Ślady Błasika w kokpicie

Ślady Błasika w kokpicie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Dowódca Sił Powietrznych mógł być w kabinie tuż przed katastrofą Tu-154M. Co więcej, jest też możliwe, że gen. Andrzej Błasik miał do tego prawo.

Podtrzymuję, że zdaniem komisji w ostatniej fazie lotu w kabinie znajdował się wyższy oficer w randze generała, co zresztą potwierdził Instytut Ekspertyz Sądowych swoimi analizami – mówił podczas wtorkowej konferencji prasowej Maciej Lasek, szef zespołu mającego popularyzować oficjalne ustalenia w sprawie katastrofy smoleńskiej. To była pierwsza polemika z najważniejszymi tezami zespołu parlamentarnego Antoniego Macierewicza. Lasek powoływał się na ekspertyzy krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dra Jana Sehna, który badał zapis rozmów w kabinie pilotów. W kokpicie padają słowa „generałowie”, mogące potwierdzać obecność Błasika. Ale z analizy Instytutu Sehna wynika więcej. Krakowscy eksperci potwierdzili przecież także, na co mało kto zwraca uwagę, że wysokość 250 m czyta niezidentyfikowany głos „mężczyzny”. Kto zatem spoza załogi (która jest w całości zidentyfikowana po głosach) miał na tyle kompetencji, by odczytywać w ostatniej fazie lotu wysokościomierze?

Więcej możesz przeczytać w 22/2013 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

Czytaj także

 0