Przychodzi Michnik do Urbana...

Przychodzi Michnik do Urbana...

Adam Michnik spotkał się z Jerzym Urbanem! Były też dwie panie (jedna nieznana, ale ładna), dużo jedzenia i alkohol! Kolacja ta wzbudziła poważne zainteresowanie sejmowej komisji śledczej.
Nie tylko tematy rozmów czwartkowego spotkania Jerzego Urbana z Adamem Michnikiem wzbudziły zainteresowanie. Anita Błochowiak (SLD) dopytywała, z kim szef "Gazety Wyborczej" przyszedł; dziennikarze - dodatkowo o menu kolacji.

To, że do spotkania doszło, Urban ujawnił podczas piątkowego przesłuchania przed komisją śledczą. Mówił, że tematem rozmowy były jego zeznania, ale zapewniał, że nie dotyczyła ona tego, co  komisja powinna zrobić.

Urban opowiadał, że w spotkaniu uczestniczyły jeszcze dwie inne osoby. Błochowiak dopytywała z kim przyszedł Michnik, "jeśli to  nie jest tajemnicą". "Dopiero wczoraj poznałem tę panią. To była jakaś pani, która przyszła z redaktorem Michnikiem" - odpowiadał Urban.

W tym momencie interweniował szef komisji Tomasz Nałęcz (UP), który zapytał, czy to ma związek ze sprawą, którą bada komisja. "Żebyśmy nie wkroczyli zbyt głęboko w prywatność osób" -  zaznaczył.

Błochowiak podkreśliła, że nie jest jej intencją wypytywanie z  kim redaktor Michnik przyszedł na to spotkanie. "Myślałam, że to  ma wpływ na śledztwo" - wyjaśniała.

"Ja rozumiem, ale pytanie o kobietę towarzyszącą panu Michnikowi"... kontynuował Nałęcz. "Ja się nie pytałam o kobietę, ale czy były inne osoby związane ze sprawą" - oświadczyła posłanka.

W rozmowie z dziennikarzami szef "Nie" powiedział, że pani, która przyszła z Michnikiem, była bardzo ładna. Do całego spotkania doszło - według Urbana - z inicjatywy jego żony, która była czwartą osobą obecną na czwartkowym spotkaniu.

Urban opowiadał też, co zaserwowano na czwartkowej kolacji. A  były to: siekany śledź (ze śledzi sprowadzanych ze Skandynawii i z piernika ziołowego sprowadzanego ze Wschodu), następnie bulion rybny na ostro, potem "zając biedaczek" z kartoflami i buraczkami. Na deser podano kruche ciasto, ale Urban go nie jadł.

Redaktor naczelny "Nie" powtórzył, że rozmawiali o jego zeznaniach przed komisją, ale także o "zającu, o tym, że jest ich coraz mniej, o tym, że +Wyborcza+ i Agora powoli zamykają się w  oblężoną twierdzę - dzielą świat na przyjaciół i wrogów i tak reagują".

Indagowany Urban zapewniał, że nie padła sugestia ze strony Michnika, by nie ujawniać faktu tego spotkanie, ale też -  zaznaczał - do głowy nie przyszło im, że to będzie ujawnione.

"Przyjmowanie Michnika w tej chwili nie grozi żadną odpowiedzialnością karną. Ja pomyślałem z tęsknotą o latach 80., kiedy mogłem odmówić odpowiedzi na ewentualne pytanie, ponieważ przyjmowanie Michnika mogło grozić odpowiedzialnością karną" -  powiedział Urban.

Według niego, spotkanie dwóch świadków nie może być uznane za coś niestosownego, bo "w miarę jak komisja będzie pracować, to całe towarzystwo będzie ze sobą związane rolą świadka".

Szef "Nie" opowiadał, że relacje z Michnikiem uznaje jako "bliską, serdeczną znajomość". Pytany przez jednego z  dziennikarzy, czy zawsze jego spotkania z Michnikiem mają "w  podtekście sprawy męsko-damskie i alkohol", odparł: "My nie mamy w  podtekście żadnych spraw męsko-damskich, bo nigdy ani razem nie  chodzimy na panienki, ani nie współżyjemy ze sobą, natomiast alkohol nie jest w podtekście, ale na stole".

sg, pap

Czytaj także

 0