Taśmy nieprawdy

Taśmy nieprawdy

Za ujawnieniem elbląskich „taśm prawdy”, które miały pogrążyć kandydata PiS na prezydenta tego miasta, mogli stać sami jego zwolennicy.

Na dwa dni przed zakończeniem kampanii wyborczej na prezydenta Elbląga do internetu wyciekło pikantne nagranie rozmowy Jerzego Wilka ze współpracownikami. W kwiecistym, pełnym wulgaryzmów języku kandydat partii Jarosława Kaczyńskiego na prezydenta Elbląga opisuje kulisy kampanii referendalnej, która doprowadziła do przedterminowych wyborów. Przyznaje się do sojuszu z największym wrogiem PiS, czyli Ruchem Palikota.

„Razem pracowaliśmy w referendum, tak? Jeden cel mieliśmy. Wypier...lić Nowaczyka [odwołany prezydent Elbląga – red.], tak? On teraz przeprasza za mnie? Jak ja byłem jego, no, nie przyjacielem, ale osobą, która go wspierała. Ile my zrobiliśmy? Więcej niż on” – mówi na taśmie Wilk. Przyznaje też, że działacze PiS zapłacili za nagranie spotu i przekazali go głównemu organizatorowi referendum Kazimierzowi Falkiewiczowi, działaczowi Ruchu Palikota, by ten puścił go w mediach. „Mieliśmy wspólny cel – wypier...lić tych z Platformy. Teraz jest szansa to wziąć. Idę tam na pięć lat” – dodaje Wilk.

Kandydat PiS opisuje też plany na przyszłość. Mówi, co zrobi, gdy zostanie prezydentem Elbląga. „Ja urząd znam. Ja wiem, kto tam jest szują, a kto nie, kto lody kręcił, a kto nie kręci. A są takie gnidy, które trzeba wypier...lić. Za przeproszeniem. Im szybciej, tym lepiej” – mówi do swoich współpracowników. Później przyznaje: „Ja mam swoją prywatną czarną listę”. Przedterminowe wybory na prezydenta Elbląga skupiały uwagę całej Polski, bo miały być kolejnym dowodem upadku politycznego Platformy Obywatelskiej, z której wywodził się odwołany w referendum prezydent Grzegorz Nowaczyk, a potwierdzić rosnącą hegemonię PiS. Dlatego bezpośrednio przed wyborami Elbląg odwiedzali i Jarosław Kaczyński, i premier Donald Tusk. Kaczyński miał zresztą dodatkowy powód – Elbląg jest bliski jego sercu. To stąd po raz pierwszy został senatorem w 1989 r., tu zakładał pierwsze struktury poprzedniej partii – Porozumienia Centrum. Tu też nieraz w przeszłości przyjeżdżał, by wraz z wiernym miejscowym towarzyszem Leonardem Krasulskim raczyć się niesprzedawanym już w Polsce miejscowym piwem EB.

Ubeckie metody

Dlatego sprawę nagrań Wilka szybko podchwyciły ogólnopolskie media. Jednak nie zaszkodziły one kandydatowi PiS, który wygrał drugą turę wyborów z Elżbietą Gelert z Platformy. Nasi rozmówcy z PiS już w dniu ujawnienia nagrań przyznawali, że cała akcja była wyreżyserowana. – Wilk został nagrany na spotkaniu ze współpracownikami u siebie w firmie. Nie było tam nikogo obcego – mówi nasz rozmówca.

Według naszych źródeł na kilka dni przed drugą turą wyborów PiS zamówiło sondaż. Wynikało z niego, że Wilk przegra wybory z kandydatką PO. – Wizerunkowa porażka. Pierwsza tura zdecydowane zwycięstwo, a w drugiej kaplica – mówi polityk PiS. W partii zaczęto się więc zastanawiać, jak ewentualną klęskę przekuć w sukces i jak wytłumaczyć ją w mediach. – Nie wiem, czy był to pomysł Warszawy, czy lokalny, ale wymyślono, że Wilk zostanie nagrany w tajemnicy i wypuści się te nagrania do mediów – opowiada osoba z otoczenia Wilka. Do spotkania Wilka ze współpracownikami, na którym został nagrany, doszło już po zamówionych sondażach. – Nie wiedział, że jest nagrywany. Dzięki temu uzyskano autentyczność – mówi działacz PiS. – Zresztą spotkanie odbywało się przy piwku. Pocięte i zmontowane na szybko nagranie przekazano jednemu z portali internetowych w Elblągu. – Celowo wybrano taki, w którym naczelnym jest osoba w przeszłości pracująca podczas jednej z kampanii dla Elżbiety Gelert – opowiada nasz informator. Dlaczego tak zrobiono?

