Platforma musi się obudzić

Platforma musi się obudzić

Chciałby poważnie porozmawiać z Janem Rokitą. Bo partii potrzebne jest nowe otwarcie - przyznaje w rozmowie z „Wprost” Grzegorz Schetyna, wiceszef PO.

Donald Tusk się zużył czy ma tylko gorszy okres?

Grzegorz Schetyna: Jest trudny czas, obiektywnie. Nie ma kwestii autorstwa tych problemów.

Może to kwestia autorstwa tego rządu.

Nie. Jest obiektywnie trudna sytuacja, kryzys w strefie euro. Rządzimy już drugą kadencję, siłą rzeczy politycy i polityka się zużywają. To naturalne. Po tym się poznaje ludzi w polityce, czy potrafią znajdować recepty i drogi wyjścia z problemów.

Premier jeszcze potrafi czy już jest w defensywie?

Kiedy patrzę dzisiaj na sytuację gospodarczą, to jednak Polska daje sobie dobrze radę. Jest trudno, ale nie ma eksplozji problemów budżetowych, udało się zatrzymać tempo wzrostu bezrobocia. Na tle innych państw Unii Europejskiej Polska dobrze sobie radzi w kryzysie.

Bezrobocie ciągle rośnie, będzie pewnie nowelizacja budżetu i obniżenie wskaźników. Awantura o OFE, jesienią strajki związkowców...

Zgadzam się, że sytuacja jest trudna. Nie będzie jednak żadnej awantury o OFE, nie ma pewności, czy będzie nowelizacja budżetu. Mam nadzieję, że uda się porozumieć ze związkami zawodowymi – myślę, że one też nie chcą strajku. Miał być przygotowywany przez miesiące strajk paraliżujący Śląsk i wszystko spaliło na panewce. Ludzie coraz częściej szukają przyczyn problemów ekonomicznych i nie lokują ich w rządzie. Zdają sobie sprawę, że trudności są obiektywne.

Na tę czarną serię Tuska składają się historie, które niewiele mają wspólnego z kryzysem. Zamieszanie wokół memorandum, permanentnie wokół Jarosława Gowina. Tu szef rządu nie wiedział, tam minister przekazywał mu niespójne wyjaśnienia w sprawie zarodków...

Zawsze tak będzie, że wszystko, cokolwiek złego zdarzy się w rządzie, będzie uderzać w premiera. On jest szefem i jest odpowiedzialny za rząd, to jest jasne.

Dymisja Gowina to był właściwy ruch premiera, we właściwym momencie?

Wiadomo było, że współpraca zmierza ku końcowi i nie ma między nimi porozumienia. To przemyślany ruch. Tusk zastąpił Gowina innym politykiem z frakcji konserwatywnej.

Czyli Marek Biernacki to przede wszystkim ruch do wewnątrz partii?

Tak, uspokajający. To kolejna po Włodzimierzu Karpińskim nominacja „platformiana”. Na pewno będzie dobrze przyjęta w Platformie.

Co z tego wyniknie? Gowin wystartuje teraz na szefa partii?

Nie wiem, czy będzie startował. Chciałbym, żeby się zaangażował w prace klubu parlamentarnego. Ma duże doświadczenie, dobrze by było, gdyby wzmocnił klub. Taka osoba jest i będzie Platformie potrzebna.

Kogo jeszcze należałoby wymienić w rządzie?

Nie zajmuję się oceną ministrów, bo jestem wiceprzewodniczącym Platformy, która jest filarem tego rządu.

Minister edukacji Krystyna Szumilas dobrze sobie radzi?

Nie namówi mnie pani na taką rozmowę.

A gdyby pan miał doradzić Tuskowi, jakie powinny być zmiany w ramach zapowiadanej rekonstrukcji?

Rekonstrukcja jest ważna, ale pod warunkiem że będzie wynikała z planu rządzenia na drugą część kadencji. To nie może być zmiana dla samej zmiany. Ludzie muszą zrozumieć, co chcemy zrobić, jakie są nasze cele i jak je chcemy osiągnąć. Warto rozmawiać o rekonstrukcji, ale tylko w takim kontekście. Połowa kadencji to taki naturalny czas, kiedy można to zrobić. Ale inicjatywa musi pochodzić od premiera.

Czy mu się ten plan nie wykrusza, skoro właśnie wymienił dwóch ministrów?

Ale to są reakcje, powody wynikają z bieżącego funkcjonowania – to nie jest część nowego pomysłu na funkcjonowanie rządu. Trzeba poczekać na propozycje Donalda Tuska, które pojawią się w czasie wakacji. Zmiana ministra to jest poważne przedsięwzięcie,nie tylko podpis i wręczenie dymisji, lecz przede wszystkim pomysł na to, jak ma wyglądać resort po tej zmianie.

