Upadek Ryszarda Wielkiego

Upadek Ryszarda Wielkiego

Kiedyś liczyli się z nim prezydenci i premierzy, dziś Ryszard Krauze jest zadłużony po uszy. Jak upada miliarder? Po cichu, w samotności.

Biznesmen: – Kalina, żona Ryszarda, ostatnio obdzwaniała znajomych z pytaniem, czy nie odkupiliby ogrodowego grilla. Prawie nieużywany. Ludzie byli w szoku. Co się musi dziać, że niedawno najpotężniejsi ludzie w Polsce osobiście wyprzedają wyposażenie ogrodu?! Kamienna Góra, elitarna willowa dzielnica Gdyni. Matecznik Krauzego, tu mieszka, na tej samej ulicy zbudował także dom dla dzieci. Obraz nie jest krzepiący. Widać, że remonty są wstrzymane. Wokół betoniarki, rozgrzebany sprzęt budowlany, ale nic się nie dzieje, mimo że jest poniedziałkowe przedpołudnie. Naprzeciw willi Krauzego urzędują ochroniarze biznesmena. Jest ich mniej niż kiedyś, a ich auta dawno temu przeżyły czas świetności. Mają kompletnie w nosie to, że przechadzamy się po okolicy i fotografujemy nieruchomości ich pracodawcy. Centrum Gdyni. Biuro, w którym na co dzień urzęduje Krauze. Po kwadransie oczekiwania przy recepcji pojawia się asystentka Krauzego. – Prezesa nie ma. Mamy telefony do panów. Odezwiemy się w sprawie spotkania z panem Krauzem.

Dwie najważniejsze zasady Krauzego


Początek pierwszej dekady tego wieku. Poniedziałkowy poranek w klubie tenisowym w Sopocie. Kilka ważnych osób krąży wokół kortu. Nie czekają na wolny plac do gry. Czekają, aż Ryszard Krauze skończy partyjkę tenisa i w drodze do szatni, a potem z szatni do limuzyny znajdzie 30 sekund, by „klepnąć temat”, „dać akcept dla jakiegoś pomysłu”. Biznesmen z branży informatycznej: – W Warszawie było podobnie. Ludzie, w tym ja, zasuwali na lotnisko, gdy Ryszard przylatywał prywatnym samolotem z Trójmiasta. Tylko po to, żeby zamienić z nim kilka słów między zejściem z trapu a wejściem do limuzyny. „Cesarz” – tak go tytułowano w prasie. Na kontraktach informatycznych z państwowymi instytucjami zbudował potęgę swojego Prokomu.

Ostrzyżony na komandosa, 190 cm wzrostu, z nieodłącznym cygarem biznesmen zręcznie poruszał się za kulisami polityki i nie wiązał się z konkretnymi partiami. Zatrudniał byłych ministrów i ludzi, którzy odeszli z polityki. Jego dobrymi znajomymi byli: Aleksander Kwaśniewski, Leszek Miller, Lech Kaczyński, Donald Tusk. Krauze obracał setkami milionów złotych – mógł dać pracę, mógł wesprzeć różne projekty. Jeden z byłych decydentów w MSW: – Dużo zarabiał, więc mógł mieć szeroki gest.

Wykupienie domu Karola Wojtyły w Wadowicach? Proszę bardzo. Miliony na turniej tenisowy w Sopocie? Nie ma problemu. Kasa na wysokobudżetowy film? A jakże! W Trójmieście to było tak, że jak dwóch facetów ścigało się na pontonach, sponsorował to Ryszard Krauze. Znajomy biznesmen: – Rozdęcie było gigantyczne. Mówię kiedyś Ryszardowi: „Okradają cię twoi menedżerowie, zrób coś z tym!”. Machnął ręką z lekceważeniem i odparł: „Łyżeczkami mogą”. Cesarz, otoczony tabunami PR-owców i doradców, był mistrzem zakulisowej gry. Biznesmen: – W drugiej połowie lat 90. Ryszard wprowadzał jedną ze spółek na giełdę. W jednym z tytułów prasowych szykowano tekst na jego temat. Inspirację, wiadomości do artykułu dawał jeden z ważnych uczestników życia politycznego. Artykuł miał mocno uderzyć w Ryszarda, wskazywać na jego powiązania ze służbami i niejednoznaczne początki biznesowej kariery. Dzięki wpływom Ryszarda tekst został zdjęty, a pismo zaczęło dostawać intratne reklamy od spółek z grupy Prokomu. Ze zdziwieniem zauważyłem, że po niedługim czasie inspirator tamtego tekstu zaczął zarabiać u Ryszarda. Poszedłem do niego i mówię: „Facet chciał cię zniszczyć, a ty mu dajesz robotę?”. A Krauze z uśmiechem: „Wrogów trzeba trzymać blisko siebie”.

