Cannes 2013: Gwiazdy różnych pokoleń

Cannes 2013: Gwiazdy różnych pokoleń

Robert Redford z żoną Sibylle Szaggars(fot.Briquet-Hahn-Marechal / Newspix.pl) / Źródło: Newspix.pl
W tym roku festiwal w Cannes zdominowały skromne, kameralne filmy. Ale z czerwonego dywanu nie schodziły największe gwiazdy współczesnego kina.
Cannes jest wierne tradycji. I chociaż rosną tu aktorskie kariery młodych wykonawców, organizatorzy spoglądają również wstecz. Na oficjalnym plakacie (rozwieszonym na ogromnym banerze na pałacu festiwalowym) Paul Newman całuje Joanne Woodward, w sekcji Cannes Classics prezentowane są arcydzieła z dawnych lat. - Obejrzenie od nowa "Ostatniego cesarza” było dla mnie wielkim przeżyciem. Wróciły wspomnienia, spotkania z ludźmi, podróże po świecie – mówił Bernardo Bertolucci pokazując wersję 3D swojego klasycznego filmu.

Tegoroczny festiwal był wielkim powrotem Michaela Douglasa. Po przerwie w pracy spowodowanej rakiem krtani, aktor pojawił się w Cannes z wybitną rolą. I radością życia. "Teraz czuję, jakby róże pachniały mocniej” - mówił.  Francuską Rivierę po kilku latach nieobecności odwiedziła Sharon Stone, partnerka Douglasa ze słynnego "Nagiego instynktu”. Była gospodynią  jednej z największych charytatywnych imprez świata – przyjęcia amfARu.

Na Croisette spotkało się także dwóch Jayów Gatsby'ch. Leonardo Di Caprio zagrał w otwierającej festiwal ekranizacji powieści Fitzgeralda. Na czerwonym dywanie zachowywał się spokojnie, bez ekscesów. W i ciemnym garniturze opowiadał o inspiracji, jaką była dla niego książka. Paradoksalnie, dużo więcej energii i radości miał w sobie Gatsby z ekranizacji z 1974 roku – Robert Redford. Rudowłosy, starszy aktor przyjechał promować "All Is Lost” J.C. Chandora.

- Prowadzę Sundance Institute od 25 lat – mówił. - Po raz pierwszy reżyser z nim związany zaproponował mi rolę.
I to rolę niezwykłą, bo w filmie jest jedynym bohaterem. To historia samotnego faceta, którego łódź rozbija się na środku oceanu. Chandor rejestruje powolne umieranie nadziei walczącego o przetrwanie mężczyzny.

- Kiedy wysłałem mu scenariusz, Robert wezwał mnie do siebie – wspomina. - Porozmawialiśmy i usłyszałem: „Twój projekt jest tak szalony, że chciałem sprawdzić, czy jesteś zdrowy psychicznie. Wchodzę w to”.

Błysk fleszy, splendor, tłumy fanów. W wielu artystach festiwalowy blichtr wzbudzał nostalgię. Tak jak w Benicio Del Toro, promującym "Jimmy'ego P.” Arnauda Desplechina: - Byłem małym, nie za pięknym Portorykańczykiem – wspominał. - Nie pasowałem do otoczenia. Wyglądałem inaczej, zachowywałem się inaczej, nawet nazwisko miałem dziwne. Nie dawano mi szans na sukces. Ale ja chciałem rozbijać głową mur. Dzisiaj nie wierzę, że się udało.

Podobnie mówił odtwórca głównej roli w zamykającym festiwal "Zulu”, Forest Whitaker: "Jako czarny chłopak nie miałem wielu autorytetów w świecie sztuki. Bo przecież czarni nie robili wtedy karier. Dlatego dorastając fascynowałem się postaciami ruchu emancypacyjnego. Martinem Lutherem Kingiem, Nelsonem Mandelą”. Kilkadziesiąt lat później Whitaker odebrał Oscara za "Ostatniego króla Szkocji”.

Na supergwiazdę tegorocznej edycji wyrósł reżyser. Steven Spielberg był wszędzie. Na okładkach niemal wszystkich pism, rysunkach satyrycznych w pałacu. Wciąż uczestnicy imprezy zastanawiali – co może mu się spodobać jako przewodniczącemu jury. Zwłaszcza, że twórca rzadko pokazuje się na festiwalach. Namówił go Thierry Fremaux, dyrektor artystyczny imprezy. Jednak Spielberg nie zgodził się na pokrycie kosztów. Oświadczył, ze sam sobie załatwił dwa apartamenty w dwóch ekskluzywnych hotelach przy Croisette, wille na wzgórzach nad Cannes  i stumetrowy jacht w zatoce. - Nie przejmujcie się kosztami, już zapłaciłem – powiedział.

Wśród francuskich gwiazd najjaśniej zaś błyszczał Mathieu Amalric. I to nie blaskiem kolorowych pism, lecz dwoma złożonymi, wycieńczającymi rolami. W "Jimmy'm P” był antropologiem, który przeprowadza psychoanalizę Indianina w powojennej Ameryce.  U Romana Polańskiego, w "Wenus w futrze” zaś wcielił się w reżysera zmuszonego do konfrontacji z emocjami ukrytymi w inscenizowanej przez niego sztuce.

A co robiły gwiazdy młodego pokolenia? Ryan Gosling nie przyjechał – jest na planie swojego reżyserskiego debiutu. Carey Mulligan i Justin Timberlake przede wszystkim śpiewali – w brawurowym "Inside Llewyn Davis” braci Coen. Choć na czerwonym dywanie na podobny występ aktorka namówić się nie dała: „To rzadkie w tym zawodzie, ale jestem dosyć nieśmiałą dziewczyną”- mówiła. Wśród polskich widzów zaś uznanie zyskała Marion Cotillard. Aktorka w "The Immigrant” wciela się w Ewę Cybulską, młodą kobietę próbującą swoich sił w Nowym Jorku początku XX wieku. Aktorka gra duże partie po polsku.
 
- Polacy wiele razy imponowali mi swoją energią, siłą wytrwania, inteligencją – powiedziała mi w rozmowie. - Chociaż przyznaję, że dużo czasu zajęło mi opanowanie w miarę przyzwoitej wymowy.

Gwiazdy kochają festiwal filmowy w Cannes. Bo to miejsce przez 11 majowych dni żyje kinem. Jednak glamour ma swoją drugą stronę. W tym roku kilka razy doszło w Cannes do głośnych kradzieży. Dwukrotnie z dwóch różnych hoteli zaginęła biżuteria o wartości ponad 1 miliona Euro. Cały bagaż skradziono chińskiemu producentowi filmu "The Man o f Tai Chi” Keanu Reevesa – Zhanga Qianga, Soderberghowi zginął z pokoju portfel z 500 Euro.

Jednak niesmak szybko przemija, a Cannes trwa. Widzowie w smokingach czekają pod pałacem festiwalowym licząc, że ktoś odsprzeda im zaproszenie, fotoreporterzy ustawiają drabiny obok czerwonego dywanu. Największy festiwal świata nie traci blasku.

Czytaj także

 0

Czytaj także