Odpowiedź szpiega

Odpowiedź szpiega

Vincent Severski – były szpieg, a obecnie pisarz, autor książek szpiegowskich – odpowiada na publikację fragmentów jego teczki przechowywanej w IPN. Wyjątki dokumentów pojawiły się na blogu „Lustrator Polski” w Salonie 24.

Już kiedy napisałem pierwszą stronę „Nielegalnych”, wiedziałem, że zainteresuje się mną Salon 24, chociaż go wtedy jeszcze nie było na świecie. Im bardziej brnąłem w książkę, tym bardziej narastało we mnie podniecające napięcie, co będzie dalej, jeżeli ktoś zdecyduje się na jej wydanie. Pisanie książek zawsze było moim marzeniem, ale nie potrafiłem sobie jeszcze wyobrazić konsekwencji swojej twórczości. Parcie na pióro i papier miałem jednak większe niż zdolność mimikry wykształconą przez prawie 30 lat służby. Szybko zrozumiałem, że tego nie da się pogodzić i pisarz wydający książki musi bronić swoich bohaterów, których sam przecież stworzył. Ergo szpieg-pisarz to sprzeczność: konspirator i ekshibicjonista.

Jedną konsekwencję jednak przewidziałem. Było to wyjątkowo łatwe w moim przypadku. Wiedziałem, że opis mojego życia zawodowego znajduje się w IPN, bo sam różne akta tam przesyłałem. Wiedziałem doskonale, że z chwilą ukazania się mojej powieści również cena moich akt wzrośnie i tylko kwestią czasu będzie ich upublicznienie. Pewien znajomy dziennikarz powiedział mi podczas wywiadu: „Napisałeś dobrą powieść, ale nie licz na sympatię dziennikarzy. Większość z nas przez całe życie marzy, by napisać taką książkę, a tu nagle taki esbek wyskoczył”.

Niedawno serwis Salon 24 opublikował moje akta. Pozwoliłem sobie zalinkować je na swój fanpage. To niezwykłe doznanie zobaczyć siebie sprzed 30 lat. Wielu spraw już nie pamiętam, uciekły mi szczegóły, przeszłość zaszła mgłą. Świat przewrócił się do góry nogami, co dla jednych kiedyś było dobre i sprawiedliwe, dzisiaj jest złe lub wątpliwe, i na odwrót. Jednak moja teczka personalna jest absolutnie prawdziwa, dokumentalna w każdym calu. To obraz młodego oficera wywiadu w czasach wielkiego przełomu. Takim widzieli mnie przełożeni i ten obraz nie jest daleki od tego, jaki chciałem być. Suche oceny, trochę sztampowe, prosty opis człowieka, szpiega. W rzeczywistości nie oddaje on całej głębi życia 26-latka, ma jednak niezaprzeczalną wartość i warto się w nią wczytać. Jestem wdzięczny portalowi, że zdecydował się na tę publikację. Szkoda tylko, że tak późno. Przypomniałem sobie wiele spraw, wróciły emocje. Niezwykłe doznania, jakby film cofnął się do tytułu, jakbym znalazł na strychu pudełko ze starymi zdjęciami.

Rozumiem, że intencją autorów było zdyskredytowanie mnie jako esbeka i komucha. Nie liczę specjalnie na czytelników tego forum, ale ludzie czytają też inne media i jeżeli ktoś uważnie śledził moje wypowiedzi, to prawie wszystko, co pamiętałem, już powiedziałem. Teraz powiem więcej, bo przypomniałem sobie wiele spraw z tamtych lat, a uczestniczyłem w tworzeniu historii tego kraju przed i po 1989 r.

