Jesteśmy Kościołem

Jesteśmy Kościołem

Polscy katolicy coraz mocniej pokazują niezadowolenie z autorytarnego stylu rządzenia polskim Kościołem. Czy przyszedł czas na ruch My Jesteśmy Kościołem?

Kiedy ks. Wojciech Lemański usłyszał z ust abp. Henryka Hosera szokujące pytanie: „Czy jest ksiądz obrzezany?”, nie zamierzał o tym nikomu opowiadać. Ale niemal natychmiast po wyjściu z kurii zadzwonił do niego redaktor naczelny katolickiego kwartalnika „Więź” Zbigniew Nosowski. – Po drugiej stronie usłyszałem jego przybity głos. Dopytywałem, co się stało. Kiedy opowiedział, zaniemówiłem z wrażenia – przyznaje Nosowski.

Kilka miesięcy po tym incydencie publicysta dostał e-mailem kopię listu do biskupa, w którym ks. Lemański wracał do incydentu. Został poproszony o wykasowanie listu zaraz po przeczytaniu. – Z całą pewnością ks. Wojciech nie miał zamiaru czynić z tego wydarzenia sprawy publicznej – ocenia naczelny „Więzi”. Jednak stało się inaczej. Jego konfliktem z ordynariuszem żyje cała Polska. Utworzony przez czytelników jego bloga profil na Facebooku „O prawo do głosu ks. Lemańskiego”w ciągu kilku dni zalajkowało kilka tysięcy użytkowników. Obecnie w internecie zbierane są podpisy pod petycją do Watykanu. „Pod powierzchnią sporu między niepokornym proboszczem i jego przełożonym kryje się spór między Kościołem otwartym, ekumenicznym i zarazem potrafiącym sprostać wyzwaniom współczesnego świata a Kościołem zamkniętym, nietolerancyjnym, dalekim i od ducha Chrystusowego, i od współczesności” – piszą twórcy inicjatywy. W dniu powstania petycji przybywało średnio sto podpisów na godzinę. – Pomysł utworzenia strony poparcia zrodził się spontanicznie – mówi jedna z inicjatorek akcji. Prosi o niepodawanie nazwiska, bo jak twierdzi, obrońcom duchownego nie zależy na promocji siebie, lecz idei. Myśleli o tym, żeby swoje posty umieszczać też na facebookowym profilu abp. Hosera, ale okazało się to niemożliwe. – Zablokowano nas, zanim cokolwiek tam opublikowaliśmy – wyjaśnia nasza rozmówczyni.

Czy na naszych oczach rodzi się rodzima wersja znanej na Zachodzie organizacji My Jesteśmy Kościołem? Międzynarodowy ruch o tej nazwie Wir Sind Kirche powstał w 1995 r. w Austrii z inicjatywy świeckich. Początkowo zbierali oni podpisy pod petycją dotyczącą reform w Kościele. Pierwszym sukcesem było wymuszenie rezygnacji z urzędu oskarżonego o przestępstwa seksualne wiedeńskiego kardynała Hansa Groëra. Dziś ruch działa w 20 krajach. Domaga się zwiększenia roli świeckich w zarządzaniu Kościołem, zniesienia celibatu, podjęcia dyskusji na temat kapłaństwa kobiet i rewizji etyki seksualnej.

– Katolicy na Zachodzie dojrzeli do tego, by skończyć z przedsoborowym podziałem na Kościół nauczający, czyli księży, i słuchający, czyli świeckich. U nas ten archaiczny podział trzyma się jednak mocno – zauważa Jarosław Makowski, teolog, filozof i publicysta, dyrektor Instytutu Obywatelskiego. Jego zdaniem z tego punktu widzenia warto się uważnie przyglądać protestom przeciwko szykanom, jakie spotkały ks. Lemańskiego. – Jednak wszystko może się skończyć na jednorazowej akcji. Na zasadzie: pszczoły pobzyczały, ale miodu z tego nie będzie – ocenia.

Nie tylko Rydzyk

Nie ma jednak wątpliwości, że pszczoły dają o sobie znać coraz częściej. Półtora roku temu środowiska katolickie zorganizowały akcję obrony ks. Adama Bonieckiego, na którego przełożony zakonny nałożył zakaz wypowiadania się do mediów. Jedną z osób broniących obu księży jest Zuzanna Radzik, teolożka i publicystka „Tygodnika Powszechnego”. – Przecież polski katolicyzm to nie tylko o. Rydzyk – zauważa.

