Inwestujmy, ale bezpiecznie

Inwestujmy, ale bezpiecznie

Krzysztof Sadecki
Słowo klucz to systematyczność. Tylko w ten sposób możemy zgromadzić okazały kapitał na przyszłe lata – mówi Krzysztof Sadecki, prezes New Direct Sp. z o.o.
Sytuacja finansowa w Polsce i na świecie jest niestabilna. Czy pana zdaniem powinniśmy skupić się na pomnażaniu swojego kapitału, czy raczej na jego ochronie, by nie stracić, czyli na przykład na przechowywaniu w banku?

Bierne przechowywanie pieniędzy w bankach nie jest rozsądne, pamiętajmy, że magiczne 6 proc. na lokacie obciążone jest jeszcze podatkiem, a poza tym w kraju występuje inflacja. Trzymanie pieniędzy w bankach nie przynosi więc realnie prawie żadnego zysku, a może nawet powodować kilkuprocentowe straty.

Czyli sugeruje pan inwestowanie. Tylko w co? Do złota raczej trudno Polaków ostatnio namówić.

Złoto jest bezpieczną formą inwestowania, ważne jednak, by zamiast certyfikatów klient otrzymał realny kruszec. Ma wtedy pewność, że nie został oszukany, sztabki może zabrać do domu lub zdeponować w skrytkach bankowych. Koniecznie trzeba sprawdzić, czy kruszec jest certyfikowany, ma potwierdzoną próbę złota, jakość i pochodzenie. Nie zaszkodzi też sprawdzić, czy instytucja, w której nabywamy złoto, jest nadzorowana przez KNF.

Załóżmy, że klient decyduje się na taką inwestycję. Czy biorąc pod uwagę ostatnie lata, może być spokojny o zyski?

Faktycznie, w ostatnich latach inwestycje w złoto przynosiły spore zyski. Ceny złota wzrosły w ubiegłym roku o 27 proc., a w ostatnich pięciu latach cena wzrosła o 400 proc. Trudno przewidzieć, czy taka tendencja zostanie zachowana, bo zasoby złota na świecie są ograniczone. Cały światowy potencjał tego kruszcu to około 8000 m sześc., a więc wcale nie tak dużo, biorąc pod uwagę to, że spore ilości zdeponowane są przez narodowe banki. Jednakże zgodnie z prognozami zasobów powinno wystarczyć jeszcze na 10-15 lat.

Czyli nie warto się bać po aferze Amber Gold?

Złoto wszędzie na świecie traktowane jest jak bezpieczna lokata kapitału, zarówno przez inwestorów indywidualnych, jak i instytucje. Popyt na ten kruszec nadal rośnie, tak więc zgodnie z prawami rynkowymi przy stałej podaży cena również będzie rosła. Naturalnie trzeba pamiętać, że mówimy o długim okresie, minimum kilkuletnim. Pamiętajmy też, że oprócz sztabek złoto możemy nabywać w postaci monet kolekcjonerskich – wydawanych zarówno przez NBP, jak i przez mennice. Oprócz wartości samego kruszcu dodatkowym profitem jest wartość kolekcjonerska.

Pamiętajmy o dywersyfikacji. Co oprócz złota może pan polecić?

Oczywiście – dywersyfikacja inwestycji to ważny element jej opłacalności. Istotnym instrumentem są fundusze inwestycyjne, część możemy przeznaczyć na obligacje i lokaty, część natomiast na zakup nieruchomości.

Czyli kupujemy mieszkanie w dużym mieście z przeznaczeniem na wynajem?

W mojej opinii w dzisiejszych czasach dużo bezpieczniejszą formą jest inwestowanie w grunty niż w budynki. Na rynku nieruchomości mieszkaniowych, i to właśnie w dużych miastach, nie dzieje się najlepiej. Oczywiście natychmiastowe wynajęcie zakupionego mieszkania sprawia, że kredyt praktycznie sam się spłaca, ale trudno może być za kilka lat odsprzedać taką nieruchomość ze znaczącym zyskiem. Jeżeli tylko dysponujemy wystarczającą ilością kapitału, warto zastanowić się nad zakupem ziemi w atrakcyjnym i nadal dopiero rozwijającym się regionie Polski, jakim np. są Mazury. Tereny przy jeziorach często można nadal nabyć na atrakcyjnych warunkach, a ich wartość za 10-20 lat powinna być znacznie wyższa.