„Nie wiem, czy dla PO nie byłoby lepiej, gdyby zamieniono Tuska na innego polityka, który pokonywałby wszystkie problemy. Na przykład Grzegorza Schetynę”. Kto to powiedział?

Włodzimierz Czarzasty?

Spodobało się panu?

Nie, bo to klasyczne wsadzanie kija w szprychy, bardzo inteligentne zresztą. Opozycja zawsze będzie chciała zmiany premiera czy ministrów, uważając, że to doprowadzi do jakiejś dekompozycji układu władzy, w tym wypadku koalicji czy Platformy.

A co pan sobie pomyślał, kiedy w ostatnim sondażu zaufania wyprzedził Tuska?

Że to mobilizujące dla mnie, że ludzie dzisiaj doceniają sposób mojej obecności w polityce, że muszę się starać, żeby ich nie zawieść. I że na pewno władza bardzo zużywa. To dotyczy wszystkich i zawsze. Część osób mówi, że to może być dla mnie jakiś problem personalny, bo wiceprzewodniczący partii ma większe zaufanie niż przewodniczący. Ale przed nami są jeszcze na szczęście Radosław Sikorski i były członek Platformy Bronisław Komorowski (śmiech).

Problem personalny?

To tylko żart (śmiech). Muszę pamiętać, że to tylko sondaż, muszę nadal ciężko pracować na utrzymanie tego zaufania.

„To jest taki typ człowieka, który walczy o swoje”. Też Czarzasty.

O mnie?

Tak. To prawda?

Że ja o swoje walczę? Nie mam takiego wrażenia.

A o co?

O Platformę.

Patetyczne. Co to znaczy?

O jej siłę, integralność, o to, żeby była gotowa do wyborów do europarlamentu i najważniejszych – samorządowych. No i żeby w dobrym stylu przeszła wybory wewnętrzne. To jest wielki projekt, z którym jestem związany od początku.

„Projekt”. To było przed laty słowo klucz w Platformie.

Pamiętam.

I co się z tym stało?

Wszystko, został zrealizowany. W 2006 r. wygraliśmy wybory samorządowe i rządzimy w samorządzie drugą kadencję. W 2007 r. odsunęliśmy od władzy PiS, LPR i Samoobronę. W 2010 r. Bronisław Komorowski został prezydentem.

Kiedy ma się pełnię władzy, co jest dzisiaj „projektem”?

Trzeba go na nowo opisać. Musimy wyjaśnić ludziom, dlaczego chcemy nadal rządzić, jaki mamy pomysł na rozwój kraju i poprawę poziomu życia Polaków. Dopiero wtedy będziemy mogli myśleć o wygraniu kolejnych wyborów.

Na razie przegraliście sparing w Rybniku. PiS złapał wiatr w żagle.

Nie, to żart, jeśli ktoś mówi, że w Rybniku zdarzyło się coś nowego. Dwóch kandydatów – jeden z obecnej PO, a drugi, który PO zakładał, dostają po 5,5 tys. głosów każdy, odbierając sobie te głosy. Przegrywają z kandydatem PiS, który dostaje 7 tys. Prosta matematyka pokazuje, że w wyborach jednomandatowych musi być jeden kandydat. Tu zabrakło wyobraźni.

Ktoś doprowadził do tego, że tam było dwóch kandydatów?

Będziemy o tym rozmawiać. Stało się. I to jest naprawdę bardzo poważne ostrzeżenie. Partie przegrywają dlatego, że nie wyciągają wniosków z sygnałów, złych objawów, które się pojawiają wcześniej. Takie zdarzenia powinny skutecznie obudzić Platformę, która po sześciu wygranych wyborach musi się obudzić i rozpocząć przygotowania do kolejnych. Można się przyzwyczaić do zwycięstw, ale nic nie zostanie dane w prezencie, niczego nie dostaniemy za darmo. Każdy sygnał, który może przynieść otrzeźwienie i obudzenie, jest paradoksalnie pozytywny. Tak przyjmuję lekcję rybnicką.

Władze partii nie wiedziały, że tam jest takich dwóch kandydatów? Że startuje znany Bolesław Piecha? Że do Rybnika jedzie Jarosław Kaczyński?

Wiedziały. Ale takie wybory są domeną władz lokalnych. One uznały, że wystarczy mieć kandydata i znaczek PO i wtedy się wygrywa wybory. Otóż nie wystarczy.

