Ciemna strona Jasnej Góry

Ciemna strona Jasnej Góry

Dodano: 4
W szwedzkim potopie roi się od mitów
 
Próżno kule ogniste padały na dachy, próżno najdzielniejsi puszkarze nadludzkie czynili usiłowania. Ilekroć wiatr zwiał morze dymów, klasztor ukazywał się nietknięty, wspaniały jak zawsze". "Mueller, wyprawiwszy się do Jasnej Góry, miał trudniejsze zadanie, porwał się bowiem na Pana Boga. (...) Ale starcie z siłami nadprzyrodzonymi Szwedom się nie powiodło: ich pociski odpadały od murów albo przelatywały ponad dachami kościoła, nie wyrządzając żadnej szkody" - te cytaty, pochodzące z Trylogii Henryka Sienkiewicza oraz z kronik siedemnastowiecznego historyka Wespazjana Kochowskiego, odzwierciedlają wiedzę przeciętnego Polaka o obronie Jasnej Góry. Powszechnie wiadomo, że to właśnie obrona sanktuarium zmieniła niekorzystny dla nas przebieg wojny polsko-szwedzkiej - stała się bowiem zarzewiem powstania przeciwko najeźdźcom. Czy tak było rzeczywiście? Osławiony potop szwedzki wprost roi się od półprawd i mitów.

Fakty
Kiedy w lipcu 1655 r. czternastotysięczna armia szwedzka dowodzona przez feldmarszałka Arvida Wittenberga przekroczyła granice Rzeczypospolitej, nasz kraj stanął na krawędzi katastrofy. Rosjanie, pokonawszy słabe siły polskie, zajęli i spustoszyli prawie całą Litwę, a Kozacy Bohdana Chmielnickiego, mszcząc się za Beresteczko, podchodzili pod Lwów, ścigając zdemoralizowane i zmęczone długotrwałymi walkami pułki kwarciane.
Zgromadzone pod Ujściem pospolite ruszenie wielkopolskie, wsparte garścią piechoty łanowej, dla zachowania pozorów wystrzeliło kilka razy z dział na wiwat, a potem z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku poddało się Szwedom. W ciągu kilku miesięcy wojska Karola Gustawa opanowały prawie całą Koronę. Szlachta w większości województw wypowiedziała posłuszeństwo Janowi Kazimierzowi, sam król uszedł do swoich prywatnych włości na Śląsku, a wojska kwarciane, zachęcone wypłatą zaległego żołdu, przeszły na stronę wroga. Kiedy wydawało się, że Karol Gustaw osiągnie wymarzone Dominium Maris, a Rzeczpospolita zostanie rozdrapana przez Siedmiogrodzian, Rosjan i Kozaków, w Polaków wstąpił nowy duch. Wyzwolili Warszawę i wyparli Szwedów na Pomorze. Przy pomocy Tatarów, którzy stali się sojusznikami Korony, rozgromili Siedmiogrodzian i spacyfikowali Ukrainę. Gdy zaś wojna ze Szwedami skończyła się w dwóch bit-wach pod Połonką i Cudnowem, rozgromili Rosjan. Rzeczpospolita została uratowana. Tyle fakty. Momentem zwrotnym w wojnie była obrona klasztoru Jas-nogórskiego - czytamy w jednym z leksykonów. To już nie fakt, to mit.