Brzmi dobrze, ale na zakup gruntu trzeba jednak wyłożyć sporą sumę.

Niekoniecznie, na rynku dostępne są programy, które pozwalają stać się właścicielem gruntu już po wpłaceniu 10 proc. jego ceny. Reszta zostaje rozłożona na niskie, nieoprocentowane raty. Mechanizm ten sprawia, że znacznie większą część społeczeństwa stać na taką formę inwestycji.

Pozostają więc do omówienia fundusze inwestycyjne.

Pozostaje jeszcze wiele innych form inwestowania – chociażby dzieła sztuki, wino, diamenty, inne surowce… Możliwości jest bardzo wiele, jeżeli więc nie czujemy się wystarczająco silni i doświadczeni w tematyce inwestycji, warto zwrócić się o pomoc do dobrego doradcy, który przygotuje kilka wariantów planów inwestycyjnych, ale także obliczy możliwe do osiągnięcia realne korzyści w określonym czasie. Słowo klucz to systematyczność. Tylko w ten sposób możemy zgromadzić okazały kapitał na przyszłe lata. Warto więc postarać się ograniczyć konsumpcję bieżącą, zagwarantować sobie za to poczucie bezpieczeństwa na emeryturze.

Emerytura to również w dzisiejszych czasach pojęcie niepewne.

W Polsce nadal żywy jest obraz emerytów jako osób ubogich, kończących powoli swoje życie. W krajach zachodnich typu Niemcy czy USA dopiero na emeryturze zaczyna się prawdziwe życie. Jesteśmy wolni od codziennych obowiązków zawodowych, dzieci są odchowane, nareszcie mamy czas na to, co wcześniej się nie udawało. Emeryci w tych krajach uczą się języków, gry na instrumentach, podróżują po świecie, chodzą na kursy tańca, na jogę. Myślę, że dla większości emerytów w Polsce takie aktywności są nie do pomyślenia – i to wcale nie tylko z uwagi na brak dostatecznych środków finansowych, lecz także kwestie mentalne. Nie zmienia to faktu, że opisywane osoby w większości posiadały długofalowy system oszczędzania, który zaimplementowany przez nie został w młodości, a dzięki któremu na emeryturze stać je na podróże oraz przyjemności. Wiekowy próg aktywności zawodowej jest też w Stanach Zjednoczonych niższy niż w Polsce. Tam nikogo nie dziwi pracujący w sklepie z owocami 12-latek, u nas wydaje się to nie do pomyślenia, chociażby dla rodziców, którzy wstydziliby się, co pomyśli o nich otoczenie.

Uważa pan, że mentalność Polaków jest tutaj dużym problemem?

Ależ oczywiście, że tak! Powinniśmy uczyć swoje dzieci kultury oszczędzania od najmłodszych lat, zarówno w domach, jak i szkołach. Nauka odpowiedzialności nie powinna opierać się na modelu: „Dostajesz sto złotych i musi wystarczyć ci na cały tydzień”, tylko raczej na: „Co tydzień daję ci sto złotych. Jeżeli po trzech miesiącach uda ci się mieć oszczędności, dostaniesz dodatkową premię”. Poza tym zamiast spełniać konsumpcyjne zachcianki swoich dzieci, możemy zastosować zasadę kija i marchewki, aktywizując je do pewnych prac. Nie mówię tu o tym, by płacić dzieciom za domowe obowiązki, ale można na przykład umówić się z sąsiadem na pomoc w ogrodzie, mycie samochodu itd.

Podchwytując tematykę pracodawcy, nasi pracodawcy pomagają nam oszczędzać systematycznie?

Z pewnością niewystarczająco. Emerytalny rynek mogłyby napędzić programy emerytalne tworzone przez pracodawców, które w zachodnich firmach są standardem. Dzięki temu pracodawca zwiększa lojalność swojego pracownika, a pracownik wie, że pracodawca dba o jego przyszłość, co z kolei przekłada się na większą wydajność w całym przedsiębiorstwie. Niestety, omawiane systemy nie mają szerokiego zastosowania w Polsce. Jednym z powodów jest fiskus, który zalicza takie programy do wynagrodzeń zamiast do kosztów pracodawcy, przez co stają się one zwyczajnie nieopłacalne. Pojawiają się wprawdzie programy firm prywatnych, kierowane do przedsiębiorców na wzór zachodnich planów oszczędzania dla pracowników, rynek ten jest jednak jeszcze w Polsce niedostatecznie uregulowany.

Czytaj także

 0