Kaczyński w spódnicy

Kaczyński w spódnicy

Krystyna Pawłowicz jest nową gwiazdą Prawa i Sprawiedliwości. A co łączy tę bezdzietną, niezamężną posłankę z Jarosławem Kaczyńskim?
Z Jarosławem Kaczyńskim łączy ją wiele. Nie tylko przywódcze usposobienie. – Nie umiem posługiwać się komputerem, nie umiem wysłać esemesa, nie mam prawa jazdy, nie umiem pływać, konto założyłam parę lat temu, gdy nie chciano mi już wypłacać honorariów w gotówce – wylicza Pawłowicz. I dodaje: – Bardzo szanuję prezesa, także za jego stosunek do rodziców, a zwłaszcza troskliwą opiekę nad matką. Stosunek do starszych ludzi jest świadectwem człowieczeństwa. Podziwiam też spokój i opanowanie, których mi czasami brakuje – opowiada.

Nakręcona

Styczeń 2013 r. Posiedzenie Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej. Komisja wybiera ekspertów. Obecna na posiedzeniu Krystyna Pawłowicz recenzuje ich, jakby byli niewolnikami sprzedawanymi na targu.
– Niech powiedzą, który jest który – mówi w pewnym momencie. Gdy eksperci zapowiadają przedstawienie swojego życiorysu, Pawłowicz mówi: – Powinni złożyć oświadczenia lustracyjne. Gdy jeden z nich deklaruje, że jest gotowy odpowiedzieć na najtrudniejsze pytania, Pawłowicz głośno komentuje: – Na pewno nie odpowie.

Obrazek ten dobrze charakteryzuje posłankę PiS, o której zrobiło się głośno po debacie na temat związków partnerskich.

– Społeczeństwo nie może fundować słodkiego życia nietrwałym, jałowym związkom osób, z których społeczeństwo nie ma żadnego pożytku, tylko ze względu na łączącą ich więź seksualną. Zjawisko związków jednopłciowych jest sprzeczne z naturą – to te słowa Pawłowicz, wygłoszone podczas debaty, rozgrzały opinię publiczną do czerwoności. I przeszły do historii.

„Nie wzywamy prof. Pawłowicz do opamiętania. Nie wierzymy w cuda. Wzywamy władze uczelni zatrudniającej prof. Pawłowicz, by upomniały swoją podwładną, wskazując choćby na zalecany przez Katechizm Kościoła katolickiego szacunek dla każdego człowieka, w tym osoby homoseksualnej czy transpłciowej” – napisało kilkudziesięciu naukowców po wypowiedziach posłanki PiS Krystyny Pawłowicz o związkach partnerskich i Annie Grodzkiej z Ruchu Palikota.

Andrzej Rozenek z Ruchu Palikota napisał nawet list do rektora Wyższej Szkoły Administracji Publicznej w Ostrołęce, gdzie posłanka wykłada prawo, by zwolnił Pawłowicz z pracy. „Jest czymś absolutnie niedopuszczalnym, żeby osoba, która publicznie porównuje transseksualną posłankę Annę Grodzką do małpy czy do konia, była dla młodzieży autorytetem” – napisał. A internauci wyciągnęli, że na jednym ze spotkań Klubów „Gazety Polskiej” powiedziała o Grodzkiej: – Jak ja widzę faceta obok siebie, to jak mogę się zwracać „proszę pani”. No jaka pani, no twarz boksera!

Natychmiast też wszyscy zainteresowali się tym, czy sama posłanka nie żyje w żadnym „jałowym” związku. Gdy okazało się, że jest samotna i bezdzietna, na Facebooku powstał profil: Mąż dla Poseł Pawłowicz. „Z troski o to, by Pani Poseł Pawłowicz nie skończyła jako jałowa persona w polskim społeczeństwie, wykorzystajmy szansę znalezienia kandydata na męża!” – napisali autorzy profilu. Fan page przez zaledwie dwie doby zebrał 10 tys. lajków. Do szukania męża posłance na swoim facebookowym profilu zachęcała też Monika Olejnik.

Spotykamy się z panią poseł w siedzibie „Gazety Polskiej”, dokąd jest zaproszona do studia telewizyjnego. Pytamy ją, czy przygotowując opinie do ustawy o związkach partnerskich, korzystała z opinii ekspertów. – Nie zawsze potrzebuję ekspertyz naukowych. Są rzeczy, które sama potrafię ocenić, na przykład zgodność niektórych projektów z konstytucją – odpowiada pewna siebie. – Kto twierdzi, że związki partnerskie są zgodne z konstytucją? Profesor Mirosław Wyrzykowski? Przecież on jest zainteresowany i zawsze pisał ekspertyzy pozytywne dla postulatów tego środowiska – odparowuje.