Haki Kurskiego

W 2008 r. poseł Jacek Kurski, wówczas członek sejmowej komisji śledczej ds. nacisków, nieopatrznie zostawia w kserografie zapisaną kartkę. To szczegółowe dossier wskazujące na dawne powiązania Krauzego z politykami PO, bardzo szczegółowa wiedza na temat początków interesów Ryszarda Krauzego z pierwszych lat 90. Skąd te wiadomości? Kurski pochodzi z Trójmiasta, więc ma swoją wiedzę, ale część z nich została zebrana przez ABW po przejęciu rządów przez PiS. Gdy władzę wzięła partia Jarosława Kaczyńskiego, służby specjalne zaczęły uważnie się przyglądać „polskim oligarchom”, ich przeszłości i wpływom na politykę. Te działania objęły też Ryszarda Krauzego. Jeden z dawnych szefów bezpieczeństwa w Prokomie: – W 2006 r. w ABW powstała grupa śledcza, która prześwietliła życie szefa. Dwóch funkcjonariuszy z Poznania delegowano do Trójmiasta. Przez 1,5 roku zbierali informacje na temat Krauzego. Powstał z tego nawet raport pod roboczym tytułem „Analiza kompleksowa sytuacji w Trójmieście” dotyczący biznesowych i politycznych powiązań szefa Prokomu. Krauze nie docenił zagrożenia, które nadciągało w jego stronę. Stał się celem służb, do tego podjął najgłupszą biznesową decyzję życia – wejście w ropę. – Zgubiła go pewność siebie i pycha – krótko mówi jego wieloletni współpracownik.

Kazachska ropa

Jeden z najbogatszych Polaków: – Ryszard miał dobrze ułożony biznes. Informatyka, leki, nieruchomości. Był bezpiecznie zdywersyfikowany. Jeśli nieruchomości dołują, odrobić straty można było na przykład w branży lekowej. Tyle że w 2006 r. Ryszard uwierzył w totem, uważał, że znalazł Świętego Graala. Chodziło o ropę. Menedżer, który pracował u Krauzego: – Było w tym coś dziwnego. Szef latami mówił, że gaz czy ropa to nie jest zabawa dla niego. Tłumaczył, że to biznes, na którym łatwo się potknąć, bo są tu interesy tajnych służb, państw i wielkich koncernów. Ale sam dał się ponieść. W 2006 i 2007 r. w biurach Prokomu mówiono tylko o jednym. O kazachskiej ropie. Krauze dość łatwo dał się owładnąć „gorączce czarnego złota”, która doprowadziła go teraz na skraj przepaści.

Pod koniec 2005 r. do biznesmena dotarł weteran poszukiwań surowców energetycznych Stefan Geroń. Ten jowialny inżynier ze swoją ofertą „wielkiej ropy” w Kazachstanie obszedł wszystkich liczących się w Polsce graczy. Był w PGNiG, Orlenie, Lotosie, a nawet u Aleksandra Gudzowatego. Wszyscy powiedzieli „nie”. Uznali pomysł za zbyt ryzykowny: złoża ropy nie były dobrze udokumentowane, zapowiadało się, że poszukiwania będą ogromnie kosztowne. W końcu Geroń dotarł do Krauzego. Pod pachą miał stare radzieckie mapy i wyniki badań poszukiwawczych. Inżynier przekonywał, że można się dokopać do majątku. Krauze się zapalił, choć liczni odradzali mu inwestycję. Jeden z najbogatszych Polaków: – Ryszard zaczął jeździć do tego Kazachstanu. Opowiadał nam o tym na spotkaniach przy koniaku w Polskiej Radzie Biznesu w pałacyku Sobańskich. Odradzaliśmy. Chcieliśmy mu nawet zafundować kompletny strój szejka, byle tylko zrezygnował ze swych naftowych planów w Kazachstanie. Nie chciał słuchać.

