Zawsze wszystkich łączę

Zawsze wszystkich łączę

No dobrze, a co ja mogę zrobić, żeby to nie poszło? Obiecuję współpracę do końca życia – mówi Wojciech Fibak

Z Wojciechem Fibakiem skontaktowaliśmy się kilka dni po tym, jak do naszej redakcji trafiło nagranie z jego spotkań z Maliną Błańską. Tenisista wiedział już o taśmach od żony, do której dzwoniliśmy dzień wcześniej. Oto zapis rozmowy, którą z Fibakiem przeprowadził Sylwester Latkowski.

Witam serdecznie, Sylwester Latkowski się kłania.

A, bardzo miło, bardzo miło. Naczelny, tak?

Tak.

Bardzo miło, wie pan, jakaś nieprzyjemna sprawa, żona do mnie dzwoniła, jest na Majorce, ja jestem na Roland Garros, że podobno ten wasz dział śledczy, jakaś pani Magdalena…

Rigamonti.

Tak, ma coś tam, jakieś taśmy. Czy pan wie w ogóle, że jest taki materiał?

Rzeczywiście, dysponujemy taśmami, na których rozmawia pan z młodą dziewczyną i proponuje jej pan możliwość skontaktowania z biznesmenem, który może ją utrzymywać i pomagać jej życiowo.

Tak. Ja wiem, kto to zrobił. To jest prowokacja. Przyszła do mnie dziewczyna do galerii, ale wie pan, to nie było… Ja nie powiedziałem, że ja czerpię jakiekolwiek... Ona przyszła i mówi, że chciała gdzieś wyjechać, że chciała zdobyć kontakt. Od razu wyczułem, że to jest jakiś numer, i bardzo świadomie powiedziałem, że faktycznie mogę jakoś pomóc, mogę z kimś skontaktować. Ale tam nie ma żadnej wzmianki o żadnych korzyściach, o niczym, żadnych pieniądzach.

Zapewniam, że pan rzeczywiście mówi, że nie czerpie pan korzyści finansowych, tylko że pana zadowala przyjaźń. Jednak to nagranie jest szokujące. To, że to była prowokacja – tak, to była prowokacja dziennikarska. Szokująca, bo pan rai tę dziewczynę X, proponuje tego X, zachwala tego X, obiecuje jej, że będzie wynagradzana. Pan się powołuje na Katarzynę Gwizdałę. Tam są takie rzeczy, które również pana stawiają w dwuznacznej sytuacji.

Jezu, dobrze. Ja wiedziałem od początku, że to jest wpadka. Wie pan, ja wszystkim pomagam, ja jestem otwarty, ja z tego nic nie mam. To na pewno nie jest tak, że ja czerpię jakiekolwiek korzyści. Ja współpracuję z „Wprost”, zawsze byłem do dyspozycji. Jeżeli chcecie mnie zniszczyć, OK, możecie to puścić. Będę się bronił, będziemy się skarżyć, afera będzie. Ja wszystkim pomagam zawsze, jeżeli się do mnie zgłasza miła dziewczyna, mówi, że chce gdzieś wyjechać, kogoś poznać – OK.

Ale cała znajomość zaczęła się od SMS-a: „Panie Wojtku, czy może pomaga pan miłym dziewczynom poznać i zarobić przy poznaniu miłych panów? Pozdrawiam. Miła dziewczyna”. I pan, poważny człowiek, legenda polskiego tenisa, dla wielu autorytet, po takim SMS-ie w ogóle wchodzi w rozmowę? Co więcej, umawia się z tą dziewczyną? To było dla nas szokujące.

Ale ja od razu jej powiedziałem, że ja absolutnie nigdy nie kojarzę [par – red.], nigdy nie mam żadnych korzyści. Dobrze, jest to wpadka, bardziej towarzyska, natomiast prawnie ja tu nie mam żadnego zarzutu – nie ma ani pieniędzy, ani nic, ja to cały czas mówię wyraźnie.

