Szara strefa na szary koniec

Szara strefa na szary koniec

Dodano: 
Polska gospodarcza szara strefa zaczyna rozmiarami przypominać ogromną szarą dziurę, w której - niczym w czarnej dziurze - znikniemy pewnie wkrótce wszyscy co do jednego.


Polska gospodarcza szara strefa zaczyna rozmiarami przypominać ogromną szarą dziurę, w której - niczym w czarnej dziurze - znikniemy pewnie wkrótce wszyscy co do jednego. Na razie zniknęła w szarej dziurze prawie trzecia część produktu krajowego brutto Polski, czyli wiele firm, ale nasi przedsiębiorcy nie powiedzieli jeszcze w tej sprawie ostatniego słowa. Szarzy z wściekłości - bo dławieni przez idiotyczne prawo pracy, przez wysokie, ustawicznie rosnące podatki i składki ubezpieczeniowe, przez szalejącą biurokrację - biznesmeni jeden po drugim schodzą do gospodarczego podziemia.
Razem z przedsiębiorcami do podziemia schodzą klienci ich firm. Już ponad połowa Polaków szaraków deklaruje, że korzysta z usług szarej strefy. Kupujemy ubrania, meble i płyty wyprodukowane w szarej strefie, korzystamy z usług malarzy, korepetytorów, lekarzy, pomocy domowych z szarej strefy. Ucieczka z PRL, która była jedną wielką szarą strefą - do białej strefy, którą miała być III RP - nie powiodła się w stu procentach; miliony Polaków szaraków, od lat robionych na szaro przez polityków, pracują na czarno, a kilkanaście milionów Polaków korzysta z ich usług, umykając w ten sposób przed tym samym, zabójczo żarłocznym fiskusem.
Budową polskiej szarej strefy, i to na skalę przemysłową, od lat zajmują się - wspólnie i w porozumieniu - kolejne rządy, parlamenty, prezydenci i ich szare eminencje (vide: "Parlament brakorobów"). "Szara strefa, podziemna gospodarka, shadow economy - to określenia tej samej choroby gospodarki i państwa: nowotworu, który w zaawansowanej postaci może drążyć i w końcu zniszczyć to, co najcenniejsze w rynkowym świecie - mechanizmy wolnej konkurencji" - napisali Jan Piński i Krzysztof Trębski, autorzy artykułu "Zrobieni na szaro", cover story tego numeru "Wprost". Jak więc potraktować budowniczych naszej szarej strefy: jak winowajców, którzy świadomie niszczą własny kraj, za co należy się im surowa kara, czy też jak nieświadomych swej szkodliwości dziwaków albo ludzi chorych, którzy powinni szybko zostać poddani przymusowemu leczeniu?
Przepis na zdrową dla gospodarki, czyli możliwie jak najmniejszą, szarą strefę jest prosty jak przepis na szczupaka na szaro: wystarczy uprościć system podatkowy i obniżyć podatki (najlepiej zafundować sobie podatek liniowy), dorzucić do tego niskie składki ubezpieczeniowe i trochę drobno pokrojonej biurokracji, a całość posolić liberalnym kodeksem pracy. Pytanie tylko, czy rządzący już dojrzeli do przyrządzenia nam tej pożywnej potrawy i czy wreszcie użyją w tym celu mózgu, a więc szarych komórek, i zamienią szare na złote, czyli radykalnie zmniejszając rozmiary szarej strefy, ograniczą ryzyko wpadnięcia przez nas wszystkich do szarej dziury, czy też nadal używać będą tego, co ma w głowie minister Kołodko. "Kierownictwo Ministerstwa Finansów zdaje się podążać w przeciwnym kierunku niż redukujący podatki Rosjanie. O obniżkach podatków nie słychać, w zamian serwuje się nam ustawę zwiększającą represyjne uprawnienia kontroli skarbowej. Ta droga wiedzie wprost do ukrainizacji naszej gospodarki - w ojczyźnie Kuczmy w szarej strefie powstaje 50 proc. PKB i 66 proc. dochodów osobistych" - konkludują Jan Piński i Krzysztof Trębski. Nie mylą się, więc albo to my wreszcie wyeliminujemy z życia publicznego naszych szarolatanów, albo to oni nadal będą nas robić na szaro, aż w końcu polska gospodarka wyląduje na szarym końcu europeletonu. I to będzie nasz szary koniec.
Okładka tygodnika WPROST: 5/2003
Więcej możesz przeczytać w 5/2003 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0