Spotkanie z mecenasem sztuk

Spotkanie z mecenasem sztuk

Po Warszawie krążą informacje, że Wojciech Fibak, właściciel galerii sztuki, biznesmen, tenisista ze światowej czołówki, pośredniczy w zaznajamianiu młodych dziewczyn z zamożnymi panami. Postanowiłam to sprawdzić.

Wydobyłam od znajomego numer Wojciecha Fibaka i wysłałam SMS „Panie Wojtku, czy może pomaga pan miłym dziewczynom poznać i zarobić przy poznaniu miłych panów? Miła dziewczyna”. Następnego dnia zadzwonił ktoś z zupełnie innego, nieznanego mi numeru. – Dobry wieczór, wczoraj dostałem miły SMS… – kilka chwil zajęło mi poskładanie myśli. Kilka lat temu media wspominały o imprezach w zagranicznych willach Fibaka, na których ułatwiano męsko-damskie znajomości. Biznesmen oczyścił się, mówiąc, że nie brał udziału w imprezach, tylko użyczył lokal. Teraz zapytał, czym się zajmuję (studiuję), gdzie mieszkam (w Warszawie), skąd mam wiedzę, by się zwrócić do niego w tej sprawie (od znajomego) i czy mam czas się spotkać za dwa dni (mam). Umówiliśmy się o 16.00 w jego galerii na Krakowskim Przedmieściu.

***

W dniu planowanego spotkania napisałam kolejny SMS: „Czy możemy się ustawić na jutro koło 19? Będę po fryzjerze, a dziś jestem ostatni dzień brunetką. Tak będziesz miał rzeczywisty pogląd. Malina”. Po dwóch minutach odpowiedź: „OK”.

***

Gdy przekroczyłam próg galerii, zadzwonił telefon. On. Spóźni się kwadrans, uprzedził i poprosił, bym dała mu asystentkę. Pani Olga miała mnie oprowadzić po galerii, żebym się nie nudziła. Tu Sosnowski, tam Kantor… Siedziałam przed galerią. Słońce świeciło. Przyjechał rowerem. Cały w dżinsie: dżinsowe spodnie, dżinsowa marynarka, dżinsowa czapeczka. Zaparkował i uścisnął mi dłoń. – Ale mieliśmy śmieszny kontakt, co? – zagadał. – Z tym SMS-em? – No. Mistrz rakiety rozpoczął rozmowę. Chciał wiedzieć, kto podpowiedział mi, że warto się do niego zgłosić, skąd pochodzę, jaką wcześniej miałam fryzurę. – Powiedz, jak sobie życie urządziłaś? – Jestem czwarty rok w Warszawie. – Ile masz lat, 23? – spudłował. – Młodo wyglądasz. – Mieszkam na Pradze z przyjaciółką, ona zajmuje się ekonomią, ja politologią, czyli niczym – kontynuowałam prezentację. Opowiedziałam o uczelni, że prezydent był na inauguracji i że dużo bananowej młodzieży tam studiuje i dzięki temu z łatwością zorganizowałam jego numer telefonu. – Ale byłam dyskretna, nie rozpowiadałam, w jakiej sprawie – dopowiedziałam natychmiast. – No właśnie, mogłaś powiedzieć, że chciałaś galerię zobaczyć.

***

Po sześciu minutach od poznania zaproponował zajęcie. – Mam bardzo fajnego przyjaciela, mieszka w Nowym Jorku. Polak, bardzo skromny, bardzo mądry, miły, fajny. Przyjeżdża czasami do Europy, niedługo przyjedzie. To mam pierwszy pomysł, od razu… Ty mi się podobasz w ogóle. Masz inteligencję i jesteś apetyczna – ściszył głos. Pani Olga pożegnała się z nami. Skończyła pracę. Fibak nadal przedstawiał sylwetkę kolegi. Ma na imię X i jest dobrem wcielonym: – Bardzo fajny facet. To jest pewnego rodzaju wyróżnienie dla ciebie, to jest wyjątkowy człowiek, wyjątkowy. Zaprasza go prezydent, premier, najbogatsi ludzie w Polsce, tacy naj, naj, naj. […] Bardzo człowiek z klasą, jakbyś go poznała, byś grosza za niego nie dała. On tak przeważnie wybiera jakieś miejsca, gdzie coś się dzieje […].