Ucieczka do Szwajcarii

Decyzja wejścia w ropę zbiegła się w czasie z inną historią. Krauze w lipcu 2007 r. zaplątał się w aferę przeciekową. To za jego pośrednictwem Andrzej Lepper miał się dowiedzieć, że Centralne Biuro Antykorupcyjne szykuje przeciw niemu akcję. Wiedzę tę Krauze miał posiąść od ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Janusza Kaczmarka. Minister dzień przed finałem operacji CBA zjawił się w apartamencie Krauzego na 40. piętrze hotelu Marriott. Zaraz po rozmowie z Kaczmarkiem Krauze zawezwał na spotkanie Lecha Woszczerowicza, posła i przybocznego Leppera. Ten miał zanieść liderowi Samoobrony wiadomość o szykowanej akcji CBA. Dlaczego Krauze w ogóle miałby ostrzegać Leppera? Śledczy, który tropił aferę przeciekową: – Krauze dobrze się znał z Lepperem, który wówczas pełnił funkcję wicepremiera. Byli po imieniu, ich relacje określiłbym wręcz jako familiarne. Krauze po prostu chciał, żeby przychylny mu polityk pozostał na ważnym stanowisku w rządzie.

Oficer służb specjalnych, który zarabiał w spółkach Krauzego: – OK, rozumiem, że Ryszardowi zależało na pozostaniu Leppera w rządzie, ale sposób, w jaki ta sprawa została załatwiona, był dziecinadą. Przecież nie musiał osobiście się spotykać z Kaczmarkiem, nie musiał osobiście się spotykać z Woszczerowiczem. Krauze miał tabuny ludzi, którzy mu doradzali w sprawach bezpieczeństwa, włącznie ze Sławkiem Petelickim i jego ekipą byłych GROM-owców. Na nic się to zdało. Kiedy sprawa przecieku ujrzała światło dzienne, Krauze wpadł w panikę. Biznesmen i zarazem jego znajomy: – On autentycznie się bał, że zostanie zatrzymany. Bał się, że go zamkną za kratami, a obrazki, jak jest prowadzony w kajdankach, będzie można obejrzeć w wieczornych wiadomościach. Były współpracownik Krauzego: – Nie mógł tego pojąć. Wściekał się: „Wszyscy latami zabiegali o moje względy, skąd takie potraktowanie?”. Dostał przeciek, że ma zostać zatrzymany na 48 godzin, bo na areszt mieli za mało dowodów. Miał pretensję do zastępów ludzi odpowiedzialnych za swoje bezpieczeństwo, dlaczego ta wiadomość dociera do niego tak późno.

Krauze po otrzymaniu sygnału, że może zostać zatrzymany, szybko wyjechał z Polski. Wysoki rangą policjant: – Okoliczności tego wyjazdu były dość zabawne. Krauze i jego otoczenie nie bez racji uważali, że prezes jest namierzany przez służby. Jedno auto z komórkami Ryszarda pojechało do Warszawy, sam Ryszard w innym aucie ruszył na zachód. Cyrk urządzono, by zmylić ewentualny pościg. Osoba, która miała wtedy kontakt z Ryszardem Krauzem: – Siedział w Szwajcarii. Ukrywał się niemal jak bin Laden. Był wtedy wrakiem człowieka. Święcie wierzył w to, że pojawi się specjalne komando agentów z Polski i go porwie.

Zbudowany na kredycie

Jego wieloletni współpracownik: – To był facet zbudowany na kredycie. Jak szło wszystko dobrze, było znakomicie, jak mu przywalił PiS, zaczęły się kłopoty. To jest moment, kiedy wszystko zaczęło się sypać. Okazało się, że nietykalny Rysio przestał być nietykalny. Na pewno jednymi z grabarzy biznesowego życia Ryszarda Krauzego są Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro. Co się wtedy stało? Ludzie zrozumieli, że Rysio jest do ruszenia jak każdy inny.

