Pół żartem, pół serio

Pół żartem, pół serio

Prima aprilis w polskiej prasie
Krakowska Wytwórnia Filmów Fabularnych rozpoczyna działalność od nakręcenia filmowej wersji "Ogniem i mieczem" - informowała "Gazeta Krakowska" 1 kwietnia 1978 r. Historia żartu primaaprilisowego w prasie polskiej ostatniego półwiecza to zapis ludzkich tęsknot i rozczarowań. Dowcip drukowany 1 kwietnia nie mógł zbytnio odbiegać od rzeczywistości, bo od razu by go rozszyfrowano. Zazwyczaj zapowiadał rzeczy teoretycznie osiągalne, których można się było spodziewać lada dzień. Były one jednak nierealne.
Taki żart groteskowo wyglądał na łamach przesyconej kłamstwem i propagandową papką prasy lat 50. "Życie Warszawy" w 1950 r. w "depeszy primaaprilisowej" zestawiło wypowiedzi Winstona Churchilla z 1942 r. o konieczności postawienia przed sądem wszystkich przestępców hitlerowskich z fragmentami jego powojennych przemówień, w których domagał się położenia kresu takim "głupstwom" i żądał uzbrojenia "reakcyjnych" Niemiec.
Odwilż w dowcipie primaaprilisowym drugiej połowy lat 50. przyniosła pomysły związane z rozrywką i zaczątkami "małej stabilizacji". W 1958 r. "Sztandar Młodych" zapowiadał eliminacje do konkursu Sir Polonia - na najpiękniejszego mężczyznę kraju. Znamienny był skład jury: Maja Berezowska, Magdalena Samozwaniec, Stefania Grodzieńska oraz "red. Przetakiewicz z ramienia akcji odnowy moralnej PAX-u". Licznej grupie zainteresowanych dorabianiem metodami chałupniczymi do państwowej pensji podawano w kąciku porad instrukcje, jak hodować nietoperze w skrzynkach po bułgarskich pomidorach. Złośliwość tego dowcipu polegała na tym, że sklepy, w których sprzedawano bułgarskie pomidory, były surowo zobowiązane do zwrotu skrzynek w hurtowniach.
Żarty pojawiające się w latach 60. wyrażały coraz silniejsze tęsknoty rodaków do "lepszego życia". 1 kwietnia 1961 r. "Sztandar Młodych" zapowiadał uruchomienie samoobsługowych sklepów jubilerskich. Rok później swoje propozycje dowcipów zaprezentowali na tych łamach czytelnicy. Proponowali na przykład zamieszczenie ogłoszenia matrymonialnego, że bogaty cudzoziemiec szuka kandydatki na żonę, a następnie umawia się na spotkanie z kilkoma paniami. Można by wówczas z ukrycia obserwować, jak wykłócają się one o dostęp do "dewizowego narzeczonego". W latach 70. gazety w ramach żartu kusiły luksusami, które w dobie gierkowskiej były wprawdzie zabronione, ale jednocześnie - jak się wydawało - na wyciągnięcie ręki. W 1973 r. "Życie Warszawy" informowało, że z Turynu sprowadzono próbne fiaty 126 p w wersji kombi. Podano szczegóły konstrukcji. Nowy samochód, dłuższy o 48 cm, miał mieć wzmocnione zawieszenie tylne, rozkładane siedzenia i bagażnik o pojemności 120 l. Aby uwiarygodnić informację, wykonano nawet fotomontaż malucha kombi. W tym samym roku gazeta podała bulwersującą informację o znalezieniu w trakcie budowy Trasy Łazienkowskiej Archiwum Polskiej Akademii Literatury. Ujawnienie zgromadzonych tam dokumentów miałoby naruszyć hierarchię rodzimej literatury. W 1979 r. "Gazeta Południowa" zaryzykowała opublikowanie dowcipu o budowie pierwszego w Polsce podziemnego parkingu. Ta idea wydawała się wówczas tyleż śmiała, co realna. Podobnie jak obietnica, że za "waluty wymienialne i bony PKO" można będzie niebawem kupić w Peweksie "czasopisma dla nudzących się panów": "Art of Loving" czy "Play in the Bed".
We wczesnych latach 80. oficjalna prasa uznawała żarty primaaprilisowe za niestosowne. "Express Poznański" wprawdzie nie przygotował w 1982 r. tradycyjnego dowcipu, ale na pierwszej stronie wielkimi literami krzyczał tytuł "Albin Siwak wśród cegielszczaków". W 1983 r. "Trybuna Robotnicza" pozwoliła sobie zamieścić rysunek primaaprilisowy: śpiącego magazyniera budzą dwaj uzbrojeni napastnicy, mówiąc: "Prima aprilis, panie magazynierze. Tu ekipa antyspekulacyjna". Rok później "Gazeta Krakowska" zablefowała, że na zaproszenie "Tygodnika Powszechnego" przybył do Krakowa długoletni mieszkaniec tego miasta Sławomir Mrożek, który od lat przebywał na emigracji. Jak wiadomo, doszło do tego ponad dziesięć lat później. W epoce półek zastawionych butelkami z octem idea wielobranżowych marketów musiała się wydawać tyleż nęcąca, co absurdalna. W 1983 r. Wydział Handlu Urzędu Miasta Krakowa zapowiadał utworzenie przy placu Mariackim sklepu łączącego branże piekarską, rzeźniczą, owocowo-warzywną i księgarską. Inna wiadomość demaskowała się sama. Z Turynu docierały głosy, że Zbigniew Boniek zerwał kontrakt z Juventusem i powrócił do Widzewa, za co otrzymał od tego klubu równowartość 10 mln dolarów w złotówkach, wypłaconych oczywiście po kursie oficjalnym.
Pod koniec lat 80. pojawiły się dowcipy, które łudziły odbiorcę możliwością przekraczania "żelaznej kurtyny". W 1987 r., kiedy antena satelitarna była dobrem kosztownym i wymagającym specjalnego zezwolenia, "Słowo Polskie" w prima aprilis zamieściło instrukcję, jak ją sporządzić z aluminiowej miski. W tym samym roku we Wrocławiu miało powstać biuro podróży oferujące wycieczki do Stanów Zjednoczonych i Chin po wyjątkowo korzystnych cenach. Dwa dni pobytu na Florydzie miały kosztować 20 tys. zł i 15 dolarów (na rozwój turystyki w USA).
W latach 90. łudzenie dobrami materialnymi w dowcipie primaaprilisowym straciło na znaczeniu. Pojawiło się za to więcej spontanicznego humoru. "Super Express" przed rokiem podał w obszernym artykule opatrzonym fotoreportażem, iż sołtysem przysiółka Afryka w województwie piotrkowskim został Kuru Dembele, czarnoskóry weterynarz z Mali w zachodniej Afryce. W ten sposób epoka żartu peerelowskiego została wzięta w nawias. Przed wojną dowcip primaaprilisowy również nie opierał się na "podpuszczaniu" niedoinwestowanego czytelnika. Jego siłą była radość ze spontanicznie organizowanej draki. "Dziennik Bydgoski" zanotował wówczas, iż studenci zamienili szyldy sąsiadujących z sobą instytucji. Były nimi kiermasz wiosenny i zakład pogrzebowy.

Okładka tygodnika WPROST: 14/1999
Więcej możesz przeczytać w 14/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także