– Rozumiem, że nie chodzi o to, by wyskoczyć z cennikiem – chciałam doprecyzować. – To funkcjonuje bardziej na zasadach przyjaźni. Ja ustawiam ludzi mądrze. To nie jest tak, że wszystko jest ustalone. Moi znajomi nie nadają się do czegoś takiego, to są ludzie z klasą. Wyjął telefon i zaczął szukać zdjęć. Po fotkach X pokazał zdjęcia żony, córki i nowego dworku pod Warszawą, który remontuje. – To ci mogę dać ode mnie, dostaniesz w prezencie. X jest genialny, bo on kontynuuje takie znajomości, to może być dla ciebie na jakieś dwa, trzy lata. On ci pomoże w jakichś rzeczach, kosztach studiów, z opłatą za telefon.

Dla potwierdzenia rzetelności i doświadczenia sięgnął po przykład. – Ja poznałem Kasię Gwizdałę z tym jej poprzednim Francuzem. Wiesz, ja mam ze 30 takich przykładów, jeśli nie więcej. Nic z tego nie chcę, ja żyję w przyjaźni z tymi osobami.

***

Całe spotkanie nagrywałam na dyktafon w telefonie, który leżał na stole. W jednej chwili, bez uprzedzenia Fibak sięgnął po niego, odblokował i zaczął oglądać. – Chcesz zobaczyć moje zdjęcia? – odbiłam piłeczkę.

– No pokaż. Ręce trzęsły mi się ze strachu, że zobaczy czerwoną kropkę oznaczającą włączony dyktafon. Szybko pokazałam zdjęcia psa i przez dziesięć minut o nim gadałam. Gospodarz zapragnął wiedzieć, co mnie skłoniło do wyboru tej drogi. – Problemy bytowe, z którymi nie mam już siły się mierzyć – wytłumaczyłam. Ta odpowiedź nie wyczerpała tematu. Dopytywał, dlaczego nie zdecydowałam się na standardową opcję sponsoringu. Dlaczego nie poszłam w internet. – Chcę iść w jakość, a nie ilość, nie zamierzam się prostytuować – ucięłam.

***

Gadaliśmy już pół godziny. – Pójdziemy jeszcze do mojego gabinetu… Gabinet mieści się na tyłach galerii. Gospodarz usadził mnie w pokoju pełnym obrazów i książek. Zamknął drzwi na klucz. Włączył telewizor i poszedł do łazienki. – Tylko umyję ręce. Po powrocie zamknął okno. Lufcik docisnął rakietą do tenisa. Usiadł na kanapie, a ja cisnęłam dalej. – Ale na co mogę liczyć? – Na pewno poznasz kogoś ciekawego, gdzieś wyjedziesz. Plus na pewno, jak będziesz potrzebować kiedyś coś, cokolwiek. Poprosisz go, to on ci załatwi. Będziesz potrzebowała nowy komputer czy telefon? On też się zapyta. Nabrał powietrza i zboczył z tematu. – Bardzo ciekawie mówisz, bardzo pięknie się wysławiasz, jesteś dowcipna, masz błysk, jesteś nieprzeciętnie inteligentna. Jak słuchałem przez te pół godziny, jak się wysławiasz, to musi być przyjemność wyjechać z tobą, spędzić dwa, trzy dni. Ja go znam od 30 lat, on jest moim jednym z najbliższych przyjaciół i akurat lubi takie rzeczy. Mam wielu przyjaciół, ale nie każdy potrzebuje towarzystwa 25-letniej, interesującej, atrakcyjnej młodej kobiety.

– To jest jedyny znajomy? Nie chcę być zachłanna, ale… – Szkoda cię przekazać komuś innemu. On zasługuje na to swoim intelektem, dobrocią, klasą. On akurat bardzo pasuje do ciebie. Fibak poczuł się swobodnie i przyznał do czegoś: – Przez chwilę pomyślałem, czy ty nie nagrywasz tego. Tak naprawdę to sięgnąłem po twój telefon nie po to, by zobaczyć zdjęcia, tylko sprawdzić, czy nagrywasz. Przyszłaś z ulicy, jesteś inteligentna… Najlepiej, jakbyś wyłączyła telefon. Ktoś do niego zadzwonił. Gdy wrócił, kazał mi wstać i pokazać sylwetkę. Podszedł i mnie pocałował. – Wyjeżdżam w sobotę, na weekend. Odezwij się we wtorek – powiedział.

Odezwałam się. Poprosiłam o telefon do X, ale go nie dostałam. Wojtek oddzwonił i zaproponował spotkanie. On i ja. W galerii.

***

Poszłam z obstawą. Dwie godziny przed umówionym spotkaniem napisałam: „Znalazłbyś pięć minut przed naszym spotkaniem, by rzucić okiem na moją przyjaciółkę? To moja współlokatorka. Piękna, mówi we wszystkich językach świata i pięknie się przyjaźni. Zajmie chwilkę”. Oddzwonił. Mam ją wziąć z sobą.