Biała flaga Kordeckiego
Rozpowszechniony jest sąd, że klasztor był słabo przygotowany do obrony. Już współcześni mieli jednak na ten temat rozbieżne zdania. Jedni pisali: "Forteca bardzo silna", a inni: "Nie dość silna" albo "Forteczka mała i mało na ten czas obronna". Najwięcej wiedzy o stanie umocnień miał Stanisław Kobierzycki, magnat z przygotowaniem wojskowym, często bywający na Jasnej Górze, który pisał: "Klasztor miał bardzo wysokie mury, ziemią obsypane, cztery bastiony i bardzo szeroki rów okólny". Umocnienia znajdowały się na skalistym wzgórzu, dominującym nad okolicą. Gen. Mueller, dowódca oblegających wojsk, informował Karola Gustawa, że nie ma szans na sukces bez silnej artylerii i długotrwałych szturmów.
Szwedzkie siły liczyły nieco ponad 1500 żołnierzy, z tego przynamniej połowę stanowiły polskie oddziały kwarciane, które przeszły na szwedzką stronę. Polacy nie kwapili się do ataków na sanktuarium. Załoga częstochowska liczyła 200-250 ludzi. Obrońcy dysponowali dużo silniejszą artylerią niż Szwedzi (przede wszystkim o większym zasięgu). Dopiero pod koniec walk dotarły pod klasztor nowe oddziały szwedzkie oraz sześć ciężkich dział. Prawdą jest, że Jasna Góra była ostrzeliwana, a ciężkie działa uszkodziły mury, lecz do bezpośrednich szturmów nie dochodziło. Szwedzi raczej blokowali klasztor, niż go atakowali. Przez cały czas trwały rozmowy między stronami. Przeor jas-nogórskich paulinów, ks. Augustyn Kordecki, złożył nawet akt poddańczy, w którym wyrzekał się Jana Kazimierza i oddawał pod opiekę króla szwedzkiego. W tajemnicy przygotowywano się do kapitulacji. Okazało się również, że część klasztornej załogi próbowała podnieść bunt. Te nastroje spacyfikowano, podwajając żołd. Szwedzi jednak, dla których oblężenie oznaczało wiązanie sił tak potrzebnych w innych miejscach (szczególnie na Pomorzu, gdzie bronił się Gdańsk), postanowili odejść.
Obraz Matki Boskiej został wywieziony z sanktuarium i zastąpiony kopią, a część kosztowności ukryto. Polacy służący w szwedzkiej armii wyłowili ten skarb z pobliskiego stawu. Opis oblężenia umieszczono w "Nowej Monachomachii", którą podpisał przeor Kordecki. Ten pamiętnik, uważany przez długi czas za najważniejsze źródło informacji, omija niewygodne fakty, na przykład nie przytacza w całości dokumentu, w którym uznawano władzę Karola Gustawa.

Czy Radziwiłł był zdrajcą?
Janusz Radziwiłł, wojewoda wileński i wielki hetman litewski, uważany jest do dziś powszechnie za arcyzdrajcę, który poddał całą Litwę Szwedom i przeszedł na ich stronę. Warto pamiętać, że trzy tygodnie wcześniej pod Ujściem poddali się Szwedom Wielkopolanie, a później inne województwa oraz wojska kwarciane (zebrane w Małopolsce). Wypowiadając posłuszeństwo prawowitemu królowi, na stronę szwedzką przeszli magnaci i dowódcy wojskowi, wśród nich także późniejszy król Jan Sobieski. Szybkie poddanie się Szwedom większość szlachty koronnej traktowała jako zmianę panującego, pochodzącego przecież z tej samej rodziny Wazów.
Akt zerwania unii polsko-litewskiej Janusz Radziwiłł podpisał dopiero jesienią 1655 r., gdy prawie cała Korona znalazła się w rękach wroga. Od 1654 r. trwała wojna z Rosją. W jej wyniku prawie cała Litwa znalazła się pod rosyjskim panowaniem. Radziwiłł, mimo mizernych sił, próbował powstrzymać napastników. Książę pobił Rosjan pod Szkłowem (stracili tam kilka tysięcy ludzi), nie mógł jednak wygrać wojny, gdyż Jan Kazimierz, z którym był skłócony, nie mógł lub nie chciał wesprzeć go wojskami koronnymi. Latem 1655 r. ogromna armia rosyjska pokonała Litwinów pod Wilnem. Miasto zostało zdobyte. Przez kilka dni mordowano mieszkańców, płonęły całe kwartały litewskiej stolicy, grabiono kościoły i cerkwie. Wkrótce Rosjanie zajęli Grodno i podchodzili pod Brześć. Podpisując akt poddańczy, Radziwiłł chciał ratować swój kraj, licząc na to, że Szwedzi zatrzymają Rosjan, a potem pomogą mu wyprzeć ich z zajętych terenów. Sądził, że w obliczu upadku Rzeczypospolitej dla Wielkiego Księstwa Litewskiego nie było innego wyjścia. Niestety, większość wojsk litewskich wypowiedziała mu posłuszeństwo, a nowy sojusznik nie zamierzał się wikłać w wojnę z Moskwą. Opuszczony przez dawnych zwolenników i zdradzony przez Szwedów Radziwiłł zmarł w grudniu 1655 r. w Tykocinie.