A jaki jest pana „projekt” osobisty? Niedawno skończył pan 50 lat.

Niektórzy mówią, że wszystko zaczyna się po pięćdziesiątce. A na pewno poważna polityka. Moim projektem jest przygotowanie PO do wyborów. Kluczem są tu wybory samorządowe, żeby we współpracy z rządem dobrze rozpocząć nową perspektywę finansową 2014- 2020. Nie ma ważniejszej rzeczy w przyszłym roku, do 2015 r. mamy rząd i koalicję, i trzeba ten czas jak najlepiej wykorzystać.

Nie zakłada pan scenariusza wcześniejszych wyborów?

Myślę, że nie ma takiego zagrożenia. Nie widzę też partii, która by szczególnie forsowała przyspieszenie wyborów. Nawet PiS.

„Wydaje się, że Schetyna dobrze się czuł w roli naturalnego następcy, a nie naturalnego konkurenta” – powiedział Tusk.

To już historia.

Jaka jest teraźniejszość?

Idą wybory w partii i powiedziałem, że jesienią podejmę i zakomunikuję decyzję o tym, czy będę startował na stanowisko przewodniczącego.

Po co pan zwleka do jesieni?

Nie chcę zaczynać prawie rocznej kampanii wyborczej, wybory są dopiero w 2014 r. Długo o tym myślałem i uważam, że to odpowiedzialna decyzja. Dla mnie Platforma jest wielkim dobrem i trzeba ją chronić. Partia nie potrzebuje teraz dodatkowych napięć ani mocnych emocji. Uważam, że kampania powinna być maksymalnie krótka.

Wiele osób mówi, że pan chce się po prostu policzyć. I sprawdzić, jakie decyzje podejmie zjazd co do zmian w partyjnym statucie.

Nie lubię podejmować decyzji pod presją. Kandydowanie to jest poważna sprawa, muszę to sobie dokładnie poukładać w głowie. Trzeba być odpowiedzialnym za taką decyzję i jej konsekwencje.

Jednak kampania de facto już trwa. Tusk ustawił pole, mówiąc na ostatniej radzie krajowej, że tylko równowaga na skrzydłach może zagwarantować jedność PO. To znaczy: „Tylko ja mogę ją utrzymać, bo gdyby władzę przejął lider skrzydła, będzie rozłam”. Pan mógłby utrzymać szeroki front?

Nie ma skrzydła liberalnego w PO.

Jak to?!

Nie ma. Jest środowisko konserwatywne. A ja jestem tak samo jak Tusk osobą, która tworzyła Platformę i robiła wszystko, żeby ze środowiska konserwatywnego i liberalnego stworzyć jedność, jedną partię. To się udało i to jest wielki atut PO.

Czyli pod przywództwem Schetyny byłoby miejsce dla Gowina?

Nie wyobrażam sobie sytuacji, że ktoś się czuje odepchnięty przez jakikolwiek wybór polityczny szefa partii, rady krajowej, zarządu... Przecież tyle lat jesteśmy z sobą i potrafimy z sobą rozmawiać.

Gowinowi zaproponowałby pan funkcję wiceszefa partii?

Musiałbym najpierw zostać przewodniczącym, a jestem przed tą decyzją. Jestem pewien, że jeżeli chcemy wygrywać wybory, musimy utrzymać „wielonurtową” PO.

A co to znaczy „powrót do korzeni”? To z kolei główne hasło pana wystąpienia na ostatniej radzie krajowej.

Myślałem o tym, z czym szliśmy, tworząc Platformę. Energia Polaków, przedsiębiorczość, samorząd. Obiecywaliśmy ludziom zmianę jakości polityki. Potem cztery razy tak: zniesienie immunitetów, likwidacja Senatu...

Niewiele z tego zostało. Chce pan wrócić do programu PO z 2005 i 2007 r.?

Powinniśmy o tym rozmawiać. O nowym programie, modelu władzy, o tym, jak ma wyglądać władza w 2015 r. Trzeba się zastanowić nad nowym początkiem.

To może odkurzyć z szuflad wielki, nigdy niezrealizowany program Jana Rokity?

Czy ludzi, którzy go z nim przygotowali? To temat do rozmowy.

„Powrót do korzeni” w sensie ludzkim? Jan Rokita cały czas jest formalnie członkiem PO.

Bardzo bym chciał. Gdyby tylko Jan Rokita zechciał się zaangażować w prace PO, byłoby to zawsze bardzo interesujące.

Spotkałby się pan z nim na rozmowę?

Oczywiście.

Czuje się pan młodszym bratem Donalda Tuska?