Z afery przeciekowej można było jakoś wybrnąć. Kilka lat wcześniej komisja śledcza ds. Orlenu dobierała się do skóry Janowi Kulczykowi, ale ten przełamał kryzys. Z Ryszardem Krauzem stało się inaczej. Dlaczego? Bo niedawnemu Cesarzowi przestało iść w interesach. Ropa w Kazachstanie nie tryskała, odwierty pochłaniały majątek. Krauze, żeby sfinansować gigantyczne kredyty i poszukiwania, zwijał inne interesy – na trwałe wyszedł z biznesu informatycznego, który kiedyś był jego głównym zajęciem. Były partner w interesach: – Jemu wmawiano, że ropa wytryśnie, jak wyłoży 100-200 mln dolarów, a on sam wyłożył miliard i surowca nie ma. Biznesmen, który potrzebował pieniędzy na spłaty kredytów i drogie poszukiwania, zaczął wykonywać coraz bardziej ryzykowne piruety na giełdzie. Dokonywał kolejnych emisji akcji kontrolowanych przez siebie spółek. Walory obejmowały podmioty rejestrowane w rajach podatkowych. Wartość akcji topniała z miesiąca na miesiąc, a sam biznesmen zaczął być nazywany giełdowym spekulantem. Pętla zaczęła się zaciskać, akcje były bowiem zabezpieczeniem kredytów, a wartość papierów wartościowych Krauzego topniała w zastraszającym tempie. Banki zaczęły żądać dodatkowych zastawów.

Szantaż Leppera

Po dojściu do władzy PO Krauze liczył na to, że wreszcie wokół niego się uspokoi. Przecież premierem został jego znajomy – Donald Tusk. Tymczasem ciągle go wzywano do prokuratury w sprawie historii z przeciekiem w Marriotcie, odgrzebywano aferę Stella Maris. „Nie odpuszczają mi” – skarżył się. Od zawsze zatrudniał u siebie ludzi służb, jednego z nich wysłał do ówczesnego szefa ABW z pytaniem: „Co dalej?”. Ten udał się do premiera. Tusk wzruszył ramionami: „Co ma być, niech będzie”. Reakcja Krauzego? Opowiadał nam o niej jego znajomy: – Ryszard w swoim gabinecie zawsze trzymał na wierzchu album „Był sobie Gdańsk”, którego współautorem był Tusk. Na tytułowej stronie można było przeczytać dedykację: „Mojemu przyjacielowi Donald Tusk”. Gdy usłyszał, że jego znajomy się od niego odciął, cisnął album w kąt.

Nagle się okazało, że wracają upiory przeszłości. Odpowiada pewien biznesmen: – Na początku 2011 r., jakieś pół roku przed śmiercią, zgłosił się do mnie Andrzej Lepper. Wiedział, że znam się z Ryszardem. Lepper wyciągnął mnie na spacer i mówi: „Jak będą przesłuchiwać mnie i Łyżwińskiego [poseł, bliski współpracownik lidera Samoobrony – red.], to my nic nie powiemy, niech pan to powie Ryszardowi”. Byłem zdziwiony. Pytam Leppera: „Panie Andrzeju, ale co mam mu powiedzieć?”. Lepper dawał do zrozumienia, że jak Krauze pomoże, da parę złotych, to oni będą dalej milczeć. Nie chciał jasno powiedzieć, o co chodzi. Opowiedziałem o tym Krauzemu, a ten odparł: „Lepper zwariował, znów chce pieniędzy”. Powyższa sytuacja świadczy o tym, że Lepper próbował szantażować Krauzego ujawnieniem informacji. Czy chodzi o wiadomości na temat afery przeciekowej z 2007 r.?

