Era gazu

Era gazu

Dodano:   /  Zmieniono: 
O ile wiek XIX był wiekiem pary, a XX - ropy naftowej, to XXI będzie wiekiem gazu. Gaz jest ekologiczny, wystarczy go na długo. Technologia używana przy jego wydobyciu i transporcie pozwoli na łagodne przejście do ery wodoru.
Tankowce ze skroplonym gazem LNG z Kataru, Nigerii czy Australii opływają kulę ziemską, cumują w portach Japonii, Korei, Francji czy Hiszpanii. Za dwa lata pojawią się w polskim terminalu w Świnoujściu. LNG zostanie zregazyfikowany i wtłoczony do naszego systemu gazowego. Budowane z trudem od wielu lat bezpieczeństwo energetyczne Polski w końcu stanie się faktem.

Jak to działa

Gaz w postaci skroplonej LNG (liquefied natural gas) jest dokładnie oczyszczony z dwutlenku węgla, azotu, propanu – butanu, wilgoci, helu itp. Terminal, w którym przywraca mu się postać lotną, to niezwykle skomplikowana i precyzyjna konstrukcja. Perfekcyjnej obsługi potrzebuje każdy jego element, od instalacji przeładunkowych po system rurociągów. Po dostarczeniu do terminalu regazyfikacyjnego gaz musi zostać przeładowany z metanowca. W Świnoujściu, gdzie powstaje polski terminal, gaz będzie pompowany w tempie 12 tys. m sześc. na godzinę, a to znaczy, że rozładunek nowoczesnego statku typu Q-Flex może trwać około 20 godzin.

LNG trafi rurociągami do idealnie izolowanych zbiorników. Dwa postawione już w Świnoujściu należą do powszechnie stosowanych obecnie w UE magazynów typu Full Containment – składają się w zasadzie z dwóch zbiorników: wewnętrznego wykonanego z niklu i zewnętrznego betonowego. Zbiorniki mają po 160 tys. m sześc. pojemności. Funkcjonują jak termos, utrzymując LNG w stanie minimalnego wrzenia. Przygotowanie systemu do działania wymaga aptekarskiej dokładności: ze względu na ekstremalnie niskie temperatury, przekraczające minus 160°C (to poziom wrzenia metanu, głównego składnika LNG), i związaną z tym kruchość stali, schłodzenie całej instalacji oraz dokonanie wszelkich prób technicznych i odbiorów trwa około dwóch miesięcy.

Bałtyk za zimny

Regazyfikacja polega na podgrzaniu skroplonego surowca do temperatury otoczenia, minimum do 1°C. W Świnoujściu zostanie zastosowany system ogrzewania powietrzem SCV (submerged combustion vaporiser). SCV polega na spalaniu gazu ziemnego dostarczającego ciepło, dzięki któremu odparowywany jest LNG. Wprawdzie SCV zużywa blisko 2 proc. dostarczonego gazu, jest jednak jedyną technologią, którą można wykorzystać w naszych warunkach klimatycznych.

W większości państw do podgrzania LNG używa się wody morskiej (ORV – open rack vaporizers), ale Bałtyk jest za zimny – system sprawdza się przy średniej temperaturze 7-8°C, a to znaczy, że w Polsce mógłby on działać niewiele ponad pół roku. W naszym przypadku taka technologia jest opłacalna tylko przy regazyfikacji ogromnych ilości gazu. Gdyby okazało się, że w Świnoujściu powstanie trzeci zbiornik LNG, wtedy być może wróci koncepcja ORV.

To się okaże w przyszłości, jednak już teraz Polskie LNG, który buduje terminal w Świnoujściu, bada rynek pod kątem ewentualnej rozbudowy i zwiększenia zakresu usług. Wiadomo, że oczekiwania firm są duże. LNG po przywróceniu mu postaci lotnej trafi do naszego systemu, który jest intensywnie rozbudowywany – obecnie buduje się w Polsce ponad 1000 km nowych gazociągów. Z terminalu gaz w postaci płynnej będzie też przeładowywany do cystern samochodowych, a w przyszłości być może także do kolejowych.

Nowe możliwości Nowe źródło dostaw poprawi radykalnie bezpieczeństwo energetyczne Polski. Gaz do Świnoujścia będzie płynął z różnych kierunków. Za dwa lata, kiedy w naszym terminalu pojawią się pierwsze tankowce LNG z Kataru, nastąpi jakościowa zmiana w polskiej polityce gazowej. Przepustowość polskiego terminalu wyniesie 5 mld m sześc. gazu, ale można ją zwiększyć do 7,5 mld m sześc. To sporo, bo Polska zużywa rocznie ponad 14 mld m sześc. gazu.

Rafał Wardziński, prezes Polskiego LNG, uważa, że zwiększenie przepustowości jest całkiem prawdopodobne. – Firmy elektroenergetyczne, chemiczne czy petrochemiczne coraz bardziej interesują się gazem płynnym. Może się nawet okazać, że zapotrzebowanie na LNG jest większe niż przepustowość naszego terminalu zaplanowana na 7,5 mld m sześc. – mówi Rafał Wardziński.

Możliwości Świnoujścia są tak duże, że będzie ono w stanie zaspokoić nie tylko potrzeby rynku krajowego, lecz także państw ościennych. Polski terminal może się stać za kilka lat stacją paliwową, w której będą się zaopatrywały statki napędzane LNG. To prawdopodobny scenariusz, ponieważ wkrótce zaczną obowiązywać regulacje unijne, które ograniczają emisje zanieczyszczeń na Bałtyku i Morzu Północnym. Statki będą musiały korzystać z bardziej ekologicznego paliwa, a LNG pod tym względem bije na głowę mazut czy olej napędowy. Nic nie stoi na przeszkodzie, by tankowały w Świnoujściu.

Polski terminal ma też inne mocne strony. Ponieważ jest wystarczająco duży, a do tego może być rozbudowywany, jest w stanie zasilać w LNG mniejsze instalacje regazyfikujące. Takimi małymi terminalami zaopatrującymi w gaz płynny miasta, gminy czy fabryki jest zainteresowana Skandynawia, być może powstaną one w państwach bałtyckich. Jeżeli tak się stanie, polski terminal tankowałby LNG do mniejszych statków i wysyłał do terminali w regionie. – Gaz staje się coraz bardziej popularnym surowcem na całym świecie. Wygląda na to, że obecny wiek będzie wiekiem gazu – mówi Rafał Wardziński.
Więcej możesz przeczytać w 2/2013 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0

Czytaj także