Dobre, bo niepolskie?

Dobre, bo niepolskie?

Myślisz, że właśnie kupiłeś włoskie buty albo zjadłeś pyszną golonkę w bawarskiej restauracji? Pomyłka. Jesteś kolejnym klientem, który dał się nabrać polskiej firmie podszywającej się pod obcą markę.

– Tom Maltom? To legendarny podróżnik i znawca orientalnej kuchni, który stworzył nasze menu – mówi kelner w jednej z warszawskich restauracji Sphinx. W ten sposób myślą setki klientów, których przed wejściem do lokalu wita napis ,,Sphinx – Best Food by Tom Maltom”. Prawda jest jednak inna. Brutalniejsza, bo Tom Maltom nigdy nie istniał, a miał tylko dodać międzynarodowego splendoru sieci. – To postać wymyślona przez Tomasza Morawskiego, który w latach 90. stworzył naszą sieć – przyznaje w rozmowie z ,,Wprost” Sylwester Cacek, obecny właściciel Sphinksa. Legend o powstaniu tajemniczego Toma jest tyle, ile przypraw w orientalnych daniach sieci. Jedni mówią, że Morawskiego zainspirował kolega z pola golfowego, który miał podobne nazwisko. Inni, że stworzył sobie Maltoma na wzór własnego imienia i nazwiska. Pytanie tylko po co?

Zdaniem Cacka fikcyjny Tom Maltom był odpowiedzią na potrzeby Polaków w latach 90., przed którymi otworzyły się granice, a wraz z nimi obce smaki i styl życia. – W tamtych czasach wszystko, co niepolskie, było dobre, bo nasze marki pozostawały daleko w tyle za zachodnimi koncernami – tłumaczy Jacek Sadowski, prezes agencji reklamowej (o swojsko brzmiącej nazwie) Demo Effective. Razem z polskim, ale zrobionym na zachodni, Sphinksem w galeriach handlowych pojawiali się podobni udawacze. Włoskie buty Gino Rossi produkowane w Słupsku, dżinsy Americanos z Legnicy albo wina Cin & Cin z Warszawy. Jednak zdaniem Sadowskiego dzisiaj nadawanie polskim produktom obcych nazw to marketingowy strzał w kolano. – Obecnie ponad 50 proc. Polaków kieruje się patriotyzmem konsumenckim, czyli wolimy kupować to, co polskie, a nie zagraniczne. Nadawanie produktom obcych nazw jest więc coraz mniej opłacalne dla producentów – tłumaczy Sadowski. Mimo wszystko w centrach handlowych i na sklepowych półkach wciąż znajdziemy mnóstwo marek, które zagraniczne są tylko z nazwy.

Stylizowane na bawarskie restauracje Bierhalle warzą piwo w wynajętym pomieszczeniu na parkingu podziemnym centrum handlowego Arkadia w Warszawa. Dżinsy Americanos powinny tak naprawdę się nazywać Legnicanos, bo pochodzą z Legnicy na Dolnym Śląsku. Soki Dr Witt nie zawdzięczają swojej receptury niemieckiemu doktorowi, ale firmie Agros Nova z Warszawy.

Okładka tygodnika WPROST: 17/2013
Więcej możesz przeczytać w 17/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także