Ostatni dzień Marka Papały

Ostatni dzień Marka Papały

25 czerwca minęło 15 lat od tragicznej śmierci komendanta głównego policji gen. Marka Papały. Czy po tylu latach znamy sprawcę lub sprawców? Według prokuratury mamy ich nawet wręcz nadmiar. W listopadzie 2009 r. warszawska prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia w sprawie zabójstwa generała, oskarżając o podżeganie do zabójstwa Ryszarda B. i Andrzeja Z. ps. Słowik (głównym świadkiem był Igor Ł. ps. Patyk). W kwietniu 2012 r. łódzka prokuratura o zabójstwo szefa policji oskarżyła tegoż Patyka, a czterech jego kompanów o współudział. To nie żart. Mamy teraz dwie wykluczające się wersje śledcze. Ludzie nie wiedzą, co myśleć. Jedyne, czego możemy być pewni, to ustalenia śledczych dotyczące ostatniego dnia życia gen. Papały. Dotarliśmy do tych mówiących, jak wyglądał ostatni dzień życia komendanta głównego policji. Wszystko, co się później wydarzyło, jest niewiadomą. Poza jednym – komendant zginął od jednego strzału w głowę. Kto wreszcie rozliczy śledztwo w sprawie jego zabójstwa i dokona bilansu? Czy w wymiarze sprawiedliwości znajdzie się wreszcie ktoś odważny? A może pora umorzyć te śledztwa i przyznać się do totalnej porażki?

25 czerwca 1998 r. ok. godziny 7.30 Marek Papała wyszedł z domu i samochodem marki Daewoo Estero nr rej. WXT 448D koloru wiśniowego udał się na zajęcia do szkoły językowej Laris mieszczącej się przy ul. Ojcowskiej 3 w Warszawie. Należy zaznaczyć, że cały dzień Papała poruszał się wyłącznie tym samochodem. Dodać trzeba, że Papała samochód ten pozostawiał w przydzielonym mu garażu w pobliżu budynku przy Rzymowskiego 17 jedynie na noc. Gdy planował jeszcze jakiś wyjazd, samochód pozostawiał na parkingu przed blokiem. Około godziny 9.45 zwolnił się z zajęć w szkole Laris, nie tłumacząc bliżej powodu.

Udał się do ambasady USA, gdzie odebrał wizę. Po wyjściu z ambasady spotkał się z Janem Bisztygą [były oficer wywiadu, ostatni rzecznik PZPR, wówczas bliski współpracownik Leszka Millera – red.]. Spotkanie to trwało 15-20 min i miało miejsce w okolicach Sejmu. Jan Bisztyga zauważył, że tuż przed spotkaniem Marek Papała kończył rozmowę telefoniczną. Z ustaleń wynika, że Papała rozmawiał wówczas z Małgorzatą Winiarczyk-Kossakowską [była wiceminister spraw wewnętrznych i wieloletnia znajoma Papały – red.], z którą ustalał spotkanie mające się odbyć następnego dnia. Z protokołu przesłuchania Winiarczyk-Kossakowskiej wynika, że celem spotkania 26 czerwca 1998 r. miało być omówienie szczegółów jego wyjazdu do Brukseli oraz podniesienia rangi stanowiska, które otrzymał, tj. z radcy do radcy ministra pełnomocnego (co wiązało się ze zwiększeniem uposażenia). Na spotkaniu miał być obecny także Krzysztof Krajewski, dyrektor departamentu personalnego MSZ (znajomy ze studiów Winiarczyk-Kossakowskiej). Termin spotkania miał zostać potwierdzony w godzinach wieczornych.

Jak wynika z zeznań Jana Bisztygi, Marek Papała zadzwonił do niego między godziną 8 a 9, inicjując spotkanie tego samego dnia ok. godz. 10 w pobliżu Sejmu. Podczas spotkania wyrażał obawy co do swojego wyjazdu, twierdził, że „szukają na niego haka”, że „mają swojego kandydata”, chcą mu zarzucić jakieś nieprawidłowości. Wspominał o planowanych czystkach w Komendzie Głównej Policji oraz o jakimś ataku politycznym na Leszka Millera, nie precyzując nic konkretnie. Prosił Bisztygę o zorganizowanie spotkania z Leszkiem Millerem.

Po rozstaniu się z Bisztygą wrócił do szkoły językowej i był tam mniej więcej do godz. 13. Po wyjściu z zajęć udał się do MSZ, gdzie kończył praktyki. Spotkał się tam z pracownikiem cywilnym z KGP Mariuszem Kozakiewiczem, któremu zwrócił dokumenty dla zastępcy dyrektora Biura Prezydialnego KGP Mirosława Skoniecznego. Z zeznań Skoniecznego wynika, że było to opracowanie na temat priorytetów policji w zakresie integracji z Unią Europejską, z których Papała korzystał, przygotowując się do planowanego spotkania w MSZ dotyczącego tej tematyki.