Radzik prowadzi blog „Żydzi i czarownice”, na którym zajmuje się dialogiem z judaizmem oraz chrześcijańskim feminizmem. „Coraz bardziej przeszkadza mi brak kobiet w hierarchii, brak kapłaństwa kobiet. Im dłużej przyglądam się innym Kościołom, w których można, i reformowanym rabinkom, tym bardziej widzę, że wiele wnoszą, że zmieniają oblicze swojej wspólnoty. I po prostu mi żal, że u nas tak nie ma” – pisze w jednym z tekstów.

Opowiada, że katolickiego seksizmu doświadczyła na własnej skórze. Dwanaście lat temu jeszcze jako maturzystka zorganizowała akcję zbierania podpisów do prymasa przeciwko sprzedaży antysemickich książek przy jednym z warszawskich kościołów. – Kanclerz kurii metropolitalnej zaczął mnie wypytywać, dlaczego na spotkanie z nim przyszłam bez księdza. Jako osoba świecka, młoda, a w dodatku jeszcze kobieta, najwyraźniej wydałam mu się niezbyt poważna. Obiecano mi rozmowę z biskupem, ostatecznie nawet nikt nie oddzwonił, żeby umówić termin. Tamto doświadczenie hipokryzji i pogardy bardzo mnie zabolało – mówi. Przyznaje, że miała nawet myśli, by odejść z Kościoła. – Porozmawiał wtedy ze mną Zbigniew Nosowski i powiedział: „Musisz się przyzwyczaić”. To mnie uodporniło – tłumaczy Radzik. W efekcie po maturze poszła studiować teologię. – Dziś, gdy któryś z duchownych próbuje mnie traktować z góry, odpowiadam: przecież skończyliśmy ten sam kierunek!

Nosowski, podobnie jak kierowany przez niego kwartalnik „Więź”, wyznaje zasadę, że odpowiedzią na negatywne zjawiska w Kościele powinna być nie kontestacja, lecz otwarta ortodoksja. – A ona zakłada otwartość, a nie tworzenie sekty, wszystko jedno: konserwatywnej czy liberalnej – wyjaśnia.

W ostatnich dniach namawiał ks. Lemańskiego, by napisał do swoich zwolenników list z apelem o nieodchodzenie z Kościoła. – Wojtek obiecał, że to zrobi. Przecież publicznie podkreśla, że kocha Kościół. Byłoby absurdem, gdyby w ramach solidarności z jego osobą decydować się np. na apostazję – podkreśla Nosowski.

Katolewica

W listopadzie 2011 r. wieloletni redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” ks. Adam Boniecki dostał od swojego zakonnego przełożonego zakaz wypowiadania się w mediach. Niemal natychmiast założono stronę internetową w jego obronie, wśród jej twórców byli redaktorzy magazynu „Kontakt”. Prowincjał zakazu nie cofnął do dziś. – Jednak liczba osób, które udało się zmobilizować w obronie księdza, a także nagły wzrost zainteresowania jego książkami, pokazują, że uciszenie ks. Bonieckiego do końca się nie powiodło – mówi Tomek Kaczor, sekretarz redakcji „Kontaktu”. Twórcy tego powstałego sześć lat temu magazynu z pewną nutą autoironii określają się mianem „katolewicy”. Mają po dwadzieścia kilka lat i radykalne poglądy dotyczące sfery społecznej. W jednym z ostatnich numerów, zatytułowanym „Po lewicy Ojca”, cytują Jacka Kuronia: „To właśnie drugi człowiek, przede wszystkim słaby i krzywdzony, jest w duchowości lewicy przeżywany jako sacrum”. I postulują: „W dobie kryzysu gospodarczego Kościół i lewica w najbardziej palących kwestiach społecznych mogłyby zacząć mówić tym samym językiem”.

