Amerykanie w niebezpieczeństwie? Obama rozmawia z przywódcami Libii i Egiptu

Amerykanie w niebezpieczeństwie? Obama rozmawia z przywódcami Libii i Egiptu

fot. EPA/PAP
W związku z atakiem na konsulat USA w libijskim Bengazi i antyamerykańskimi protestami w Kairze, prezydent Barack Obama rozmawiał w środę wieczorem z przywódcami Libii i Egiptu o wzmocnieniu współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa - podał w czwartek Biały Dom.

Amerykański prezydent wezwał libijskie władze do współpracy z Waszyngtonem w celu zatrzymania i doprowadzenia przed oblicze wymiaru sprawiedliwości sprawców ataku w Bengazi, w którym zginęło czterech amerykańskich dyplomatów, w tym ambasador. Waszyngton i Trypolis uzgodniły, że będą współpracować w czasie śledztwa. Libijskie władze utworzyły niezależną komisję mającą zbadać atak na konsulat.

Atak w Bengazi i antyamerykańskie demonstracje w Kairze wywołał antyislamski film +Innocence of Muslims+ (Niewinność muzułmanów), którego fragmenty można obejrzeć na YouTubie. Dwugodzinny film przedstawia Mahometa jako oszusta i nieodpowiedzialnego kobieciarza, który aprobował molestowanie seksualne dzieci.

Przedstawiciel amerykańskich władz powiedział agencji Reutera, że armia USA kieruje w stronę libijskiego wybrzeża dwa okręty niszczycielskie, co - według niego - ma zapewnić administracji Obamy elastyczność na wypadek ewentualnych działań przeciwko celom w Libii. Do Libii wysłano również antyterrorystyczną ekipę z korpusu piechoty morskiej; Waszyngton ewakuował również do Trypolisu cały personel placówki konsularnej w Bengazi.

W rozmowie telefonicznej z prezydentem Egiptu Mohammedem Mursim prezydent USA zwrócił się ponadto o poszanowanie zobowiązań w sferze ochrony placówek dyplomatycznych USA i ich personelu.

Od wtorku przed ambasadą USA w Kairze demonstrują setki Egipcjan. W środę doszło do starć demonstrantów z siłami bezpieczeństwa. Policjanci oddali strzały ostrzegawcze i użyli gazu łzawiącego, by wyprzeć demonstrantów spod ambasady w kierunku placu Tahrir. Protestujący obrzucili funkcjonariuszy kamieniami i butelkami z benzyną. Sześciu policjantów zostało rannych, obrażenia odnieśli również demonstranci; wielu z nich trafiło do aresztu.

"Prezydent powiedział (Mursiemu), że odrzuca wszelkie próby oczerniania islamu. Podkreślił zarazem, że nigdy nie będzie usprawiedliwienia dla przemocy wobec niewinnych i działań, które zagrażają amerykańskiemu personelowi dyplomatycznemu i placówkom" - poinformował Biały Dom.

W telewizyjnym oświadczeniu w czwartek Mursi powiedział, że popiera pokojowe protesty, ale błędem jest atakowanie ludzi albo ambasad. Zapowiedział, że będzie chronił cudzoziemców w Egipcie i potępił atak, który doprowadził do śmierci Amerykanów w Libii.

Jak zauważa Reuters, istnieje zagrożenie, iż przemoc, podsycona antyamerykańskimi nastrojami w Bengazi i Kairze, rozprzestrzeni się na inne kraje regionu. Policja użyła gazów łzawiących wobec rozwścieczonych demonstrantów przed ambasadą USA w Tunezji; kilkaset osób protestowało również przed ambasadą USA w Sudanie oraz w Jemenie. W Maroku kilkudziesięciu protestujących paliło amerykańskie flagi i wznosiło antyamerykańskie slogany przed konsulatem USA w Casablance. W obawie przed zamieszkami w kraju wizytę w Norwegii przełożył prezydent Afganistanu Hamid Karzaj, decydując się na pozostanie w Kabulu.

Na czwartek zaplanowano manifestację w Teheranie przed ambasadą Szwajcarii, która reprezentuje interesy USA w Iranie.

eb, pap

Czytaj także

 2
  • CZYTELNIK   IP
    USA z IZRAELEM sami dolewaja bezyny do ognia i bedzie coraz to gorzej i niebezpiecznie tylko ludzie niewinni ucierpia.Nastepny ZSRR
    • RODAK   IP
      I wcale sie nie dziwie ze USA polityka zaczyna byc podobna do ZSRR,ludzie maja juz dosc polityki IZRAELSKO AMERYKANSKIEJ i wyglada nato za to nie koniec sami Amerykanie z Izraelem dolewaja benzyny do ognia