A dlaczego pan ją całował i, mówiąc kolokwialnie, dobierał się do niej?

No nie, to już przesada. Tak nie było.

Ale przecież była jeszcze później druga dziewczyna.

Wyraźnie powiedziałem, że nie. Zachowałem się bardzo dżentelmeńsko. To już może one wymyśliły. Ale wie pan, jeżeli chcecie tak, to będzie wojna. Nikomu niepotrzebna, ja mogę jedynie prosić, żeby tego nie [puszczać – red.]. Ja zawsze chcę dobrze, nigdy nie chcę nic z tego, nie czerpię żadnych korzyści, zawsze wszystkim pomagam, ustawiam. Wiedziałem, że to jest jakaś wpadka. Ta dziewczyna nie była atrakcyjna, tak że nie było tu żadnej mojej historii.

Panie Wojtku, ja panu powiem, byłem zszokowany, nie wierzyłem, słuchając tych nagrań.

To zawsze jest tak, jak się z zewnątrz później na to patrzy. Co innego, jak jakaś dziewczyna jest naprzeciwko pana, to ta rozmowa inaczej wygląda.

No wie pan, to nie jest tak do końca, że jak widzę młodą dziewczynę, to od razu jej proponuję wsparcie, bo mój kolega ma pieniądze, ale OK, rozumiem pana stanowisko.

Ale niech pan mi powie inną rzecz. Czy to jest materiał do „Wprost” tak naprawdę? Czy to jest wasza rola? Nawet jeśli jakiś facet z jakąś dziewczyną coś tam, to chyba nie przystoi. No i taka prowokacja, to też jest jakieś wszystko niesmaczne. Wszyscy mamy jakieś słabości. Chcecie w takie bagno wchodzić? Co chcecie osiągnąć? Sprzedaż na tym, że jakiś facet rozmawia z jakąś dziewczyną i ona chce gdzieś wyjechać? Czy pan jako naczelny chce pójść w tym kierunku? Z „Wprost” współpracuję od lat, czy ma sens coś takiego puszczać? Taka prowokacja, no wie pan! Bardzo łatwo jest ulec. Prowokować to wszędzie można. Gdzieś wejść, z jakimś kijem w mrowisko, coś tam zawsze będzie. Pana decyzja, ale ja bym prosił, ze względów wszystkich, że ja ogólnie jednak dużo dla Polski zrobiłem, chociaż na pewno mam jakieś wady. Czy ma sens tak mnie za to atakować i wyciągać to tak na światło dzienne? Tylko dlatego, że chciałem dziewczynie pomóc? (Cześć, Agnieszka, he, he). No, czy na to zasłużyłem? A czy to była prowokacja zamówiona przez „Wprost”, czy jakaś dziennikarka to wymyśliła?

Kulisy. Nie mogę opowiadać, bo to jest tajemnica dziennikarska, to jest objęte tajemnicą dziennikarską, jak pracujemy.

Ale to jest niesamowite, ja to wiedziałem.

Tym bardziej to dziwne.

No, ale wie pan, czasem każdy ma swoje słabości. Ale to pana decyzja. Ja w każdym razie mam nadzieję, że pan tego nie puści, bo to wszystko jest niesmaczne, to jest okropne i ja będę w jakimś sensie zniszczony, a uważam, że sobie na to nie zasłużyłem, bo dużo dobrego zrobiłem. Zawsze wszystkich łączę, zawsze wszystkich przedstawiam. A kiedy pan zdecyduje?

Dzisiaj.

Nie. Ale to nie idzie na poniedziałek?

Tak, to jest decyzja, czy to idzie na poniedziałek.

Ale zaraz. To teraz ma iść na poniedziałek? Ten materiał?

Tak, jeżeli zdecydujemy w redakcji, to tak, będzie w poniedziałek.