Około godz. 16 był w Szpitalu MSWiA przy ul. Wołoskiej – powodem była konieczność uzyskania zaświadczenia o stanie zdrowia. Ze szpitala udał się do domu przy ul. Rzymowskiego 17, gdzie przebywał mniej więcej od godz. 17. Podczas obiadu był poruszany temat wyjazdu do Brukseli oraz związanych z tym formalności, m.in. wypełnienia wniosków paszportowych. Około godz. 19 na prośbę córki zawiózł ją do sklepu Géant przy ul. Puławskiej. Po powrocie do domu wziął prysznic. W tym czasie Małgorzata Papała odebrała telefon od Edwarda Mazura [polonijny biznesmen z USA, któremu polska prokuratura postawiła zarzut wydania zlecenia zabójstwa Papały, Amerykanie nie zgodzili się na jego ekstradycję – red.]. Po kilkunastu minutach Mazur zatelefonował ponownie i rozmawiał z Papałą. Umówili się na spotkanie w domu Józefa Sasina [generał SB, reprezentował interesy Mazura w Polsce – red.] przy ul. Wiktorii Wiedeńskiej. Należy wspomnieć, że to spotkanie zostało zasygnalizowane już wcześniej –podczas rozmów telefonicznych, które prowadzili w godzinach przedpołudniowych. Telefony Edwarda Mazura do Marka Papały w godzinach wieczornych wynikały z konieczności doprecyzowania miejsca i godziny spotkania.

Jak wynika z zeznań Małgorzaty Papały, w godzinach wieczornych do Warszawy miała przyjechać matka Marka Papały wraz z jego siostrzeńcami. Papała zamierzał wrócić do mieszkania i zabrać z sobą na dworzec jednego z domowników. Z domu wyjechał ok. godz. 20, a w drodze na spotkanie o 20.15 telefonował do niego Edward Mazur, chcąc się dowiedzieć, czy nie ma kłopotów z trafieniem pod wskazany adres. Podczas spotkania, które trwało mniej więcej do godz. 21, rozmawiali o jego wyjeździe do Stanów Zjednoczonych i omawiali nowy termin jego szkolenia w USA. Zmiana terminu wynikała z niechęci wyjazdu na szkolenie w tym samym terminie co córka komendanta stołecznego policji Michała Otrębskiego i traktowania takiej sytuacji przez Papałę jako ujmy dla jego prestiżu. Edward Mazur wykonał telefony do USA oraz do znajomego z LOT, badając możliwość zmiany zarezerwowanego już terminu wylotu. W tym samym czasie w umówionym mieszkaniu byli gospodarze Józef i Janina Sasinowie, ich syn Jacek z żoną i kierowca Edwarda Mazura – Stanisław Styś.

Z materiałów wynika, że do spotkania Marka Papały z Edwardem Mazurem doszło właśnie w mieszkaniu Sasinów z powodu imienin gospodyni, w których uczestniczył Mazur. Marek Papała był zaskoczony i zawstydzony, że nie był przygotowany na taką okoliczność. Z zeznań świadków wynika, iż Papała w tym czasie zachowywał się normalnie, nie wyczuło się w nim nadmiernego zdenerwowania, był wręcz zadowolony z pozytywnego załatwienia spraw związanych z wyjazdem. Mieszkanie Sasinów opuścił ok. godz. 21, informując, że jedzie odebrać z Dworca Centralnego swoją matkę i siostrzeńców.

Po wyjściu z domu Sasinów kontaktował się telefonicznie z wieloletnią przyjaciółką, z którą umówił się w okolicach jej miejsca zamieszkania (przy ul. Koźmińskiej) na spotkanie. Dzwonił również do domu, informując córkę Natalię, że na Dworzec Centralny po matkę uda się sam. Z zeznań przyjaciółki wynika, iż spotkanie miało charakter czysto towarzyski. Marek Papała opowiedział jej kilka szczegółów ze swojego dnia, rozmawiali również o jego odejściu na emeryturę i związanych z tym formalnościach. Z zeznań przyjaciółki nie wynika, aby Papała czuł się w jakikolwiek sposób zagrożony, nie przekazywał jej żadnych dokumentów. Ok. godz. 21.30 Papała wybrał się na Dworzec Centralny. Po drodze zadzwonił do Małgorzaty Winiarczyk-Kossakowskiej. Z powodu słabej jakości połączenia Kossakowska oddzwoniła do niego, potwierdzając termin i miejsce spotkania 26 czerwca 1998 r. Była to mniej więcej godz. 21.45 i był to ostatni kontakt, o którym wiadomo, z żyjącym Markiem Papałą.

Prawdopodobnie z komunikatów lub w informacji na dworcu Papała dowiedział się o znacznym opóźnieniu pociągu i postanowił wrócić do domu (opóźniony pociąg przyjechał na Dworzec Centralny dopiero o godz. 23.25). Około 21.55 wjechał swoim samochodem na parking przed blokiem – wjeżdżający samochód zauważyła jego żona Małgorzata spacerująca wówczas z psem wokół bloku. PS Jak później zeznała żona Papały, usłyszała trzask podobny do rozbijanej szyby. Po chwili znalazła męża w samochodzie z przestrzeloną głową. Nie żył. ■

Okładka tygodnika WPROST: 27/2013
Więcej możesz przeczytać w 27/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0