Kwestie obyczajowe stawiają na dalszym miejscu, choć w jednym z numerów podjęli np. dyskusję na temat aborcji i osób homoseksualnych. – Kościół, podobnie jak współczesna lewica, jest całkowicie zafiksowany na punkcie spraw obyczajowych i bioetycznych. Bombarduje się ludzi sprawami obyczajowymi, tymczasem zapomina o problemie wykluczenia społecznego i ekonomicznego – podkreśla Cyryl Skibiński, redaktor „Kontaktu”. Ich tezy wywołują sprzeciw katolickich prawicowców. „Katolewica powinna wreszcie umrzeć. (...) nie ma co się cieszyć, że katolewica jeszcze oddycha” – napisała o nich rok temu dowodzona przez Tomasza Terlikowskiego „Fronda”. Redaktorzy „Kontaktu” wychowali się w środowisku warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, który od powstania w 1956 r. postulował otwarcie na dialog ze światem współczesnym. Od początku wiedzieli, że będą w Kościele marginesem. – Na początku mieliśmy w sobie dużo wojowniczości, oburzały nas głosy biskupów i cała ta nakazowo- -zakazowa wizja duszpasterstwa. Z czasem doszliśmy jednak do wniosku, że biskupi to tylko mały fragmencik Kościoła, często wcale nie najbardziej interesujący – mówi Paweł Cywiński z KIK. – Zresztą jeśli chodzi o pozytywne zmiany w polskim Kościele, to bardziej niż na naszych biskupów liczyłbym na papieża Franciszka – dodaje.

Bóg przy piwie

W przeciwieństwie do twórców „Kontaktu” młode założycielki i redaktorki innego katolickiego magazynu, „Dywiz” – absolwentka polonistyki Ewa Kiedio i teolożka Ewa Karabin – unikają wchodzenia w spory ideologiczne. Ale same nie ukrywają swoich poglądów. – Są rzeczy w Kościele, które nas irytują i które chcielibyśmy zmienić – mówi Kiedio. Na pierwszym miejscu zbyt małe zaangażowanie świeckich, szczególnie kobiet. – W teorii jest całkiem nieźle, ale w praktyce Kościoła kobiety są wciąż niedoceniane – dodaje Karabin, która reprezentowała „Dywiz” na tegorocznym Kongresie Kobiet.

Na stronie internetowej „Dywizu” zadają prowokacyjne pytanie: „Jak smakuje katopiwo?”. Obie na co dzień pracują w redakcji katolickiego kwartalnika „Więź”. – Stwierdziłyśmy jednak, że brakuje nam przestrzeni do swobodniejszej rozmowy o sprawach wiary. Lżejszej, czasem ironicznej, wręcz happeningowej – wyjaśnia Kiedio. I właśnie dlatego stworzyły „Dywiz”, którego czytelnikami są głównie osoby w ich wieku – dwudziestoparolatkowie i osoby tuż po trzydziestce. Raz w miesiącu po mszy w warszawskiej katedrze organizują w jednej z warszawskich klubokawiarni spotkania przy piwie, gdzie uczestnicy dyskutują o sprawach wiary (stąd wspomniane prowokacyjne katopiwo). Przypominają przy tym słowa Tadeusza Kantora, że „wszelką rewolucję wywołują kawiarnie”. – Naszym patronem jest bł. Pier Giorgio Frassati, który udowadnia, że świętość nie musi być pełna wzniosłego namaszczenia. Frassati codziennie uczestniczył w mszy, a jednocześnie lubił z przyjaciółmi pohulać przy winie. Smakował życie w różnych wymiarach − wyjaśnia Ewa Karabin.

Na dywaniku u biskupa

O ile „Kontakt” i „Dywiz” raczej nie myślą o otwartej kontestacji kościelnego nauczania, pierwsza w Polsce grupa chrześcijan lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transpłciowych Wiara i Tęcza otwarcie kwestionuje podejście Kościoła do niektórych zagadnień związanych z etyką seksualną. Barbara Kapturkiewicz, współzałożyciel grupy, tłumaczy, że oparte na miłości związki jednopłciowe oraz związki osób transpłciowych powinny być uznane za źródło dobra i zaakceptowane w każdym Kościele. – Część chrześcijan, którym obecne stanowisko Kościołów w tej dziedzinie nie odpowiada, odchodzi od praktyk religijnych albo porzuca wiarę. Inni przyjmują postawę: „Nie zgadzam się z częścią nauczania Magisterium, ale milczę i zostaję”. Nasza postawa jest inna: świadomi, że osoby świeckie są wezwane do pracy w swoim Kościele, mówimy: „Nie zgadzam się, więc mówię o tym głośno, przekonuję do zmiany i zostaję” – wyjaśnia. – To nie dotyczy tylko podejścia do osób homoseksualnych. Polskiemu Kościołowi jak powietrza brakuje oddolnych ruchów świeckich, które wzorem katolików z krajów zachodnich powiedziałyby: „My jesteśmy Kościołem” – dodaje.