Pomysł, jak twierdzą działacze PiS, był prosty. Gdyby Wilk przegrał drugą turę, partia Kaczyńskiego chciała oskarżyć PO o nieczystą i nieuczciwą kampanię. Zresztą już w dniu publikacji nagrań Wilk mówił: – To ubeckie metody. Wtórował mu rzecznik PiS Adam Hofman. – Druga strona posunęła się do ostateczności, sięgając po najniższe chwyty, jakie można w kampanii zastosować – ocenił. Pytany o to, kto jego zdaniem stoi za publikacją nagrań, odpowiedział, że w kampanii wyborczej są tylko dwie strony. – Stary układ się broni, a stary układ jest związany z Platformą – sugerował. Jednocześnie sprzyjający PiS portal Niezależna.pl ujawnił przeszłość redaktora naczelnego portalu, który opublikował nagrania. – Wszystko od samego początku do końca było pod kontrolą – twierdzą nasi rozmówcy. – Proszę zobaczyć, nikt nie szuka winnych. Nikt nie robi z tego powodu afery, nie wywala nikogo z partii. A przecież łatwo jest ustalić, kto nagrał Wilka, skoro na spotkaniu było pięć osób – dodaje nasz informator. Dziś nazwiska osób, które brały udział w spotkaniu, są w PiS ściśle strzeżoną tajemnicą. Jednak w elbląskim PiS nic nie dzieje się bez wiedzy wspomnianego posła Leonarda Krasulskiego, bliskiego współpracownika Kaczyńskiego. Twierdzi on, że taśmy to nie jest sprawka PiS. – A kogo, jeśli na spotkaniu byli tylko działacze waszej partii? – pytamy. – Wilk powinien dokładniej dobierać sobie współpracowników – odpowiada ze śmiechem Krasulski. Sam Jerzy Wilk nie odbierał telefonu. Niemniej akcja PiS w Elblągu nie może dziwić. Historia taśm – audio albo wideo – w polskiej polityce jest długa i burzliwa. Na ogół taśmy strącały polityków w niebyt. Zdarzało się też jednak, że tak jak w Elblągu politycy potrafili się przed ich śmiercionośnym działaniem obronić. A nawet wyjść z tego wzmocnieni.

Cicha afera stoczniowa

Naprawdę do obiegu politycznego taśmy weszły za sprawą nagrania Lwa Rywina przez Adama Michnika 22 lipca 2002 r. Naczelny „Gazety Wyborczej” zarejestrował korupcyjną propozycję, jaką producent filmowy składał mu w imieniu „grupy trzymającej władzę” w zamian za korzystne dla Agory zmiany w Ustawie o radiofonii i telewizji. Nagranie, ujawnione pod koniec grudnia 2002 r., przemeblowało polską politykę. Doprowadziło do powstania pierwszej w dziejach parlamentarnej komisji śledczej, której prace zabiły politycznie SLD, a wyniosły PO i PiS. Od tego czasu korzystanie z taśm stało się popularne jako sposób wykańczania politycznych przeciwników lub co najmniej szantażowania ich. Przypadków, w których tak jak w Elblągu taśmy nie okazały się zabójcze, było bardzo niewiele. Gigantyczną aferę wywołały ujawnione jesienią 2009 r. nagrania operacyjne CBA, dokumentujące rozmowy prominentnych polityków PO z biznesmenami od hazardu. Wybuchła ostatnia wielka afera polityczna, skutkująca powołaniem komisji śledczej, nazywana aferą hazardową. Kosztowała karierę takich polityków jak Mirosław Drzewiecki czy Zbigniew Chlebowski, ale o dziwo, dla całej Platformy Obywatelskiej i premiera Donalda Tuska zakończyła się korzystnie. Tusk zręcznie rozegrał ją politycznie, forsując restrykcyjną ustawę antyhazardową. Cała Platforma umiejętnie rozmyła prace komisji śledczej. Przydało się doświadczenie błędów SLD z czasów afery Rywina.