Od roku prowadzę blog na Wprost.pl, w którym staram się piętnować głupotę, ksenofobię i nietolerancję. Siłą rzeczy ostrze moich tekstów jest skierowane w określone środowiska polityczne. Spotykam się z bardzo żywym i pozytywnym odzewem ze strony czytelników. Wszyscy dobrze wiedzą, kim byłem i kim jestem. A jestem tym, kim jestem, nie udaję nikogo innego. Zawsze chciałem opublikować swoją teczkę z IPN, ale nie miałem dostępu do archiwum. Za kopie dokumentów trzeba nawet coś płacić, a ja jestem skąpy (czego nie uwzględniono w mojej charakterystyce). Przez ten czas nie doczekałem się swojej antologii, chociaż wisiała w powietrzu. Wszyscy już mieli, a ja nie. A teraz IPN jest już mocno passé. Na kilometr czułem, że lada chwila, już-już. I nic! Od dawna na Facebooku zbierały się nade mną ciemne chmury, ale deszczu niestety nie było. Tak, moje teksty na blogu i fejsie zawierały też mały, podły, komuchowaty podtekst. Bardzo chciałem zapoznać się ze swoimi aktami. By je upublicznić, byłem gotów nawet na prowokację. Taka natura. Wiedziałem, co jest w mojej teczce, bo to było moje życie. I tak sobie pomyślałem, że skoro sam nie mam dostępu do IPN, to mogę poprosić znajomego dziennikarza, aby to zrobił. To nie było jednak dobre rozwiązanie, bo nie mógłbym liczyć na odpowiedni komentarz redaktora. Dlatego zależało mi na publikacji przez serwis w stylu Salon 24 i właściwie się nie zawiodłem.

Mówią, że szpiegiem jest się do końca życia. Potwierdzam. Moja umiejętność manipulacji, którą mam dobrze utrwaloną (dużo nauczyłem się za IV RP), przyniosła pożądany efekt. Nie wychodząc z domu, załatwiłem sprawę. Kiedy kilka dni temu dostałem od redakcji Salonu24 prezent w postaci artykułu „Rosyjski szpieg »Profesor«”, natychmiast na swojej stronie napisałem polemikę, chociaż wszyscy mi odradzali. Wiedziałem dobrze, co robię, i tylko odliczałem godziny do publikacji mojej teczki.

Mój plan miał jednak wady, jak każdy plan. Informacje o mnie to dokumenty historyczne. Nawet ciekawe, ale nie przypuszczałem, że redakcja obarczy je tak naiwnym komentarzem. Wiedziałem, że będzie to argumentacja w podobnym stylu, ale nie aż tak słabym. Jestem otwarty na dyskusję, nawet bardzo ostrą, jakieś starcie, ale muszę mieć z kim dyskutować. Taka argumentacja to brak szacunku dla czytelników forum. Już za późno. Jednak następnym razem chętnie udzielę wcześniejszej konsultacji. Na przykład podczas pisania o mojej rodzinie. W każdej rodzinie jest trochę tajemnic. Liczyłem na to, że o swojej dowiem się czegoś więcej niż to, co wiem.

Od początku miałem bardzo negatywny stosunek do tego, jak politycy wykorzystują IPN (co opisałem w „Nielegalnych”). Nie do samego Instytutu, bo jako człowiek z wywiadu wiem, jak można manipulować takimi instytucjami. Nie IPN, Centralne Biuro Śledcze, Agencja Wywiadu są problemem, ale jakość elity politycznej kraju. Proste. Paradoksalnie jestem beneficjentem IPN i nie potrafię sobie wyobrazić, jaką stratą byłoby dla mnie, gdyby moje akta gdzieś zniknęły albo zostały spalone.

Myślę, że publikacja Salonu 24 ma też uboczny, ale niezwykle ważny skutek. Zarzuca mi się, że z komucha zrobiłem się demokratą, który nawet broni gejów. Tak w życiu bywa, że z komunisty można się stać demokratą, w historii i religii sporo jest takich przypadków. To dobrze, jeżeli ludzie stają się lepsi. Gorzej jednak, kiedy ktoś z demokraty staje się komunistą – a życie zna i takie przypadki. Na zakończenie (dla tych, którzy przeczytali całość moich akt) chciałbym pozdrowić piękną „Alinę”.Na pewno wciąż jest tak piękna jak wtedy, kiedy ją poznałem. Może nawet mnie teraz czyta. Z czasem zrezygnowała z zawodu i wyszła za mąż. Zdziwilibyście się bardzo za kogo. Ma dorosłą córkę, dziennikarkę, i jest szczęśliwą panią w średnim wieku. Legitymacja moja dotąd się nie znalazła. Zgubiłem ją w tramwaju numer 33. Wciąż szukam. Gdyby ktoś znalazł, proszę o zwrot do redakcji.

Okładka tygodnika WPROST: 12/2013
Więcej możesz przeczytać w 12/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0