Mniejszościowy rząd większościowy

Mniejszościowy rząd większościowy

Sojusz planował wyrzucenie PSL z rządu dopiero po czerwcowym referendum unijnym. Miller tylko przyspieszył bieg wydarzeń.
Powstanie gabinetu mniejszościowego może wzmocnić pozycję Leszka Millera. Rząd mniejszościowy ma już właściwie parlamentarne zaplecze. SLD-UP poprą koło Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego - Ruch Nowej Polski Artura Balazsa (ośmiu posłów), Polski Blok Ludowy Wojciecha Mojzesowicza (czterech posłów), Partia Ludowo-Demokratyczna Romana Jagielińskiego (czterech posłów) oraz mniejszość niemiecka (dwóch posłów). Już obecnie rząd mniejszościowy może liczyć co najmniej na 232 posłów (wymagana większość to 231).

Teraz trzeba będzie wprawdzie przed każdym głosowaniem potwierdzać istnienie większości, ale Balazs czy Jagieliński są znacznie bardziej przewidywalni niż Kalinowski bądź Kłopotek. Premier będzie miał też pełną swobodę w wymianie ministrów. Na wyrzuceniu PSL z rządu skorzysta także prezydent: poza tym, że jego współpracownicy wejdą do gabinetu Millera, będzie miał większy niż obecnie wpływ na jego nominacje - może się targować o niektóre kandydatury. Z kolei ludowcy przygotowują się już do zawarcia strategicznego sojuszu z Prawem i Sprawiedliwością braci Kaczyńskich. - Może i dobrze, że ta koalicja się rozpadła. Zanim odbędą się nowe wybory, ludzie zapomną, że w niej rządziliśmy. A popularność rządu może teraz lecieć na łeb, na szyję - mówi jeden z najbliższych współpracowników Kalinowskiego.

Jarosław Gajewski

Szerszy komentarz pt. Millerium w najnowszym numerze tygodnika "Wprost", już w sprzedaży.

Czytaj także

 0