Dziewczyny od kotów

Dziewczyny od kotów

Dwa ważne debiuty – płyty Asi i Kotów oraz Drekotów. Piękne i osobne, jak dziewczyny, które stoją za tymi projektami. Innymi od wszystkiego, co dzieje się w polskiej muzyce.
Dzieli je wszystko, łączy jedno – w obu projektach działają dziewczyny z klasycznym wykształceniem muzycznym. Joanna Kuźma (Asia i Koty) grała na fortepianie, potem sięgnęła po gitarę. Zanim zaczęła karierę solową, była wokalistką zespołu Folder. Ola Rzepka z Drekotów skończyła liceum muzyczne i studia na wydziale kompozycji, interpretacji, edukacji i jazzu. Tak jak jej koleżanki z zespołu (skrzypaczka i pianistka Magda Turłaj, wokalistka Zosz Chabiera) – multiinstrumentalistka, gra na perkusji, śpiewa, jest autorką tekstów i muzyki.

Wokół eterycznej songwriterki z Trójmiasta Asi Kuźmy zrobił się szum w marcu tego roku, gdy z Szymonem Albrzykowskim zaśpiewała „Czarnobrązowy jest orzech laskowy” z płyty „Nasiono Swap Singers” – utwór był hitem radiowej Trójki. Na solowej płycie Asi, „Miserable Miaow”, która ukazuje się właśnie nakładem Nasiono Records, jej głos brzmi podobnie jak w tamtej piosence: miękko, naturalnie. Ale tutaj otrzymał sowite wspomaganie producenckie Karola Schwarza. Między innymi dzięki temu płyta przynosi skojarzenia ze znakomitymi projektami z początkulat 90., skupionymi wokół wytwórni 4AD, jak choćby His Name Is Alive. Asia jednak nie daje się przerobić na cudzą modłę. Nie chce nawet mówić o inspiracjach. – Album nagrywałam sama, w domu, i to dało mi dużą swobodę. Mogłam trochę poszaleć – opowiada. Producent dostarczył jej sprzęt i mikrofony. Wstępne miksy też zrobiła sama. Wtedy też zaczęła zmieniać kierunek muzycznych poszukiwań. – Piosenki pisałam przez wiele miesięcy – mówi. – Wiele się w tym czasie zmieniło, teraz zaczynam komponować utwory na drugą płytę, przygotowuję się do koncertów. (Pierwszy – na festiwalu Warszawski Underground Jazzowy w Warszawie 10 listopada).

Z „Miserable Miaow” wieje szlachetnym kosmopolityzmem. Patronką Asi jest Cat Power, którą odkryła jako 12-latka, i królowie freak i neo folku – Joanna Newsom, Devendra Banhart czy Bon Iver. Fani mogą być zawiedzeni, że na krążku nie znalazło się więcej utworów akustycznych, ale właśnie dlatego płyta może być dla wszystkich zaskoczeniem. Minimalistyczny debiut nie naśladuje zjawisk, które w polskiej muzyce ostatnich lat próbowały w autorskim stylu przybliżyć nam Julia Marcell, Nathalie And The Loners, Ballady i Romanse czy Indigo Tree. „Miserable Miaow” robi raczej wrażenie krótkiego, lecz intensywnego snu, który trudno sobie dokładnie przypomnieć. Zostaje tylko pamięć pięknej muzyki. Płyta dobrze opisuje postać samej autorki – wrażliwej i skrytej.

Ola Rzepka ma inną strategię: każdy projekt, w który się angażuje, to muzyczne perpetuum mobile. Interesują ją muzyka współczesna, taniec, poezja, malarstwo. Równie witalna jak artystka jest płyta Drekotów. Tak surowej, a jednocześnie wdzięcznej muzyki nie było u nas od czasu gdańskiej alternatywy lat 80., szczególnie zespołu Oczi Cziorne. Ola i jej koleżanki z zespołu mają jednak bardziej eksperymentalne i intuicyjne podejście do materii dźwiękowej. Kilka miesięcy temu po internecie hulał singel „Masłem”. To był tylko przedsmak różnych gier brzmieniowych i słownych, które pojawiają się na debiutanckiej „Persentynie”. To muzyka pozornych sprzeczności: perkusja akustyczna zestawiona jest z elektroniką i klawiszami, ludowa melodyka z punkowym brzmieniem podkładów, a na minimalistycznym, silnie zrytmizowanym tle rozkwitają poetyckie frazy tekstów Oli. Mieszanka klei się w hipnotyzującą masę dźwięków, jakiej w polskiej muzyce nie było. – Grając własne utwory, nie jestem niczym ograniczona. Ale tym bardziej bywam krytyczna wobec siebie – wyjaśnia.

Nadal ciężko jej uwierzyć, że gra w dwóch zespołach z gitarzystą Raphaelem Rogińskim, co uważa za nobilitację. – Patrząc z perspektywy czasu, przełom dokonał się we mnie podczas studiów w Kopenhadze, gdzie szlifowałam grę pod okiem wspaniałej Benity Haastrup – mojej jedynej nauczycielki perkusji. Drugim przełomem było założenie własnego zespołu, wzięcie za niego odpowiedzialności – wylicza Rzepka.

Na pytanie, dlaczego osiem lat temu, już jako wykształcony muzyk, zabrała się do gry na perkusji, odpowiada: – A dlaczego nie? W tym instrumencie fascynują mnie możliwości ekspresyjne, począwszy od niemal nieograniczonego spektrum dynamicznego, aż do przekraczania możliwości własnego ciała, wyrażania się ruchem poprzez dźwięk.

Do premiery „Persentyny” jest jeszcze trochę czasu (6 listopada), ale Ola już ma nowe pomysły. Ostatnio pochłania ją muzyka instrumentalna, choć nie traci zainteresowania dobrymi tekstami po polsku. Jak mówi: – W czasach, w których większość artefaktów jest mielonką mielonki, oryginalność staje się jedną z najbardziej pożądanych cech twórczości.
Okładka tygodnika WPROST: 43/2012
Więcej możesz przeczytać w 43/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także