Pawłowicz, gdy zaczyna o czymś opowiadać, od razu się nakręca, podnosi głos, gestykuluje. W ciągu godziny do pokoju, w którym rozmawiamy, trzy razy wchodzi pracownik „Gazety Polskiej”, który prosi: – Pani poseł, pół tonu ciszej. Głos posłanki niesie się bowiem w studiu telewizyjnym, które jest za ścianą.

– To jest osoba, która zawsze wszystko wie najlepiej i wygłasza swoje opinie w sposób nieznoszący sprzeciwu – mówi Agnieszka Pomaska (PO), szefowa Komisji ds. UE, w której zasiada Pawłowicz. W komisjach, których jest członkiem, uchodzi za enfant terrible. Często przerywa, zabiera głos nieproszona, nie trzyma się dyscypliny czasowej. – Potrafi huknąć: „Cicho! Teraz ja mówię!” – dodaje Andrzej Halicki (PO), szef Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej.

Co o niej wiadomo? Urodziła się w 1952 r. w Wojcieszowie, bo tam wtedy mieszkali jej rodzice. Jednak już rok później przenieśli się do Warszawy. Przed wojną ojciec był harcerzem, w czasie wojny był w konspiracji, dostał się do obozu w Stutthofie, uciekł z drogi śmierci. Przez całe życie mieszkała z rodzicami w PRL-owskim czteropiętrowym bloku w Ursusie. Ojciec umarł 15 lat temu, teraz posłanka opiekuje się 90-letnią matką.

– Nie chcę opowiadać o sprawach osobistych – mówi. – Ale wypowiada się pani o życiu osobistym innych – mówimy. – Wypowiadam się o zjawiskach. To tak, jakby państwo spytali Jana Pawła II lub Benedykta XVI, na jakiej podstawie wypowiadają się o instytucji małżeństwa – odpowiada.

Co myśli o akcji szukania dla niej męża? – Jestem niezamężna, nie do wzięcia. A panią Olejnik zachęcam, by najpierw sobie szukała męża – śmieje się. – Wyklucza pani małżeństwo? – Proszę następne pytanie. I słyszymy to zawsze, gdy chcemy zapytać o życie prywatne. – A pani to jak taka baba: chce wszystko wiedzieć – gani nas.

W latach 70. ukończyła prawo na Uniwersytecie Warszawskim i od zakończenia studiów związana była Wydziałem Prawa UW.

W 1980 r. zapisała się do „Solidarności”. W stanie wojennym angażowała się w uniwersytet ludowy, pisała do prasy podziemnej. Na obrady okrągłego stołu została zaproszona przez kolegę prawnika Lecha Falandysza. Specjalizowała się w prawie gospodarczym. Zaproszono ją do podstolika ds. organizacji społecznych, gdzie otrzymała misję napisania ustawy o zgromadzeniach. Ustawa została uchwalona w 1990 r. przez Sejm kontraktowy.

Antypolska unia

W 1990 r. głosowała na Lecha Wałęsę i wtedy po raz pierwszy zbliżyła się do środowiska Porozumienia Centrum. O zaangażowanie polityczne otarła się tylko raz – gdy po pierwszych całkowicie wolnych wyborach w 1991 r. powstał rząd Jana Olszewskiego. Najpierw pracowała jako doradca prawny w gabinecie ministra członka Rady Ministrów Artura Balazsa, a potem krótko w Biurze Prasowym Rządu. Jednak Balazs jej nie pamięta.

To jednak m.in. ona wymyśliła, że Hanna Gronkiewicz-Waltz może być kandydatką na prezesa NBP. – Zastanawialiśmy się, kto mógłby być kandydatem spoza środowiska UD. Wraz z Leszkiem Falandyszem przypomnieliśmy sobie o Hance Waltz, która pisała pracę o roli banku centralnego w gospodarce rynkowej. Tak więc to ja ją wymyśliłam, dziś mogę powiedzieć niestety. A potem z jej powodu straciłam pracę na UW, bo odebrała mi wszystkie zajęcia – mówi.

Nieznana nikomu Hanna Gronkiewicz- Waltz była dwukrotnie zgłaszana przez ówczesnego prezydenta Lecha Wałęsę jako kandydatka na prezesa NBP. Za drugim razem się udało i w 1992 r. stanęła na czele banku centralnego. Przez kilka lat Hanna Gronkiewicz-Waltz zapraszała Krystynę Pawłowicz na obiady w rocznicę swojego wyboru. Obie pracowały od lat 70. w tym samym zakładzie na Wydziale Prawa UW.

Jarosława Kaczyńskiego poznała już przy okrągłym stole. Potem pracowała jako ekspert sejmowy. – Po katastrofie smoleńskiej pan prezes Kaczyński zaprosił mnie i zaproponował kandydowanie – mówi. Wcześniej była trzykrotnie kandydatem PiS do Trybunału Konstytucyjnego, ale przepadała.

