(Wielko)miejskie wojny

(Wielko)miejskie wojny

Tomasz Gollob (fot.JAROSŁAW PABIJAN / Newspix.pl ) / Źródło: Newspix.pl
Sosnowca nie lubi cały Śląsk, Poznania – Kraków. Cała Polska czuje niechęć do Warszawy. Polskie miasta się nie lubią. Winne są historia i sport. Czy tylko?

Na północy, szczególnie w okresie od czerwca do października, nie lubią się Ustka i Łeba oraz Kościerzyna i Kartuzy, a także Słupsk i Koszalin oraz Koszalin i Szczecin w Zachodniopomorskiem. Na Mazurach antypatii nie kryją Olsztyn i Elbląg. W Miastku kiedyś dużym powodzeniem cieszyły się podobno gadżety, koszulki i kubki z napisem „Nienawidzę Bytowa”. Na południu w konflikcie są Ustrzyki Dolne i Lesko w Bieszczadach czy tatrzańskie Sucha Beskidzka i Maków Podhalański. Przemyśl i Rzeszów cały czas spierają się o to, które jest pierwszym, a które drugim miastem Podkarpacia. Rzeszów jest rzeczywiście nieco większy i 35 lat wcześniej uzyskał prawa miejskie, ale Przemyśl za nic nie chce tego uznać.

Toruń i Bydgoszcz na mapie oddalone są jedynie 50 km, jednak naprawdę dzieli je dużo więcej. Mógł się o tym przekonać czasie debiutanckiego meczu w toruńskim Unibaksie Tomasz Gollob. Jeden z najlepszych polskich żużlowców urodził się i wychował w Bydgoszczy. Tam też zaczynał karierę sportową i na tamtejszym torze wyrósł na gwiazdę żużla. A jednak nie został mu wierny. Jeździł po punkty w Tarnowie i Gorzowie, niedawno zdecydował się na występy w barwach Torunia. Kibice jednak nie przywitali go z entuzjazmem. Część z nich ostentacyjnie stanęła do zawodnika tyłem, część wyszła ze stadionu. Na trybunach zawisły transparenty: „Lepiej w II lidze lanie niż Golloba oglądanie”. Sam Gollob rozegrał bardzo dobry mecz i dziękując kibicom, stwierdził, że ma nadzieję być odbierany jako Polak, nie zawodnik zza miedzy. A jednak właśnie ta miedza wydaje się być dla torunian nie do przekroczenia.


Do Sosnowca z paszportem

Lokalne granice dzielą równie mocno co te na zewnątrz. Sosnowiec postrzegany jest jako najbardziej ponure miasto południa Polski, nie tylko ze względu na duszący tam smog. To miasto, które chociaż w sercu Śląska, jest na nim znienawidzone. „Jedziesz do Sosnowca? Zabierz paszport, bo cię tam nie wpuszczą” – żartują na podwórkach dzieciaki z Bytomia i Katowic. Sosnowiec to zagranica, nie jeździ się tam, o ile nie ma się konkretnego interesu czy sprawy do załatwienia. „To taki zlepek wszystkich przyjezdnych, zbieranina” – mówią niektórzy. W rzeczywistości niewiele osób kojarzy, skąd wzięła się ta niechęć. – Po prostu jest tak, że Śląsk dzieli się na Górny i Zagłębie, a wzajemne kawały o sobie funkcjonują od lat – mówi Krzysztof z Bytomia. Jednak podziały nie wzięły się znikąd. To jeszcze pozostałość po zaborach. Między Sosnowcem a resztą Śląska na Brynicy przebiegała granica oddzielająca Rosję od Prus. I ta granica w świadomości wielu funkcjonuje nadal. Jednak jak zapewnia Krzysztof: – Dzisiaj już ta wojna ma charakter bardziej żartobliwy niż poważny. Jak o tym myślę, w głowie otwiera mi się tylko szuflada z jakimiś kawałami i mniej lub bardziej żartobliwymi powiedzonkami, udowadniającymi, kto jest Ślązakiem lepszego, a kto gorszego sortu, nie jakieś mocne waśnie – zapewnia.

Więcej w tekście  Izabeli Smolińskiej w najnowszym "Wprost".

Nowy numer "Wprost" od niedzielnego wieczora jest dostępny w formie e-wydania .

Najnowszy "Wprost" jest także dostępny na Facebooku .

Czytaj także

 1
  • zetka   IP
    Zapomniano o wiecznej antypatii Zielonej Góry i Gorzowa. :)