***

Przez dziesięć minut gadka o niczym. – Ale co? Myślisz, że się nadaje? – zapytałam w końcu, wskazując na przyjaciółkę. – Co się nadaje? Jak jest miła i chce, to się nadaje – uśmiechnął się i dał znać, że zaraz wróci. – To co? Zamykamy! – zawołał do pracowników, wyprosił zwiedzających. W ciągu 15 sekund wszyscy opuścili galerię. – Dobrze, jesteśmy sami – powiedział po powrocie. – Możesz popilnować galerii? Ja co prawda ją zamknąłem... – to był znak dla mnie, że mam zostawić mistrza z koleżanką sam na sam. Wyszłam, ale podsłuchiwałam pod drzwiami.

***

– Pokaż, co tam masz – Fibak rozpoczął przesłuchanie. Chwycił ją za ręce i obejrzał starannie. Następnie próbował pocałować. – Ale ja palę – wybroniła się. – No właśnie, czy to nie będzie przeszkadzać tym panom, że ja palę? – zagadywała zestresowana.

***

Fibak zawołał mnie. Nakazał zostawić torebkę obok torebki koleżanki, w innym pomieszczeniu. – Dobrze, to ja wam coś powiem – usadził nas razem i zaczął tłumaczyć zasady. – Teraz jadę do Cannes… Na przykład wyląduję w Nicei w niedzielę, jadę do najlepszego hotelu w czasie festiwalu, mam piękny lunch i tam jest 100, 200 osób. Najważniejszych aktorów, producentów z całego świata, z Hollywood, Los Angeles i oni będą wstawać i mówić: cześć, Wojtek, cześć, Wojtek, haj, Wojtek… tak będzie wszędzie. I w związku z tym… jeśli fajna, miła dziewczyna chce pojechać, zobaczyć, to mam… choćby tego X. On przyjedzie do Europy jakoś za tydzień czy dwa (…) Kiedy przyjedzie, to mu powiem, że są dwie fajne dziewczyny. Są inteligentne, miłe, ładne i chcą gdzieś wyjechać i on już wszystko wie. On ma tysiąc rzeczy na głowie, to nie jest tak, że on was będzie cały dzień coś tam. Pójdziecie sobie na spacer, sobie tam coś kupicie. Wam zwróci za bilet, coś zobaczycie, coś wam tam da i tak dalej. Na luzie, to normalny człowiek. Bardzo inteligentny, miły, kochany. Taki jak ja. Czy to będzie Paryż, czy południe Francji, czy Wenecja, nie wiem. I jak tam będzie, to was zaprosi na trzy dni na przykład.

(…) Cudowny człowiek. On ma gest. Zawsze wam coś da, coś wam kupi. Im jesteście milsze, im mniej chcecie, tym więcej dostaniecie. To nie jest tak, że ktoś mówi: ja mogę zrobić to i to i chcę tyle a tyle. Skąd! To nie o to chodzi w ogóle. On to jest taki człowiek z klasą, będzie was pytać: a co potrzebujecie? To powiecie: mamy rachunki za mieszkanie, za telefon, ale nie będziecie chciały... Nie jesteście materialistkami. Ale wiadomo, że coś tam potrzebujecie. Ja na przykład też komuś więcej dam, jak widzę, że ktoś nie chce. A jak ktoś mi powie konkretnie, na przykład 400 zł, no to dobrze, to dam, ale na drugi raz nie zadzwonię. To nie chodzi o to. Nie spotkaliśmy się po to. Ma być jakaś atmosfera. Ludzie pewnej klasy nie chcą profesjonalistek. Nie chcą dziewczyn zepsutych. Mówię, żebyście wiedziały, że wy bardzo pasujecie, bo jesteście normalne, naturalne.

Ustaliliśmy, że czekamy na telefon w sprawie X. – Ty pędź, my jeszcze... ja porozmawiam z Maliną – wyprosił moją przyjaciółkę. Na zewnątrz stało dwóch moich „ochroniarzy”, którzy mieli wtargnąć na znak czapką. Zostaliśmy sami. – Aż przesadnie jest taka skromna, aż przesada, nie musi być aż tak źle – zaopiniował koleżankę, a jego język powędrował do moich ust. – A! Jednak będzie całowanie? – No, trochę erotyzmu musi być. Wybawiła mnie przyjaciółka, która się cofnęła, bo przecież obiecałam jej, że z nią pójdę kupić sukienkę. Z Fibakiem ustawiliśmy się na wieczór. Dałyśmy dyla. Ale nie ciała. ■

Okładka tygodnika WPROST: 23/2013
Więcej możesz przeczytać w 23/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • koyaanisquatsi IP
    to ciekawe

    Czytaj także