Mataczenie i majaczenie

Mataczenie i majaczenie

Dodano: 
Pomroczność jasną wykazuje także Adam Michnik, broniąc premiera po tym, jak wymierzył mu cios, być może śmiertelny. Nie czuje się chyba najlepiej również pan prezydent, skoro wezwał do dymisji całą Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, zamiast napisać do Czarzastego: "Włodku, czuj się odwołany!"
Ogłoszono ostatnio Międzynarodowy Tydzień Mózgu. Piękna to inicjatywa, choć w naszym kraju nie wróżę jej wielkiego rozgłosu.
U nas należałoby raczej ogłosić Krajowy Rok Paranoi, a jego liderami obwołać Lwa Rywina i Jerzego Urbana, którzy - wedle opinii samego pana premiera - upadli ostatnio na głowę. Rasowy producent nie zauważa, że go nagrywają, a były rzecznik rządu nie dość, że kala własne lewe gniazdo, to jeszcze przyznaje się do wydawania bankietów na cześć "Pruszkowa"? 
Analogicznego maila powinien też dostać Robert Kwiatkowski. Ale czy dostanie? Na razie rada dała prezydentowi do zrozumienia, że można jej nagwizdać.
Niewielką intuicją wykazują się także biznesmeni przychodzący przed komisję sejmową żalić się na represje polityczne. Jak chcą się skarżyć, to do Strasburga! A co z kondycją umysłową posłów opozycji? Próbują uderzyć wotum nieufności w kanclerza, wiedząc z góry, że to nic nie da. Prawdziwego mężczyznę mogłoby skończyć jedynie konstruktywne wotum ze wskazaniem nowego premiera.
Wyobrażacie sobie państwo gabinet takiej wielkiej koalicji: wicepremierzy - Andrzej Lepper i Roman Giertych, MSZ - Zygmunt Wrzodak, MSW - Krzysztof Rutkowski, MON - Wiesław Walendziak, sprawiedliwość - posłanka Renata Beger, finanse - Gabriel Janowski, rolnictwo - Jan Maria Rokita. A poza tym kto w takiej koalicji byłby premierem - Maciej Płażyński, Lech Kaczyński, Jarosław Kalinowski? A może, przypominając precedens z Piłsudskiem, nakłonić, by ten ciężar przyjął na siebie Aleksander Wszystkich Rodaków. Przecież w pałacu bez trudu mogłaby go zastąpić żona.
Szukając w tej sytuacji jakichś pozytywów, z radością natrafiłem na wiadomość o pani Wandzie Łyżwińskiej, posłance Samoobrony. Kandydując do Sejmu, miała tylko wykształcenie podstawowe. W ciągu roku dzielna parlamentarzystka zrobiła szkołę średnia, dostała się na studia. A jeśli tylko Sejm przetrwa do końca kadencji - magisterium i doktorat pewne. W wypadku następnej kadencji - Nagroda Nobla niewykluczona. Może z literatury? W końcu, podobnie jak Ernest Hemingway, lubi polować na grubego zwierza.

Okładka tygodnika WPROST: 12/2003
Więcej możesz przeczytać w 12/2003 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0