Jeszcze mniej kosztowało PO ujawnienie w tym samym okresie innych nagrań CBA – rozmów prezesa Agencji Rozwoju Przemysłu Wojciecha Dąbrowskiego m.in. z ministrem skarbu Aleksandrem Gradem o sprzedaży Stoczni Gdańskiej katarskiemu inwestorowi. Choć początkowo wyglądała poważnie, z rozmów mogło wynikać, że polscy urzędnicy są świadomi, iż oferta katarska jest fikcyjna, a także tolerują omijanie procedur przetargowych. Afera się jednak nie rozwinęła – została przykryta przez równoległą aferę hazardową. Jednocześnie nawet opozycyjnemu wtedy PiS niezręcznie było atakować Platformę, bo ta – jeśli łamała prawo – to jednak w obronie polskiego przemysłu stoczniowego. Z kolei Prawo i Sprawiedliwość zdołało przetrwać ujawnienie przez program „Teraz My” w TVN negocjacji polityków PiS (Adama Lipińskiego i Wojciecha Mojzesowicza)z Renatą Beger na temat jej przejścia do PiS. Jedynym wymiernym efektem było fiasko operacji przejmowania posłów Samoobrony przez PiS i konieczność ponownego powołania do rządu Andrzeja Leppera.

Również wielkich konsekwencji dla Bronisława Komorowskiego nie miało ujawnienie, przez ten sam program – „Teraz My” – jego rozmowy ze stronnikami wyrzuconego z PO Pawła Piskorskiego podczas kongresu opozycyjnej wtedy Platformy w maju 2006 r. Ludzie Piskorskiego przyszli na kongres z ukrytą kamerą i nagrali m.in. nieoficjalną rozmowę z Komorowskim mówiącym, że „źle to wszystko rozegrali” i „Donald was załatwił”. A to właśnie Komorowski miał być kandydatem zwolenników Piskorskiego na szefa partii, zgłoszonym na kongresie przeciw Tuskowi. Jednak w ostatniej chwili uległ naciskowi Tuska i zrezygnował ze startu. Dziś jest prezydentem, a Tusk premierem.

Ograniczone konsekwencje miało też ujawnienie nagrań dwóch rozmów biznesmena Aleksandra Gudzowatego – z Adamem Michnikiem i z Józefem Oleksym. Choć nagłośnienie tej ostatniej, w której Oleksy rozwodzi się nad majątkowymi krętactwami Aleksandra Kwaśniewskiego, zmarginalizowało na jakiś czas byłego premiera i marszałka Sejmu w środowisku SLD, po kilku latach Oleksy wrócił kierownictwa partii. Nic nie kosztowało ujawnienie przez „Gazetę Polską” rozmów Jolanty Kwaśniewskiej, prowadzonych przez nią ze znajomą w 2009 r., podczas akcji fikcyjnego kupna przez CBA willi w Kazimierzu. Rozmowy te potwierdzały, że Kwaśniewska wiedziała o sprzedaży willi (choć formalnie nie była ona własnością pary prezydenckiej) i sterowała transakcją.

Pewnych konsekwencji nagranej rozmowy z sopockim biznesmenem Sławomirem Julkem z 2008 r. nie uniknął co prawda prezydent Sopotu Jacek Karnowski – miał kłopoty prawne, w związku z podejrzeniami o korupcję. Mimo to wygrał kolejne wybory samorządowe w 2010 r. Julkemu nie udało się natomiast uwikłać w całą sprawę Donalda Tuska, choć biznesmen próbował nagrać rozmowę z premierem na temat Karnowskiego podczas meczu piłki nożnej.

Wirtualne nagranie

Oddzielny rozdział stanowią nagrania, o których ładunku politycznym krążą legendy, ale których istnienia nikt definitywnie nie potwierdził. Najbardziej znane to nagranie ostatniej rozmowy braci Kaczyńskich tuż przez katastrofą smoleńską. Lech Kaczyński zadzwonił do brata z telefonu satelitarnego z pokładu Tu-154M. Jak twierdził Jarosław, głównie po to, by poinformować o zdrowiu mamy. O rychłym ujawnieniu nagrania tej rozmowy mówił np. prezesowi dużej stacji telewizyjnej niedługo po katastrofie prominentny polityk PO. Do dziś to jednak nie nastąpiło. Niemniej według spekulacji medialnych i internetowych rozmowa musiała dotyczyć także lądowania w Smoleńsku, a jej nagranie mają na pewno służby amerykańskie i rosyjskie. Zwolenników takich tez nie zniechęca znany z zapisów czarnej skrzynki fakt, że informacja o mgle na lotnisku w Smoleńsku została prezydentowi przekazana – za pośrednictwem dyrektora protokołu dyplomatycznego MSZ Mariusza Kazany – dopiero ok. 8.30, na dziesięć minut przed katastrofą. Lech natomiast dzwonił do Jarosława ok. 8.20. Jednak, jak widać, by taśmy działały politycznie, nie muszą nawet wcale istnieć, nie mówiąc już o wiarygodności ich domniemanej treści. Z kolei te, które teoretycznie mają szkodzić, pomagają. ■

Okładka tygodnika WPROST: 29/2013
Więcej możesz przeczytać w 29/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także