Jej zaproszenie na listy było elementem strategii prezesa PiS z 2011 r., który chciał wzbogacić klub parlamentarny o ludzi z tytułami naukowymi. Stąd w Sejmie znalazły się takie osoby jak prof. Jerzy Żyżyński czy właśnie Pawłowicz. – Szanuję bardzo prezesa Kaczyńskiego, który potrafi prezentować stanowisko w różnych sprawach w sposób jasny i uczciwy – mówi Pawłowicz „Wprost”.

Z PiS łączyła ją od dawna bliska współpraca z mediami o. Rydzyka, od lat bywała gościem anteny Radia Maryja. Była jednym z rzeczników antyeuropejskiej linii tych mediów. – Jestem niechętna akcesji Unii Europejskiej, bo stoję na gruncie polskiej konstytucji – mówi. – Ludzie mówią, że mamy korzyści finansowe związane z wejściem do Unii. Jakie korzyści? Za ile można Polskę sprzedać? W ciągu dziesięciu lat UE odniosła znacznie większe korzyści niż my. Obecnie w Polsce nie ma żadnego większego przemysłu i bardziej znaczącej marki. Państwo po akcesji zostało pozbawione możliwości prowadzenia suwerennej polityki gospodarczej. Dlaczego państwo nie miałoby wesprzeć swojego przemysłu stoczniowego? Dlaczego doprowadziło go do ruiny, na polecenie jednego z komisarzy unijnych, który kazał podzielić majątek stoczni na drobne części, by niemożliwe było odrodzenie się tego przemysłu – argumentuje. – Ale na podstawie traktatu lizbońskiego z UE można wyjść – zauważamy. – Niech państwo spróbują. Można wyjść, ale z torbami – odpowiada.

– Znam Krysię od 30 lat. Ona zawsze szła pod prąd, zawsze. Zawsze miała bardzo oryginalne poglądy np. była absolutnie przeciwna wstąpieniu Polski do UE i artykułowała to na radach wydziału, dyskusjach naukowych – opowiada prof. Piotr Kruszyński, karnista, z którym Pawłowicz przez lata pracowała na UW.

Dziś trudno znaleźć w PiS, a tym bardziej w innym klubie osobę, która byłaby z Pawłowicz blisko prywatnie. Dlaczego tak jest, częściowo tłumaczy to, że cały wolny czas poświęca opiece nad schorowaną matką. – Jakie mam hobby? Moim hobby jest dobro mojej mamy – mówi. Po tych słowach z posłanki nagle opada maska pewności siebie. Nie potrafi powstrzymać łez…

Po chwili wraca jednak do poprzedniego, trochę za głośnego, tonu. – W młodości moim hobby była lekkoatletyka, byłam w pierwszej setce sprinterek Polski na początku lat 70. Otrzymałam nawet pierwsze kółko olimpijskie do Monachium i byłam objęta programem przygotowań do olimpiady. Niestety, zmarł mój trener i wyczynowe uprawianie sportu zakończyłam.

Nie chcę do rządu

Nie jest członkiem PiS. – Wstąpi pani do PiS? – pytamy. – Nie widzę powodu. Ludzie, którzy całe życie zajmowali się nauką, z trudnością poddają się procedurom partyjnym. Jestem lojalnym członkiem klubu, ale w jednym nie będę lojalna – gdybym miała głosować za dalszą integracją z UE. Z dominującymi w PiS poglądami różni ją jeszcze to, że jest przeciwniczką kary śmierci.

– Czy dopuszcza pani objęcie kiedykolwiek stanowiska rządowego, gdyby PiS wygrało wybory? – pytamy. – To w ogóle nie wchodzi w rachubę. Nie mam odpowiedniego usposobienia ani przygotowania, by kierować większymi strukturami czy zespołami ludzi.

Krzysztof Szczerski, który uchodzi w klubie PiS za jednego z najbliższych współpracowników Pawłowicz, uważa, że jest teraz niesprawiedliwie atakowana. – Trzeba docenić to, że nie jest osobą z plastiku. Jeżeli już, to z żelaza – mówi.
Okładka tygodnika WPROST: 6/2013
Więcej możesz przeczytać w 6/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 2
  • oszukany IP
    Jest bardzo mądrą osoba, niesłusznie jej się przyprawia gębę, proszę obejrzeć i posłuchać o czym, i jak mówi o dzisiejszej rzeczywistości do "niedzisiejszych dziennikarzy" manipulatorów, jestem pełen podziwu, życzę powodzenia i wytrwałości więcej nam polakom takich ludzi potrzeba, to może by ta Polska była Polską.
    • Grisza IP
      Mysle ze z Jaroslawem by pasowala.