Wiara i Tęcza ma nieformalne wsparcie kilku duszpasterzy. Kiedy jednak kilka miesięcy temu katolicki miesięcznik „Znak” przeprowadził wywiad z księdzem, który wspiera grupę, duchowny poprosił o nieujawnianie nazwiska. „Nie zależy mi na tym, żeby stać się celebrytą w pozytywnym czy też negatywnym sensie tego słowa” – tłumaczył. Wszystko wskazuje na to, że pochwały ze strony środowisk katolickich by go nie spotkały. Kiedy kilka miesięcy temu znany lubelski duszpasterz ks. Mieczysław Puzewicz napisał na swoim blogu o niebie, w którym można spotkać osoby nieheteroseksualne, natychmiast wylądował na dywaniku u swojego arcybiskupa. W ciągu kilku godzin wpis zniknął z internetu.

Najgorsza obojętność

Jedno jest pewne: nawet najbardziej autorytarne postawy biskupów nie odwrócą trendów w polskim społeczeństwie. Pytanie, jak wpłyną na postrzeganie Kościoła. – Największym zagrożeniem dla Kościoła jest sytuacja, kiedy przestaje on ludzi obchodzić. Na Zachodzie większość ludzi niczego już w nim nie kontestuje, bo sprawy religii są im obojętne – ocenia Jarosław Makowski z Instytutu Obywatelskiego. Jego zdaniem, jeśli polski Kościół tego nie wyczuje i nie wyjdzie z jakąś ofertą także do liberalnie nastawionych młodych ludzi, stanie się wyspą, której znaczenie będzie malało. Zbigniew Nosowski z „Więzi” patrzy na to inaczej. – To prawda, katolicyzm przestaje być dla młodych Polaków kulturową oczywistością. Ale wciąż są możliwe różne scenariusze. W Polsce nie musi się powtórzyć zachodnioeuropejski wariant sekularyzacji. Prawdopodobnie Kościołowi ubędzie nieco „kulturowych” katolików z przyzwyczajenia. Ale przecież to nie sukces jest imieniem Boga, lecz krzyż. Tak samo nie ziemski sukces jest celem Kościoła – przekonuje. Cyryl Skibiński z „Kontaktu” jest pewien, że środowiska takie jak jego są potrzebne, nawet jeśli pozostaną niszowe. – Wiele rzeczy w Kościele mi się nie podoba, ale go nie zostawię. Nawet jeśli o. Rydzyk zostanie papieżem – deklaruje. ■

Postscriptum

Pięć kilometrów od Jasienicy, gdzie mieszka ks. Lemański, w Duczkach, od kilku tygodni trwa protest parafian. Chodzi o decyzję abp. Hosera, który wysłał do domu księży emerytów tamtejszego eksproboszcza. Też organizują się na Faceboku i zbierają podpisy pod petycją do kurii. „Wszystkie nasze posty na stronie ks. abp. Henryka Hosera są usuwane z prędkością światła. Kuria nie chce wejść z nami w dialog” – piszą. Za to na fanpage’u abp. Hosera pojawiają się coraz to nowe manifesty poparcia dla niego. Głównie ze strony podległych mu księży.

Okładka tygodnika WPROST: 29/2013
Więcej możesz przeczytać w 29/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 1
  • Kanadyjczyk IP
    Fajny artykuł, potrzeba takich świadectw o ciekawych zakątkach w Kościele. Warto promować różnorodność we wspólnocie. Przecież Ci goście z Kontaktu to jacyś bohaterzy - łącząc lewicowość z chrześcijaństwem muszą mieć w polskim Kościele przekichane, a i tak robią swoje.

    Czytaj także