Rzeczpospolita grabiona przez obcych i swoich
Potop szwedzki, a właściwie ciąg wojen w latach 1648-1667 (z Kozakami i Rosjanami), spowodował zniszczenie prawie całego terytorium Rzeczypospolitej. Spalono wiele miast i wsi, pola porosły chwastami. Do największych grabieży doszło w Krakowie i Warszawie, skąd wywożono dzieła sztuki i biblioteki. Ludność Mazowsza, Wielkopolski i Małopolski zmniejszyła się o jedną trzecią, podobne straty poniosła Litwa i ziemie ukraińskie.
Litwa została spustoszona przez Rosjan, którzy nie tylko rabowali i mordowali, ale i wywozili tysiące jej mieszkańców w głąb imperium. To samo robili Tatarzy i Kozacy. W archiwach można odnaleźć rozkazy Karola Gustawa, który nakazywał ściganie winnych mordów i grabieży. Mało kto wie, że najwięcej zniszczeń spowodowała w Koronie wyprawa Siedmiogrodzian, którzy pod wodzą księcia Rakoczego spustoszyli w 1656 r. Małopolskę, wkroczyli do Krakowa i zdobyli Warszawę. Pamiętnikarze opisują setki głów ludzkich nadzianych na sztachety płotów. Do ogromnych zniszczeń przyczyniły się też wojska polskie, które pozbawione żołdu bez litości grabiły ojczyznę.

Michał Górzyński
Okładka tygodnika WPROST: 12/2003
Więcej możesz przeczytać w 12/2003 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 4
  • Michu IP
    Z treści tego artykułu nijak nie wynika nic, co dawałoby podstawy do twierdzenia,że obraz nie jest cudowny. Na dodatek autor tak usilnie próbuje wywołać wrażenie podajac rzekome fakty i krzycząc w nagłówkach, tymczasem treśc jest mizerna. W zasadzie nie ma tam żadnych konkretów. Bo najpierw jest niby,że nie strzelano, potem,że jednak strzelano do klasztoru. Autor pisze, że przeor chicał się poddać i jużnapisał list poddańczy, a w następnym zdaniu ,że obrońcy dostali większy żołd,żeby dalej walczyli. To w końcu jak było- chciano się poddać, czy walczyć?Czy może po prostu ksiądz w strachu przed ostrzałem (nic dziwnego, w końcu to ksiądz, a nie żołnierz zaprawiony w bitwach, wiec nie dziwne,że mógł się przerazić kulami armatnimi latającymi nad głową)rozważał opcję poddania się, co zresztą normalne, w końcu wazne było tu ochronienie samego klasztoru, który z definicji nie jest twierdzą obronną. Wiec wolałbym,zeby autor, skoro ma takie zapędy rewizjonistyczne do historii pisał konkretniej i bardziej głęboko na temat, bo rzuca takie ogólniki, że student pierwszego roku zaocznej historii by się wstydził.
    • annda IP
      oj katolicy co wy na to ? hahaha obrazek nie jest wcale cuudowny hahaha