Czuję się młodszy.

Czym się pan różni od premiera?

Charakterem. Zawsze wolałem grę zespołową. To mi zostało. Patrzę na politykę jako zbiór ludzi. Wtedy łatwiej budować coś wspólnego. Natomiast jeżeli ktoś jest premierem albo prezydentem, to wtedy więcej rzeczy robi indywidualnie i to spojrzenie ulega zmianie.

Co jeszcze was różni?

On lubi Real Madryt, a ja Barcelonę.

A poglądy? Tuska w ostatnich latach ewoluowały, pana symetrycznie?

Nie, ale nie mam też wrażenia, żeby on je zmienił. Premier musi być odpowiedzialny za budżet, wpływ na jego poglądy tu i teraz ma sytuacja prowadzenia rządu w trudnych warunkach ekonomicznych. Musi wybierać i to na pewno się zderza z jego liberalnymi poglądami. Kiedy jest się premierem, trzeba być przede wszystkim osobą odpowiedzialną. Jak różnili się poglądami, drogą życiową i spojrzeniem na politykę Margaret Thatcher i Tony Blair? Jednak wbrew temu prowadzili w pewnych obszarach podobną politykę.

Jak określiłby pan dzisiaj wasze relacje?

Ciągle otwarte. Myślę, że będą miały swój dalszy ciąg. Choć są oczywiście inne niż kiedyś, ale jest tyle złych emocji, agresji w polskiej polityce, że trzeba budować i otwierać, a nie zamykać.

Jakbym słyszała Tuska z 2007 i politykę miłości. „I will always love you”?

On mówił o miłości. Nie wiem, czy miłość jest odpowiedzią na to. Mówię o tym języku, który został jeszcze z 2005 r. Może nie miłość, lecz szacunek.

Może Tusk ma dla pana jakąś propozycję? Czy jest możliwy strategiczny sojusz w ostatniej chwili przed wyborami?

Dzisiaj nie ma takiej sytuacji.

Ilu powinno być kandydatów w wyborach na szefa PO?

Najlepiej dwóch, żeby ten, kto wygra, miał więcej niż 50 proc., żeby ten mandat był mocny. Gdyby było trzech kandydatów i każdy dostał około jednej trzeciej głosów, to zawsze jest takie poczucie, że nikt nie uzyskał większości.

Chyba nie ma w ogóle takiej możliwości. Ile procent głosów według pana dostanie Tusk?

Nie rozpoczęła się nawet jeszcze kampania, a pani już liczy głosy. Musimy poczekać do 2014 r.

Jak powinny wyglądać te wybory?

Najbardziej bym chciał, żeby miały taką formułę jak primaries, wybory w partiach w USA. Oczywiście jeśli zjazd we wrześniu podejmie decyzję, że wybory będą bezpośrednie. Ważne jest zachowanie ich tajności. Dobrym rozwiązaniem jest głosowanie listowne, tak jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie zaczyna się to już miesiące przed wyborami. Miałem pomysł na konwencje we wszystkich okręgach wyborczych, żeby tam mogli przyjeżdżać członkowie partii i głosować, tak jak podczas primaries. Konwencja w każdym okręgu wyborczym może być jednak trudna do zorganizowania.

Czyli konwencje już nie?

Nadal uważam, że to dobry pomysł, ale powinno być ich mniej. Wszystko jest jeszcze do ustalenia.

W partii widać, że wybory coraz bliżej. Pompowanie kół...

Nie ma zgody na takie praktyki. Wszystko, co będzie przekraczać normę, zarząd partii cofnie.

Jeśli nie start na szefa PO, to jaką pan ma alternatywę? Ile może pan siedzieć w tej swojej pieczarze?

Mam wiele możliwości, nie jestem skazany tylko na politykę.


Wzloty i upadki Grzegorza Schetyny

1989 rok

Niezależne Zrzeszenie Studentów. Schetyna z ministrem Aleksandrem Hallem.Unia Wolności. Z ramienia tej partii

1997 rok

Schetyna został po raz pierwszy posłem

2004 rok

Platforma Obywatelska. Jako sekretarz generalny był najważniejszy obok Tuska i Rokity

2007 rok

MSWiA. Po wygranych przez PO wyborach stanął na czele najpotężniejszego resortu

2009 rok

Klub Parlamentarny PO. Po aferze hazardowej zastąpił Zbigniewa Chlebowskiego

2010 rok

Marszałek Sejmu. Przez miesiąc wykonywał także obowiązki prezydenta RP

Okładka tygodnika WPROST: 19/2013
Więcej możesz przeczytać w 19/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także