Jezu… No dobrze, a co ja mogę zrobić, żeby to nie poszło? Obiecuję współpracę do końca życia. Jestem po prostu na pana łasce, no bo faktycznie coś takiego było, jest to niesmaczne, jest to okropne, ale z drugiej strony jest to też takie ludzkie, bo przychodzi dziewczyna, mówi, że chce wyjechać, chcesz pomóc. No bo tu nie ma zasadności, że ja coś z tego chcę czy coś. A od kogo to zależy? Tylko od pana?

Tak, jestem redaktorem naczelnym tego tygodnika.

Ja wiem. Panie Sylwestrze, a jakie są szanse dzisiaj, że pan to puści? Może poczekać tydzień, przemyśleć to, ja nie wiem, dlaczego to musi akurat iść teraz od razu.

Nie rozumiem, dlaczego miałoby to czekać, bo sytuacja jest, myślę, dość klarowna. Nagrania są miażdżące, tak? Sam pan mówi, że to jest sytuacja dla pana niesmaczna i tak dalej.

No na pewno taka rozmowa jest niesmaczna, wiadomo. Ale ludzie mówią dużo gorsze rzeczy, używają okropnych słów w rozmowach prywatnych. Jak nie wiedzą, że są nagrywani, to mówią rzeczy sto razy gorsze. No co ja mogę zrobić, żeby pan…? Co zaproponować? Cokolwiek pan chce, jakikolwiek inny materiał, nie wiem, może się okaże, że mogę zaproponować świat tenisowy, świat artystyczny, współpracę, wszystko. Może pan przemyśli, panie Sylwestrze? Zawsze byłem gotów, a teraz będę tym bardziej. Mogę jakieś specjalne rzeczy robić, będzie miło, mogę mieć jakąś kolumnę, nie będę pobierać… Naprawdę bym prosił pana, żeby pan też zrozumiał, że już teraz przechodzę przez rozwód i mam naprawdę wszystko pod górkę, skomplikowane. Jak to będzie? Wie pan, mam trzy córki, no, nie jest to przyjemne. Więc jeżeli mogę pana prosić. Ja też, gdyby do mnie ktoś dzwonił, o coś prosił, to też starałbym się…

Ja panu odpowiem za godzinę.

No dobrze. Jeżeli cokolwiek mogę, to pan już zna moje stanowisko. Ja naprawdę stanę na głowie. W ogóle wszystko, co pan chce, żeby tylko to nie poszło, to byłbym bardzo zobowiązany. A czy jest taka możliwość, że te dziennikarki pójdą z tym do innego pisma? Czy raczej już tak nie będzie?

Zawsze jest taka możliwość, to jest oczywiste.

No tak, bo jeżeli pan nie ma nad tym kontroli, to one mogą pójść do „Super Expressu” na przykład. A czy to nie są dziennikarki, którym trzeba coś, nie wiem, gdyby pan na przykład zdecydował się, żeby tego nie puścić, to czy można im w jakiś sposób… Nie wiem, czy one chcą to jako dziennikarki, czy to są osoby, które chcą pieniądze za to?

Dziennikarka zawsze dostaje honorarium.

Nie no, rozumiem, bo to jest dziennikarka, tak?

Tak, dziennikarka.

Aaa. Panie Sylwestrze, nie wiem, na co mogę liczyć. Na jakiś pana cień człowieczeństwa i jakiejś sympatii w moją stronę. Na pewno wszystko to będzie niesmaczne bardzo, dla „Wprost” też. Ja uważam, że jesteśmy wszyscy przegrani, jeżeli to pójdzie. Takie jest moje zdanie. Ja ze swej strony zapewniam współpracę na wszystkich frontach. Jakieś materiały, nie wiem, wyjątkowe, jakiekolwiek pan zamówi, mogę przeprowadzać na przykład jakieś wywiady dla was, naprawdę się wysilę, żeby jakoś z tego wyjść.

Okładka tygodnika WPROST: 23/2013
Więcej możesz przeczytać w 23/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0