Zapadł się pod ziemię

Ostatnie lata Krauzego to już zjazd po równi pochyłej. Znany warszawski przedsiębiorca: – Ryszard krąży po mieście. Próbuje zdobyć pieniądze na spłaty kredytów i na kolejne poszukiwania. Tyle że nikt mu tych pieniędzy nie da, on za dużo ludzi potrącił po drodze. Wszyscy wiedzą, że jest po uszy zadłużony. Majątek, który posiada w połowie, nie pokrywa jego zobowiązań finansowych. Krauze sprzedał swój samolot, przenosi się do tańszych biur poza centrum Warszawy. Kilkanaście dni temu pojawiła się informacja, że sprzedał pokaźne pakiety akcji, by uwolnić gotówkę potrzebną na spłatę zobowiązań. Jego otoczenie coraz mocniej się przerzedza. Znikają ochroniarze, menedżerowie. Pozbył się swoich dwóch najbliższych asystentek, i to z dnia na dzień. Ludzie coraz bardziej są wkurzeni na niego, nie reguluje zobowiązań i zapadł się pod ziemię. Biznesmen: – Ryszard jest w złej kondycji psychicznej. Nie bywa, rzadko odbiera telefon.

Coś o tym wiemy. Mimo zapewnień jego współpracowniczki w Gdyni nikt się do nas nie odezwał w sprawie spotkania. Krauze też nie odbiera naszych telefonów, nie odpisuje na SMS-y. Były urzędnik państwowy, który dobrze zna Ryszarda Krauzego: – Jeśli myślicie, że on zamieszka w wynajmowanym M2 w bloku z wielkiej płyty, to się mylicie. Z pewnego poziomu nie upada się na bruk. Myślę, że odłożył parę złotych, by spokojnie żyć. Ostatnia środa. Rejsowy wieczorny samolot z Gdańska do Warszawy. Jeden z pasażerów: – Kilka rzędów obok mnie siedzi facet podobny do Krauzego. Tylko taki poszarzały, przygarbiony. Przyglądam się uważniej – i to jednak on! Kompletnie sam, bez żadnej obstawy. Facet, do którego kiedyś nie można było podejść na odległość stu metrów. Ludzie stawali na głowie, żeby móc z nim zamienić kilka słów. W tym samolocie większe zainteresowanie wzbudzał Nergal, który też z nami leciał. Krauzego nikt w tym samolocie nie poznał. A może ludzie po prostu udawali, że go nie poznają. ■

Rzemiosło i niemieckie marki

Ryszard Krauze urodził się w 1956 r. w Gdyni. Jego ojciec był kierownikiem sekcji w Zakładach Remontowych Marynarki Wojennej, matka – kierowniczką działu spółki C.Hartwig. Krauze skończył wydział technologii maszyn budowlanych na Politechnice Gdańskiej. Grał w koszykówkę – sport był zawsze ważny w jego życiu. Pierwszy raz na Zachód wyjechał w 1984 r., do Niemiec, gdzie miał pracować w firmie handlującej skórami. Jak sam opowiadał, był tam zatrudniony w pionie komputerowym i dzięki temu dobrze poznał branżę informatyczną. Do Polski wrócił z pokaźną sumką niemieckich marek. Z teczki paszportowej w IPN wynika, że w 1987 r. pracował jako specjalista w Przedsiębiorstwie Handlu Zagranicznego „Polservice”. A już w 1988 r. jako zatrudnienie podaje Zakład Techniki Komputerowej „Peokom” w Gdyni przy ulicy Balladyny. Krauze otrzymał wtedy, jak czytamy, „zezwolenie nr rej. 1976 na wykonywanie rzemiosła w zakresie: zapisywanie programów komputerowych na dyskach lub taśmach elektronicznych oraz naprawa i wyrób urządzeń elektronicznych”. Tak zaczął budowę swojego imperium. Jego firmy zajmowały się informatyką, ale też budownictwem, obrotem nieruchomościami, produkcją insuliny, poszukiwaniami ropy naftowej. Najważniejsze z nich to: Prokom Investment, Prokom Software, ABG Ster- -Projekt, Combidata, Comp, Postdata, Safe Computing, Bioton, Petrolinvest, Polnord.

Okładka tygodnika WPROST: 36/2013
Więcej możesz przeczytać w 36/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także