małżeństwa. Gdy miała 17 lat przyjaciel starszego brata poprosił o jej rękę. - Jak każda dziewczyna marzyłam o pięknym weselu, o białej sukience, więc mimo sprzeciwu rodziców, którzy uważali, że jestem za młoda i powinnam najpierw skończyć szkołę, uparłam się, by wyjść za mąż - opowiada.

Jej małżeństwo zamieniło się szybko w koszmar - mąż zaczął ją bić, miał problemy ze znalezieniem pracy, brał narkotyki, potem bił też dzieci. Gdy krewni zobaczyli ją z podbitym okiem, tłumaczyła, że uderzyła się o drzwi. Bała się, że w wyniku rozwodu straci dostęp do trójki swych dzieci. Ahlam trafiła kilka razy do szpitala, mąż trwale uszkodził jej wzrok.

Powrót do szkoły

Po 12 latach mężczyzna oświadczył, że się z nią rozwodzi, pobił ją i zadzwonił po jej rodzinę, żeby zabrali Ahlam. Potem próbował ją przekonać by wróciła, ale ona zaczęła toczyć walkę w sądzie, by ich rozwód został zalegalizowany. Sądowa batalia trwała trzy lata - Ahlam próbowała udowodnić, że jej mąż powiedział, że się z nią rozwodzi. Była to wciąż prostsza ścieżka wydostania się z małżeństwa, niż udowadnianie, że się nad nią znęcał. Ahlam wróciła do szkoły, dwa lata temu zdała maturę, zaczęła studia. Jej najstarsze dziecko - 13-letni chłopiec - czasem potajemnie ucieka z domu ojca i przychodzi ją odwiedzić, obiecuje matce, że kiedy młodsze rodzeństwo podrośnie, to je też przyprowadzi. Dziećmi zajmuje się teraz teściowa Ahlam.

Fikcyjne małżeństwa?

Dla Ahlam, która w końcu wywalczyła rozwód, ważniejsze są zmiany przepisów o opiece nad potomstwem po rozwodzie. Nowe zasady, również wprowadzone przez szejka Adaisa, mają ułatwić matkom dostęp do dzieci. - Podczas spotkania naszej organizacji z szejkiem Adaisem spytałam go, dlaczego zdecydował się na wprowadzenie zmian. Powiedział, że odwiedzał różne sądy religijne i pytał napotkane tam kobiety, na czym polega ich problem. Wiele z nich to były młode dziewczyny, które zawarły kontrakty małżeńskie, ale nie przeprowadziły się do domów męża, nie miały wesela, nie doszło do skonsumowania małżeństwa. W praktyce były ledwie zaręczone, ale prawnie były poślubione - opowiada Husajn.

Pieniądze za rozwód

Szefowa WATC chwali szejka za zmianę przepisów dotyczącą zaręczonych kobiet. Jeśli nie odbył się jeszcze ślub i narzeczeni nie mieszkają razem, kobieta może teraz od ręki żądać rozwiązania kontraktu małżeńskiego. Wiele młodych dziewczyn było szantażowanych przez swoich narzeczonych, którzy za rozwiązanie kontraktu żądali okupu. - Szejk w sądach spotkał na przykład kobietę, która od sześciu lat czeka na rozwiązanie kontraktu. Jej "narzeczony" zdążył już założyć nową rodzinę, ale bez pieniędzy nie chciał dać jej rozwodu - opowiada Husajn.

- Nie wszystkim podoba się to, co robi szejk. Wielu sędziów było przeciwnych zmianom, krytykowały je również działaczki z organizacji kobiecych jako niewystarczające. To podejście bardzo elitarne, bo dla zwykłych kobiet te reformy mają ogromne znaczenie - uważa szefowa WATC. Gdy opowiada o zmianach przepisów, kobieta sprzątająca korytarz w siedzibie organizacji zagląda do biura i pyta czy to oznacza, że i ona może się teraz rozwieść. "Nie chcę żadnych pieniędzy, chcę jedynie uwolnić się od męża" - mówi.

jl, PAP